piątek, 30 stycznia 2015
najlepsze
Dawno,dawno temu zajadałem się nimi zrobione mi przez
moją babcię.Przyznaję iż sam zrobiłem je tylko kilka
razy,nie wiem czemu gdyż są bajecznie proste.Mówię tutaj
o andrutach.Po jednym kawałku takiego andruta,wasze
poczucie będzie superowe.Najlepsze andruty,najsmaczniejsze
rurki waflowe tylko z firmy Dr.Gerard.
Składniki na masę czekoladową.1 wafel,25 dkg cukru
kryształu,12,5 dkg margaryny,10 dkg kakao,1/2 litra śmietany
30%.Przygotowanie,do garka najpierw włożyć margarynę,przesiane kakao,i cukier.Wymieszać.Wlać śmietanę i znów razem lekko wymieszać.Włożyć na mały ogień i gotować przez 40 minut od
czasu do czasu mieszając.W ciągu tego czasu masa powinna
zgęstnieć.Gdy gotowa należy ją wystudzić.Wafla kładziemy małą kratką do dołu i smarujemy stronę z dużą kratką.Nakrywamy kolejnym waflem.Powtarzamy czynność do posmarowania wszystkich
wafli z wyjątkiem góry.Ostatniego andruta obciążamy na
30 minut,aby andruty się skleiły.Zawsze można skorzystać z najlepszych andrutów z firmy Dr.Gerard oraz najsmaczniejszych
rurek waflowych.
czwartek, 29 stycznia 2015
Udane przyjęcie.
Udane przyjęcie.
Czas opowiedzieć jak było
na przyjęciu dla dzieci. Rano w sobotę dopinaliśmy wszystko na
ostatni guzik. Szykowaliśmy stoły, krzesła,zamek dmuchany.
Stroiliśmy wnętrza balonami i serpentynami. Przygotowaliśmy pyszny
naturalny napój z sezonowych owoców. Młodszym dzieciom od razu
podawaliśmy w kolorowych kubeczkach z parasolkami lub kolorowymi
zwierzątkami na patyczku. Wszyscy stawili się punktualnie. Troje z
rodziców pozostali do pomocy bo trudno nie raz zapanować nad taką
grupką rozszalałych dzieciaków. Na początek żeby rozkręcić to
małe towarzystwo włączyliśmy stary przebój (niezawodny na każdej
zabawie) jedzie pociąg z daleka. Ruszyliśmy może nie do Warszawy
ale utworzony skład był dość długi. Nawet pan maszynista miał
odpowiednią czapkę, a pani konduktor bilety i wielki czerwony
lizak. Zaczęła się super zabawa w rytmie Majki Jeżowskiej. Na
raz na dwa – morze szumi w muszelkach i wszyscy przenieśli się
nad Bałtyk, potem na wyspy Bahama, ale kiedy zaczęło się Boogie
Woogi nie było osoby która by nie tańczyła nawet rodzice i
starsza młodzież przybiegła. Na koniec tej części zabawy
popłynęła piosenka cukierki, cukierki trudno odmówić słodkości
przenieśliśmy się z piosenką do stołu gdzie czekały najlepsze
markizy, rurki waflowe, herbatniki z czekoladowymi misiami wyroby dr
Gerarda. Zaczęliśmy konkursy i rebusy. Podzieliłyśmy dzieciaki na
dwie grupy i zaczęło się koło fortuny, wcześniej przygotowane
przez starszaków. Potem kalambury, skoki przez przeszkody. Każde
dziecko otrzymało wcześniej przygotowany upominek z
najsmaczniejszą czekoladą dr Gerarda. Jedna z mam oznajmiła, że
teraz będzie ostatnia zabawa z naszym udziałem bo my robimy sobie
przerwę, Wymyśliła konkurs jedzenia jabłka zawieszonego na kiju
przyczepionego do sznurka, na to dałyśmy bitą śmietanę, więc
buzie były umorusane. Śmiech, radość i hałas rozchodził się po
całej okolicy. To był najlepszy konkurs a zarazem smaczny. Wszyscy
zgłodnieli i zaczęli pałaszować nasze krakersy, kanapki, i
różnego rodzaju sałatki. Była też pizza bez której nie może
odbyć się zabawa. A dzieciaki zajadały i dalej szalały z balonami
a buzie im się nie zamykały. A my spokojnie wypiłyśmy kawę i
zjadłyśmy smaczną kostkę waflową. Po godzinie 18 mama Oliwiera
zrobiła nam super niespodziankę. Przyniosła tort w kształcie
Szreka na którym zapaliła świeczkę, która strzelała
fajerwerkami. Dzieciaki krzyczały z radości nie mówiąc już o
tym, że brzuchy im pękały od tych wszystkich słodkości. Były
prze szczęśliwe i kiedy ogłosiłyśmy dobrze po 22 koniec zabawy
to nikt nie chciał się rozstać. Każdy uczestnik wziął swoją
paczuszkę ze słodyczami dr Gerarda. Ania z Krzysiem uszczęśliwieni
już pytali się kiedy następna zabawa. Tym razem nie musiałam ich
zaciągać do łóżek bo byli tak zmęczeni, że zaraz zasnęli. A
mama, choć zmęczona musiała niestety po wszystkich sprzątać.
Czego nie robimy dla naszych dzieci.
Czekoladowe ciasto z fasoli
Przepis na najlepsze czekoladowe ciasto z fasoli. Jakiś czas temu, gdy częstowałem znajomych jednym z moich zdrowszych wypieków ktoś się spytał, czy robiłem już ciasto z fasoli, bo gdzieś jadł i takie dobre. Przyznam, że niemal natychmiast zaczełem zgłębiać temat. Receptur jest kilka, w końcu dopracowałem swoją, tak by wyszło wilgotne, miękkie, nie rozpadało się i było bardzo czekoladowe :)
Czekoladowe ciasto z fasoli to coś troszkę zdrowszego a jednocześnie szalenie smaczne. Fasola jest niewyczuwalna, ale całość ma taką delikatną konsystencję. Dla mnie to jedno z lepszych ciast, więc niebawem na pewno będą kolejne „smaki” :) a takimi smakami są najlepsze rurki waflowe, andruty, markizy herbatniki Dr. Gerard. Smacznego! Ale jak była mowa o takim cieście to trzeba powiedzieć dalej,podaje przepis i sposób wykonania.
Składniki
- ok. 320 g fasoli czerwonej (cała puszka bez zalewy)
- 4 jajka
- 7 łyżek stewi lub cukru
- 3-4 płaskie łyżki kakao
- 1 płaska łyżeczka sody lub proszku*
- garść żurawiny suszonej
- 50 g czekolady gorzkiej
- 20 g masła roslinnego
- płatki migdałowe
Moje porady
- możecie namoczyć fasolę suchą i ugotować. Podana waga jest fasoli ugotowanej bez zalewy
- jeśli nie macie alergii na gluten a jedynie chcecie jeść troszkę zdrowiej lub szukacie po prostu smacznych dań to można wykorzystać proszek do pieczenia (w składzie ma sodę i mąkę między innymi), można też poszukać proszku bezglutenowego jeśli Wam na tym zależy
- Białka oddzielam od żółtek. Żółtka miksuję z fasolą na gładką masę końcówką blendującą.
- Białka ubijam na sztywno dodając cukier lub stewię (jak wolicie i w zależności, jak ma być dietetyczne).
- Mieszam pianę z masą fasolową, dodaję kakao, trochę żurawiny i sodę. Delikatnie łączę.
Przelewam do formy wyłożonej papierem do pieczenia. U mnie to keksówka ok. 25 cm długości. Wstawiam do nagrzanego do 180°C piekarnika i piekę ok. 45 minut do suchego patyczka. Masło topię, zdejmuję z ognia, dodaję połamaną czekoladę i mieszam aż się rozpuści. Polewam ciasto, dekoruję płatkami migdałowymi.No ciasto dobre ale trochę zachodu nie tak szybko można wykonać ale o wiele szybciej będzie kupić najsmaczniejsze biszkopciki,czekoladki, kostka waflowa, krakersy Dr. Gerard. Smacznego.
Zimowy dzień.
Dzień dobry drodzy czytelnicy. Jest zima, więc tęsknimy za latem, za
lodami, za owocami i kąpielami słonecznymi. Tegoroczna zima jest uboga w
słońce. Jedyne ciepełko, które odczuwam to świecąca na niebiesko lampa soluks,
na oddziale rehabilitacji. A z tęsknoty za owocami żona przygotowała jakiś
eksperyment. Trochę się bałem jeść, ale okazało się być bardzo smaczne.
Składniki:
- 4 jabłka
- Dżem wiśniowy
- Herbatniki „dr Gerard” pokruszone lub zmiksowane 4 łyżki
- Bakalie dowolne ½ szklanki
Przygotowanie:
- Jabłka umyć i wykroić środki z ogryzkiem. Dżem wiśniowy wymieszać z bakaliami.
- Dodać do masy z dżemem i bakaliami 5 łyżek wody i gotować na wolnym ogniu, aż dżem stanie się rzadki. Wysypać 4 łyżki zmielonych najsmaczniejszych herbatników i wymieszać.
- Masę wkładać w środki jabłek.
- Piec przez około 20 minut w temperaturze 180 stopni, aż jabłka staną się miękkie. Podawać na ciepło.
Pierwsza porcja
składała się z czterech jabłek i okazało się, że to było za mało, dorabialiśmy
jeszcze dwie takie porcje. A gdy przyszli rodzice nie mieliśmy, czym ich
ugościć. Na szczęście została nam od gwiazdki najsmaczniejsza mleczna
czekolada. Babcia znając nasze upodobania kupiła po drodze najlepsze markizy
firmy „dr Gerard”. Dzieci były zachwycone. Szybko zaparzyliśmy kawkę i herbatę i
usiedliśmy przy stole, dzieci biegały a my rozmawialiśmy o czekających nas
uroczystościach rodzinnych. I o zbliżającej się wielkimi krokami pierwszej
komunii naszego syna. O tym, że już zbieramy pieniądze, i że musimy już
załatwić salę. A przyjęcie za rok. O tym, co musimy zorganizować i o tym, co
mogą dziadkowie. W naszej sytuacji będziemy organizować jednocześnie dwie
komunie syna i bratanka. Więc lista gości, zakupów i wydatków jest większa. Nie
może zabraknąć produktów firmy „dr Gerard”, ponieważ są najlepsze na rynku i
nasze dzieci je kochają. I tak przy planowaniu minęło popołudnie i nadszedł
wieczór. Rodzice i teściowie poszli do swoich domów a dzieci kąpiel i spanie. Tego
wieczoru okazało się, że w gości do nas przyszedł brat, z którym razem będziemy
organizować to przyjęcie. I teraz przeszliśmy do konkretów. Zagryzając smaczne markizy
mogliśmy podyskutować o napojach i o alkoholu. Czy ma być czy wprowadzamy
prohibicję i bawimy się na trzeźwo. W obawie, że goście uciekną z takiego
przyjęcia postanowiliśmy kupić odrobinę procentów. A gdy już wieczór się
kończył a dzieci smacznie spały brat i ja oddaliśmy się grze na konsoli. Bawiliśmy
się jak nasi synowie przy FIFIE i World
of tanks. Potem żony zrobiły sobie zawody sportowe. Zabawy było dużo i jak to
bywa w takich chwilach towarzyszył nam „dr Gerard” a raczej jego produkty. Minęła
dwudziesta trzecia i wesołe towarzystwo rozeszło się do swoich łóżeczek. I w
taki sposób minął nam zimowy dzień.
Sernik na zimno
Kilka
dni temu umówiłam się z koleżankami. Wybrałyśmy się do naszej ulubionej
kawiarni . Kawiarnia znajduje się w centrum miasta. Mieści się na szóstym piętrze
starej kamienicy. Super miejsce. Widok na stare miasto zapiera dech w piersiach.
W kawiarni puszczają piękną muzykę. W kawiarni można się w niej zrelaksować i
oczywiście napić się bardzo dobrej kawy oraz zjeść smaczny deser. W ten dzień
postanowiłyśmy zjeść sernik na zimno. Ostatnio próbowałyśmy teramisu. Pani
kelnerka przyniosła nam kawę late oraz talerzyki z sernikiem. Było na co
popatrzeć i nacieszyć oczy przed jego zjedzeniem. Rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się
z naszych wspomnień, oczywiście zajadając się ciastem. W takiej atmosferze
minęło nam kilka godzin. Kiedy wracałam,
pomyślałam sobie , ze zajdę do sklepu i kupię ciasteczka ,,Dr Gerard’’.
Miałam ochotę na najsmaczniejsze biszkopciki oraz najlepsze krakersy. Jak byłam już w sklepie
postanowiłam kupić jeszcze herbatniki. Pomyślałam sobie , że jednak sama coś
upiekę. Kiedy wróciłam do domu okazało się , że naszła mnie ochota na zrobienie
sernika na zimno. Jak postanowiłam tak zrobiłam. A oto przepis. Składniki ;
1 kg sera
twarogowego (dwukrotnie zmielonego), 150 g cukru, 1 opakowanie cukru waniliowego, 1
duża puszka brzoskwiń lub kilka sztuk brzoskwiń świeżych, 1 galaretka
brzoskwiniowa, 1 opakowanie (120
g ) herbatników ,,Dr Gerarda’’, 3 łyżeczki żelatyny (10–12 g). Wykonanie
bardzo proste : Żelatynę rozpuszczamy w około 100 ml wody. Tortownicę o średnicy
23–25 cm wykładamy folią spożywczą. Na dnie układamy herbatniki. Ser miksujemy
z cukrem i cukrem waniliowym aż do całkowitego rozpuszczenia cukru. Wlewamy
ostudzoną żelatynę i ponownie ubijamy ok. 4 minut. Masę serową przelewamy do
tortownicy, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do lodówki do stężenia. Brzoskwinie
odsączamy, zachowujemy syrop, kroimy w plasterki i układamy na wierzchu
sernika. Galaretkę rozpuszczamy w 150 ml gorącej wody. Dolewamy syrop z
brzoskwiń. Mieszamy, studzimy i wstawiamy do lodówki. Gdy galaretka zacznie
gęstnieć wylewamy ją na sernik na zimno z brzoskwiniami i
ponownie wstawiamy do lodówki aż do całkowitego gęstnięcia. Sernik na zimno gotowy.
Takie przysmaki wychodzą tylko z produktami ,,Dr Gerard’’
biszkopt
Biszkopt delikatne ciasto,z którego można wyczarować przepyszne ciasta oraz torty i rolady z owocami czy kremem.Niektórym udaje się prawie zawsze,innym znowu nie wychodzi nigdy.Większość ma swój sprawdzony przepis na biszkopt którego trzyma się przez lata i nie ma zamiaru nic zmienić,inni wciąż poszukują nowych sposobów na jego przygotowanie.Czy jednak istnieje uniwersalne zasady jak obchodzić się z biszkoptem aby był idealny?Zawsze można skorzystać z firmy Dr.Gerard gdzie są najlepsze i najsmaczniejsze biszkopty oraz biszkopciki.Można też upiec ciastka składniki.6 jaj,3/4 szklanki cukru,cukier waniliowy,1 szklanka mąki pszennej,1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,1/4 szklanki mąki ziemniaczanej,kostka margaryny,5 łyżek kakao,100 dag wiórek kokosowych,100 dag orzechów włoskich,aromat rumowy,pół kostki masła.Jajka ubijamy z cukrem i cukrem waniliowym na puszystą masę.Dodajemy przesiane obie mąki i proszek do pieczenia.Delikatnie mieszamy.Ciasto wylewamy na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce.Pieczemy około 25 minut w temperaturze 180 stopni celcjusza.Margarynę roztapiamy w garnku dodajemy kakao i cukier tworzymy polewę.Ciasto po wystudzeniu kroimy w małe kwadraciki i je namaczamy w ciepłej polewie obtaczamy w kokosie.Odstawiamy do zastygnięcia.
Pamiętajcie o tym że najlepsze i najsmaczniejsze biszkopty oraz biszkopciki są z firmy Dr.Gerard.
środa, 28 stycznia 2015
Singlem być!
Witam drogich
internautów, pewnego pięknego, lipcowego dnia żona oznajmiła, że zabiera dzieci
i jedzie na kilka dni do cioci na wieś. Jak to bywa Ciotka i ja nie przepadamy
za sobą. Udałem głęboki smutek, bo nie mogłem z nimi jechać. W pracy miałem umówione
spotkania i nie mogłem ich przełożyć. Gdy tylko zostałem sam w pokoju skakałem
z radości. Tak się składa, że w lipcu mam urodziny, więc kolesie wpadną na
chatę i uczcimy to „przyzwoicie”, czyli wodą i solą a może wódką i zagryzką. Miało
to się okazać za tydzień. Ten czas upłynął mi i mojej ekipie na planowaniu
całego czasu wolnego bez rodziny. Musiałem opowiadać, że będę jeździć do pracy
a potem spędzać samotne wieczory w domu. Smutny, tęskniący, oglądający
melodramaty i wcinający smakołyki firmy „dr Gerard” na poprawę samopoczucia. A tak
naprawdę moje plany wyglądały tak, że po pracy koledzy, koncerty, wypad na
miasto i brak czasu na telewizję jedyne, co się zgadzało to, to, że miałem plan
zajadać się, więc kupiłem najsmaczniejsze czekoladki i najlepsze andruty ‘dr
Gerard”. Dzień przed wyjazdem żona uzupełniła zapasy jedzenia, mięso, wędliny,
sery, chleb miałem sam sobie kupować. Przyznaję, że gdy przyszedł moment pożegnania, to zrobiło mi się smutno. W chwili wsadzania dzieci do pociągu zakręciła się łza w oku. Pierwszy raz
będę tak długo bez dzieciaczków. Będzie trochę za cicho w domu, gdy będę rano
wstawał i komu będę czytał na dobranoc. Stan przygnębienia trwał może z pięć
minut , do pierwszego telefonu, od braszki: i co pojechali można wpadać? Oczywiście
mógł przyjść. Na pierwszy kawalerski obiad zrobiłem jak przystoi na faceta,
ziemniaki i kotlety. Według przepisu zaciągniętego z cyfrowego świata:
Składniki:
- Kotlety schabowe (dwie sztuki)
- Najsmaczniejsze krakersy (10 dag)
- Jajko
- Śmietana (jedna łyżka)
- Mąka pszenna (2 łyżki)
- Ząbek czosnku
- Sól
- Pieprz
- Olej do smażenia
- Krakersy pokruszyć (najlepiej wałkiem na blacie). Jajko razem ze śmietaną roztrzepać widelcem.
- Kotlety oprószyć mąką, zanurzyć w roztrzepanym jajku i obtoczyć w pokruszonych najlepszych krakersach „dr Gerard”, lekko dociskając.
- Smażyć z obu stron na rozgrzanym oleju, na złoty kolor.
W chwili, gdy nakładałem sobie
obiad dotarł mój brat. Jak mamusia nas uczyła, podzieliłem się jedzeniem. Pierwszy
raz jedliśmy kotlety w takiej panierce. Uznaliśmy, że sosik czosnkowy idealnie
do nich pasował. A pod wieczór wpadli koledzy, każdy coś przyniósł była to
przekąska lub jakiś napój i najsmaczniejsze rurki waflowe. Jak bywa, gdy się
spotykamy, odpaliliśmy youtube.com i oddaliśmy się w świat dźwięku i obrazu. Od
czasu do czasu zadzwoniłem do ukochanej i dzieci, aby uspokoić ich, że jeszcze
żyję i nie umarłem z głodu.
Drodzy czytelnicy,
jak uważacie ile prawdy jest w tym opowiadaniu?
Pozdrawiam. L.K.
Wyjazd na wieś.
Wyjazd na wieś.
Dzisiaj zaplanowałam wyjazd w
odwiedziny do rodzinki. Mieszkają oni kilka kilometrów od mojego
miasta ( niecałe 15 km ) Wiąże się to jednak z całą wyprawą,
bo trzeba tam dojechać. Rano wcześnie pobudka, trzeba zrobić
zakupy w najbliższym super markecie, bułki, mleko i drożdżówkę
dla syna do szkoły, soczki, jogurty dla brzdąca małego u mojej
kuzynki. A dla nas najsmaczniejsze kruche wafelki dr Gerarda do kawy.
Szybkie śniadanie, wysłanie syna do szkoły i bieg przez całe
miasto na busa. Niestety nie mam prawa jazdy nad czym bardzo
ubolewam. Czekam na przystanku jest coraz zimniej a on jak zwykle
opóźniony. Jadę to najważniejsze. Mogę przynajmniej przez całą
drogę rozmyślać i zajadać najlepszą mleczna czekoladę dr
Gerarda. Przy tym obserwuję zaspanych ludzi wsiadających do busa
niezwracających na nic uwagi, poszarzałe pola i mnóstwo ptaków
latających po niebie. Myślę także co tu nowego napisać, a życie
samo pisze scenariusz. Kierowca słucha znanych przebojów w radiu i
pogwizduje. Pomyślałam rozśpiewany autobus. Po pół godzinie
jazdy wreszcie docieram na miejsce. A dziewczyny witają mnie
kuszącym zapachem świeżo zmielonej kawy i pysznymi markizami dr
Gerarda. To się umówiłyśmy bo ja też je przywiozłam. Pod
nogami plącze się mały Oliwier radosny i uśmiechnięty. Ręce już
w górę wyciąga aby choć chwilkę go ponosić. Jeszcze nie chodzi
więc razem z dwoma małymi( jeden szary pręgowany a drugi biały z
czarną plamką ) kotami pełza po podłodze. Wszędzie go pełno,
trzeba mieć oczy wokół głowy. Próbujemy czymś go zająć i
popijać aromatyczną kawę z mlekiem. Maluszek absorbuje wszystkich.
Ubrałyśmy go i pojechałyśmy na spacer. Mieszkają blisko jeziora
więc tam się wybrałyśmy. Jezioro skute lodem. Łódki
przyczepione do boi, szary krajobraz, gdzie nie gdzie słońce
nieśmiało wygląda zza chmur. Zaczęłyśmy wspominać ubiegłe
lato. Jak dzieciaki baraszkowały w wodzie, pływały na pontonach,
jak mnie próbowały nauczyć pływać. Ja niestety w tej dziedzinie
jestem oporna, nawet kupiły mi ogromne koło do pływania. Śmiechu
co niemiara, nawet teraz kiedy to wspominamy nie możemy się
powstrzymać od łez i śmiechu.
Malutki Oliwier aż sam zaczął się
śmiać choć dobrze nie wie z czego. Potem poszłyśmy spacerkiem na
działkę, bo mają zaraz przy jeziorze. Widok jest niesamowity.
Latem kiedy tam siedzimy i zajadamy kiełbasę z grilla podziwiamy zachód słońca jak odbija
się w tafli jeziora. Działka leży na wzgórzu. Dzięki spacerkowi z Oliwierem mogłyśmy powspominać letnie dni.Wróciłyśmy do domu i zajęłyśmy się przygotowania do obiadu. A w
międzyczasie zjadłyśmy resztki ciasteczek dr Gerarda. Czekamy na
lato.
Randka w ciemno
Witam wszystkich. Wczoraj
wieczorem zadzwonił do mnie mój przyjaciel Zbych- rób kawę, zaraz będę-
powiedział i odłożył słuchawkę. Nie zdążyłam nic powiedzieć. Zaparzyłam
zamówiony napój, a na stoliku ustawiłam najlepsze rurki waflowe oraz markizy firmy
,,Dr Gerard’’. Tylko takie kupuję od jakiegoś czasu. Po dziesięciu minutach, w
drzwiach stał kolega- najsmaczniejsze czekoladki dla Beatki- uśmiechając się
wręczył mi je. Popatrzyłam, wiedział jakie lubię oczywiście były firmy ,,Dr
Gerarda’’. Opowiadaj !!! I zaczął. Randka w ciemno to w teorii takie spotkanie,
podczas którego poznają się dwie zupełnie obce osoby. Ale co zrobić, kiedy nagle się okazuje, że znasz tę
drugą osobę, a w dodatku znasz jak zły szeląg? Że jej nie cierpisz, nie znosisz
i byłbyś najszczęśliwszym człowiekiem, gdybyś jej już więcej nie musiał spotkać?
Tak było właśnie w tamtej chwili. Znajomi postanowili mnie umówić z superdziewczyną, która mi się na
pewno spodoba. Dziewczyna nie ma lekko,
zostawił ją mąż z dwuletnim dzieckiem. Na dodatek w pracy prześladuje
ją jakiś maniak, idiota, z którym musi toczyć spory o niemal
wszystko. Poza tym jest miła i sympatyczna i jeśli nawet randka nam
się nie uda, to na pewno ją polubię. Pomyślałem, czemu nie? Ostatnio moja wiara w istnienie miłych,
sympatycznych i ciepłych kobiet została podkopana przez to, że musiałem
w pracy toczyć ciągłe boje z jakąś feministyczną zołzą, która
nienawidzi facetów. Dlatego z chęcią zgodziłem się na to zaaranżowane
spotkanie. Zaśmiałam się widząc Zbycha minę, Opowiadał
dalej, o mało nie zemdlałam kiedy ją zobaczyłem. A teraz ja, maniak i idiota, stałem przed tą feministyczną
zołzą, z którą miałem pójść do kina i na kolację, bo tak nas umówili
znajomi. W milczeniu poszliśmy do kina,
zajęliśmy miejsca obok siebie. Teraz żałowałem, że kupiłem bilety na
komedię romantyczną a nie na jakiś horror, w którym krew leje się
strumieniami. Taki seans bardziej odpowiadałby mojemu obecnemu nastrojowi. Ale cóż, któż mógł przewidzieć,
że sympatycznie zapowiadająca się randka zmieni się w coś tak okropnego? Zresztą, obejrzenie filmu to był mały
pikuś. Mogłem po prostu patrzeć na ekran i nie zwracać uwagi na siedzącą obok
Anię. Ale potem przecież mieliśmy pójść na kolację. Trudno było wysiedzieć przy
stoliku w milczeniu przez godzinę. Szybko zjedliśmy, potem
odwiozłem ją do domu. I koniec !. Teraz śmiałam się już na głos. Nie ładnie,
nie ładnie mój przyjacielu !. Jutro weź najlepsze biszkopty ,,Dr Gerarda’’ i
przeproś, zacznijcie od nowa. Na to Zbych – nigdy więcej randek w ciemno.
Pozdrawiam
o andrutach
Andruty świecą właśnie triumfy w moim domu.Najfajniejsze
w nich jest to że możemy dodać nadzienie zgodnie z naszymi preferencjami i smakowy gustem.Do tych wafelków zaś można
wszystko przygotować samemu,łącznie z nadzieniem.Jedyna uwaga trzeba wafelki sklejać dość szybko i użyć jeszcze ciepłego kremu,bowiem dość szybko on wiąże i potem wafelki będą się rozwarstwiać to znaczy nie będą przyklejone w całości.Pamiętajcie że najlepsza kostka waflowa oraz najsmaczniejsze andruty z firmy Dr.Gerard.
Andruty mocno czekoladowe z malinową nutką,składniki.4 wafle okrągłe,kilka łyżek nutelli lub innego orzechowo czekoladowego kremu,mały słoiczek konfitury lub dżemu malinowego,50 gram gorzkiej czekolady,50 gram białej czekolady.Przekładać wafle warstwami od dołu.Wafel,krem,wafel,dżem,wafel,krem,wafel.
Przycisnąć,położyć pergamin,obciążyć deseczką i słodzić,
najlepiej na całą noc do lodówki.Czekoladę gorzką roztopić w kąpieli wodnej i udekorować górny wafel,następnie to samo zrobić z białą czekoladą.Odstawić do zastygnięcia,pokroić na kawałki.
Jak już wspominałem najlepsza kostka waflowa oraz najsmaczniejsze andruty z firmy Dr.Gerard.
wtorek, 27 stycznia 2015
PRZYJAZD BEATY
PRZYJAZD BEATY
Wczoraj wieczorem otrzymałam informację o wizycie mojej kuzynki. Ucieszyła mnie ta wiadomość. Nie widziałyśmy się przez jakieś dwa lata. Bardzo ją lubię, razem dorastałyśmy. Nasze mamy są siostrami, więc i babcię mieliśmy wspólną. Swoją drogą, jaki to dziwny zbieg okoliczności, niedawno z czułością wspominałam moją nieżyjącą babcię jej oddanie i miłość dla wnucząt, dom tętniący śmiechem dzieciaków, wspólne zabawy, w których uczestniczyła również Beata. Teraz ona przyjeżdża z daleka na kilka dni, aby się ze mną zobaczyć. Chciałabym wziąć trzy dni urlopu, aby jak najlepiej wykorzystać wspólnie spędzony czas. Kiedyś byłyśmy nierozłączne, dopóki ona wraz z rodzicami nie wyprowadziła się do innego miasta. Potem spotykałyśmy się tylko w wakacje lub przy okazji wielkich rodzinnych uroczystości. Muszę zacząć przygotowania do jej przyjazdu. Trzeba posprzątać dokładnie całe mieszkanie i zrobić zakupy. Planuję przygotować na jej przyjazd coś wyjątkowego. Postanowiłam zrobić sernik gotowany na spodzie z herbatników z firmy Dr Gerard, pamiętam, że Beata uwielbia to ciasto. Kupiłam również andruty, oczywiście z tej samej firmy, wiem, że są najlepsze. Będą świetną słodką przekąską podczas naszych ploteczek przy kawie. Pokażę jej miasto, zachodzące w nim zmiany, może odwiedzimy dobrze znane nam obu miejsca. Zaproszę Filipa tylko na jeden dzień. Chcę, aby się poznali, ale też nie chcę, aby Filip za bardzo skupiał moją uwagę. Ten czas należy tylko do mnie i Beaty. To będą wyłącznie babskie spotkania typu fryzjer, kosmetyczka, bieganie po sklepach, a wieczorami kino i wspomnienia do samego świtu. Muszę kupić jeszcze kilka czekoladek, przecież musimy uzupełnić magnez. Takie eskapady wyczerpują człowieka i z przyjemnością sięgamy po najsmaczniejszą mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard. Nie mogę się doczekać realizacji tych wszystkich planów. Acha, bym zapomniała, na przyjazd Filipa przygotuję również te jego ulubione mini kanapeczki na krakersach, podane do czerwonego wina będą smakowały wyśmienicie. Poprosiłam szefa o urlop, tłumacząc tak nagłą potrzebę wolnego, niespodziewanym przyjazdem kuzynki. Wysłuchał wszystkiego uważnie, dopytał nad czym aktualnie pracuję i uśmiechnął się ze zrozumieniem zgadzając się na urlop. Dobry z niego człowiek, szanuje ludzi ich pracę, wiec tym samym zyskał nasz szacunek i podziw. Na pewno jest dla nas ważnym autorytetem w sprawach zawodowych i nie tylko. To prawda, że pracownicy dobrze traktowani pracują lepiej, są lojalni i skłonni do większej wydajności. To ogromnie ważne, z kim i w jakiej atmosferze się pracuje. Mam dużo szczęścia pracując w takim zespole. Tymczasem przede mną perspektywa chwilowej przerwy od spraw zawodowych. Zamiast tego, miłe chwile w świetnym towarzystwie. Już zaczynam odliczać godziny do tej wizyty.
Masa solna i zupa szpinakowa.
Masa solna i zupa szpinakowa
Dzisiaj rano wstałam i
zaskoczył mnie piękny widok za oknem. Niesamowite wreszcie spadł
upragniony śnieg. Drzewa mieniły się i skrzyły białym puchem.
Wyszłam z psem na spacer a on szalał na białym dywanie ze śniegu,
dzieci rzucały się kulkami aż miło było patrzeć. Sama radość
dla wszystkich prócz kierowców, którzy musieli od rana odśnieżać
swe samochody. Pełna pozytywnych myśli i energii wróciłam do
domu. Pierwsze co zrobiłam, to nastawiłam czajnik z wodą na kawę
bo mimo wszystko przemarzłam na kość. Zajadając przy tym, moim
zdaniem najsmaczniejsze rurki waflowe dr Gerarda. Posprzątałam
mieszkanie i zaczęłam zastanawiać się co zrobić na obiad w
taką zimową porę. Zadzwoniłam do koleżanki na krótką pogawędkę
i oczywiście pada pytanie co robisz dzisiaj na obiad? Po krótkim
namyśle odpowiedziałam: zupę szpinakową! Zupę szpinakową moja
rodzinka uwielbia. Jest nie skomplikowana w przygotowaniu, a przy tym
smaczna, oczywiście jeśli ma się wszystkie składniki. Potrzebny
jest szpinak mrożony w kostce, można kupić razem już ze śmietaną
i czosnkiem taki prasowany jest najwygodniejszy bo nie trzeba go
blendować ani doprawiać i gotować w dwóch garnkach. Koszty też
są mniejsze. Do tego jest nam potrzebna marchewka trzy sztuki,
starta na grubych oczkach bezpośrednio do garnka, dwie paczuszki
ryżu wsypane też od razu do garnka, lub jak ktoś ma luźny ryż to
gdzieś około pół szklanki. W zasadzie zupa składa się z tych
trzech składników, do tego dodaje się wodę, wegetę i ząbek
czosnku no , a także zamrożoną kostkę szpinaku. Po ugotowaniu
(jak będzie miękki), można dodać śmietanę do smaku ale nie
trzeba. Pyszności polecam.
Kiedy dzieci wróciły ze
szkoły poszliśmy pozjeżdżać na sankach i lepić bałwana.
Bawiliśmy się świetnie. Późnym popołudniem wpadliśmy na pomysł
przygotowania prezentu dla cioci, rozmawiając i zajadając najlepsze
herbatniki z misiami czekoladowymi dr Gerarda. Zrobimy własnoręcznie
serduszka i broszkę z masy solnej. Szykujemy fartuchy dla dzieci ja
rozkładam nawet folię na podłogę bo wtedy mąka przy pracy fruwa
wszędzie, miskę, dodajemy mąkę i sól, do tego pół szklanki
ciepłej wody. My mielimy sól w młynku żeby była masa solna
gładsza. Mieszamy i zagniatamy dopóki masa nie będzie jednolita i
sprężysta. Wody nie daję dużo masa będzie trwalsza kiedy dodamy
kleju do tapet. Nam akurat został po remoncie. Kiedy już jest
należycie wyrobiona dzieciaki na zmianę rozwałkowują i wycinamy
foremkami od pierników rozmaite kształty. Następnie układamy na
blasze i suszymy w piekarniku przez dwie godzinki obracając co jakiś
czas w temperaturze od 50 do 70 stopni. Potem wyciągamy i malujemy
najlepiej farbami wodo odpornymi, można je lekko polakierować będą
błyszczeć. Dzieciaki robią same też pudełka nauczyły się na
lekcji plastyki. Zapakowujemy i przyozdabiamy kokardą. Świetny
prezent, ręcznie wykonany, przy tym zabawa i spędzamy wspólnie
czas z naszymi szkrabami. Dobry pomysł na długi zimowy wieczór.
Tort na francuskim cieście
Lubię torty, takie normalne, smaczne, na biszkopcie, jak np.tort z brzoskwiniami czy tort czekoladowy. Dzisiejszy jest prosty, a jednocześnie niesamowicie delikatny – to tort na francuskim cieście. Przyznam się Wam, że trochę się obawiałem, robiąc go: jak zniesie krojenie, transport itd., okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Tort na francuskim cieście po prostu bardzo smakował gościom, a to najlepsze wyróżnienie.
Was też zachęcam do zrobienia takiego tortu, nie będę ukrywać, kroi się go trudniej, ale jeśli są wśród Was tacy, którzy boją się biszkoptów, to ten tort na pewno Wam się spodoba, w końcu możecie wykorzystać gotowe ciasto francuskie. ;-) Całość przełożyłem bitą śmietaną i dżemem. Proste i smaczne, zróbcie i już czekam na zdjęcia Waszych ciast. Wam też polecam najlepsze czekoladki. herbatniki, krakersy, andruty Dr. Gerard.Smacznego.A jak to jest takie dobre to właśnie podaje wam przepis na jego wykonanie.
Przepis na Tort na francuskim cieście
Składniki
- opakowanie ciasta francuskiego ok. 400 g
- 350 g śmietany kremówki 36%
- 1 jajko
- 1/2 szklanki cukru lub cukru pudru
- ok. 150 g dżemu (mały słoik)
- płatki migdałowe
- Przygotowanie zaczynam od rozwałkowania francuskiego ciasta. Pamiętajcie, by kupić ciasto w rulonie, a nie w kawałkach. Potem wycinam kółka o średnicy 23 cm i smaruję rozkłóconym jajkiem. A następnie wstawiam do nagrzanego do 200°C piekarnika i piekę ok. 20 minut – do zrumienienia.
- Kremówkę ubijam z cukrem na sztywno!
- Smaruję płat ciasta dżemem, na to krem, znowu płat i tak do końca. W razie potrzeby lekko zgniatam wybrzuszenia na cieście. :)
- Smaruję wokół tort kremem i dekoruję płatkami migdałowymi. Chowam do lodówki na kilka godzin, a potem kroję bardzo ostrym nożem.
- No jak juz mamy wykonany tak przepyszny tort to do kawy i tak musimy dorzucić najsmaczniejsze rurki waflowe. biszkopciki, kostkę waflową, markizy Dr. Gerard. Smacznego!
HISTORIA MAĆKA
HISTORIA MAĆKA
Syn koleżanki z pracy chodzi do czwartej klasy szkoły podstawowej. Uczy się nieźle i jednym ze sposobów motywowania go, jest nagradzanie przez rodziców słodyczami z firmy Dr Gerard. Każdej ocenie odpowiada wybrany smakołyk. Oczywiście, najbardziej uwielbianą mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard dostaje tylko wtedy, kiedy pilną pracą zapracuje na bardzo dobrą ocenę. Niestety, ostatnio Maciek zaangażował się zbyt mocno w wolontariat dotyczący pomocy dla zwierząt, zwłaszcza bezdomnych psów i kotów. Zajmowało mu to sporą część dotąd wolnego czasu. Chodził zamyślony, zmęczony i nie skupiał się wystarczająco na lekcjach. Doszło do tego, że potrafił pójść do szkoły nieprzygotowany. Zawsze jednak umiał zapytany coś rozsądnego odpowiedzieć, więc nie było ocen niedostatecznych. Zaczynało mu jednak brakować słodyczy, które tak lubił. Dla niego największą porażką był brak rurek waflowych i najsmaczniejszych kruchych wafelków z firmy Dr Gerard. Właśnie z tego powodu spróbował ściągania. Kilka razy udało mu się odpisać od kogoś zadanie domowe, za które niesłusznie otrzymał dobrą ocenę. Jednak tym samym nie zasłużył na to, aby dostać w nagrodę ciasteczka z ulubionej firmy. Było to jawne oszustwo. Kiedy kolejnego dnia chłopiec przyszedł do szkoły okazało się, że ma klasówkę z matematyki. Oczywiście, zupełnie o tym zapomniał i był nieprzygotowany. Pani rozmieściła dzieci zupełnie inaczej w ławkach i Maćkowi było znacznie trudniej coś ściągnąć od Joli. Jola to najlepsza uczennica w klasie, ale czasem w wyjątkowych przypadkach dawała dzieciakom odpisać zadania domowe. Tym razem pani zauważyła, co się dzieje. Chłopiec został przyłapany na ściąganiu. Musiał oddać zeszyt i wyjść z klasy. Do domu wrócił z posępną miną i uwagą w zeszycie. Było mu bardzo trudno przyznać się do złego postępowania. Wstydził się tego, co zrobił. Oczywiście na czekoladę i wafelki nie miał co liczyć, dostał również szlaban na wyjścia na basen. Jeśli chodzi o wolontariat, to został ograniczony do dwóch dni w tygodniu i to pod warunkiem, że nadgoni zaległości w nauce i przeprosi panią za swoje zachowanie. Tym sposobem Maciek dostał niezłą lekcję życia. Przekonał się, że oszukiwanie nie jest sposobem na rozwiązanie swoich problemów, wręcz przeciwnie, ilość kłopotów może znacznie wzrosnąć. Przysporzył rodzicom sporo zmartwień i przykrości. Koleżanka opowiadając o tym była bardzo smutna, wręcz przygnębiona. Żal było na nią patrzeć. Obwiniała się, że widocznie niewystarczająco skupiali uwagę na synu, że za mało pokazywali mu przykładów swoim zachowaniem i postępowaniem. Chciałam jej jakoś pomóc. Trzeba było coś zrobić i choć na chwilę poprawić atmosferę. Na poprawę nastroju zaparzyłam więc kawę i wyjęłam z torebki najsmaczniejsze markizy z ulubionej firmy. Takie wspaniałości pomagają spojrzeć bardziej optymistycznie na świat i wywołać uśmiech na dotąd smutnej twarzy.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
U Cioci.
Witam drogich czytelników.
U Cioci na imieninach są goście i
jest rodzina, więc program się rozpoczyna do śmiechu no i do łez. Jest to
bardzo aktualny utwór, choć ma już tyle lat. Właśnie tak śpiewaliśmy w sobotę u
Cioci. Zaproszeni byliśmy na godzinę piętnastą. Wraz z dziećmi wyszykowaliśmy
się odświętnie, zapakowaliśmy prezent oraz najlepszą mleczną czekoladę zamiast
kwiatka i poszliśmy. Na miejscu na nas czekały już dzieci od kuzynki i
szwagrów. Przezorni zawsze ubezpieczeni, czyli byliśmy przygotowani na taką okazję
i mieliśmy dla każdego szkraba przysmak firmy „dr Gerard”. Ich buzie
promieniały z zachwytu. Na stole stało
już sporo jedzenia i picia, ciepłe mięso, bigos, sałatka warzywna i gyros,
galarcik, i ryba w galarecie. Dla dzieci był przygotowany stół w drugim pokoju,
a na nim najsmaczniejsze kruche wafelki. Mogą imprezować osobno, bo są już
prawie dorośli. Najstarsze ma dwanaście lat. Z ciast moją uwagę przykuł placek
jogurtowo – bakaliowy z galaretką.
Składniki:
- 1 litr jogurtu bałkańskiego
- 30 dag serka śmietankowego
- 7 jajek
- 1 szklanka cukru
- ¾ szklanki oleju
- 3 opakowania budyniu
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- Po ½ szklanki rodzynek i suszonych moreli
- 1 opakowanie najlepszych biszkoptów
- 30 dag owoców
- Po 1 opakowaniu galaretki pomarańczowej i czerwonej
- Wiórki kokosowe
Przygotowanie:
1. Rodzynki
i posiekane morele zalej wrzątkiem (ewentualnie gorącą herbatą), po 10 minutach
odcedź na sitku. Rozbij jajka, oddziel żółtka od białek. Żółtka utrzyj z cukrem
na puszysty krem. Dodaj serek, jogurt, olej, wsyp budyń i proszek do pieczenia.
Wymieszaj mikserem.
2. Białka
ubij na sztywną pianę, przełóż do masy, delikatnie wymieszaj. Dodaj rodzynki i
morele.
3. Tortownicę
wyłóż pergaminem (ewentualnie posmaruj tłuszczem i wysyp kaszą manną). Na dnie
ułóż ciasno najsmaczniejsze biszkopty firmy „dr Gerard”. Wyłóż na nie masę
serową. Piecz około godzinę w temperaturze 180 stopni. Sernik dobrze wystudź.
4. Galaretkę
czerwoną rozpuść w ¾ szklanki wrzątku. Wlej ją na duży płaski talerz. Gdy zastygnie,
wytnij z niej ozdoby. Galaretkę pomarańczową rozpuść w 1,5 szklanki wrzątku,
ostudź. Na serniku fantazyjnie rozłóż rozdrobnione owoce (np. winogrona i
brzoskwinie z puszki). Pomiędzy nimi poukładaj czerwone ozdoby. Zalej tężejącą
galaretką pomarańczową. Boki posyp wiórkami kokosowymi. Schłodź.
No właśnie o tą fantazję chodzi. Moja
ciocia ułożyła owoce i dekoracje na wzór uśmiechniętej buźki, takiej jak w
telefonach komórkowych a kuzynka opowiadała, że kiedyś zrobiła pacyfę, a innym
razem symbol ulubionego klubu piłkarskiego. Dzieci i dorośli chętnie sięgali po
porcję tego placka. Tylko moja córka stwierdziła, że woli najlepsze kruche
wafelki i najsmaczniejszą mleczną czekoladę firmy „dr Gerard” i koniec. Nie jadła
nic innego słodkiego. W odróżnieniu od pozostałych gości, którym jedzenie tylko
znikało z półmisków i talerzy. A wychodząc widziałem stos brudnych naczyń. Uznałem,
że kupno zmywarki do świetny pomysł i dzięki mojej małżonce i jej zmywarce nie
mamy tego problemu.
Tort herbatnikowy
Opowiem
dziś historię nieudanych tortów. Czasami tak bywa, więc proponuję mieć zawsze w
zapasie ciasteczka. Najsmaczniejsze markizy i rurki waflowe są firmy ,,Dr
Gerard’’. A więc, obchodziliśmy urodziny koleżanki. W kulminacyjnym momencie
zamiast tradycyjnego "Sto lat" rozległ się ogólny śmiech, bo
jubilatka Anita, wchodząc z różowym tortem z liczbą 23 zamiast 29 powiedziała:
"Przepraszam, ale nigdzie nie mogłam kupić dziewiątki...". Był
to tylko początek dyskusji, na ile sposobów można zepsuć tort. -
Kiedyś robiłam tort dla siostry - zaczęła Marta. - Zgodnie z przepisem upiekłam
biszkopty, zrobiłam krem, wszystko poukładałam piętrowo i zabrałam się do
dekoracji. Obracając moje dzieło na tortownicy przyklejałam na jego wierzchu
małe czerwone różyczki. Kiedy miałam położyć ostatnią, tort spadł ze stołu.
Akurat w chwili, kiedy do kuchni wchodziły siostra z mamą! Udało nam się tort
odratować, z tym że różyczki zostały już na spodzie.-Ja kiedyś do
biszkoptu zamiast cukru waniliowego wsypałam kwasek cytrynowy - śmiała się
Bożena. - Mnie przyszło do głowy, żeby zrobić tort na czwarte urodziny
synka. Upiekłam dwa biszkopty, ale oba opadły. Skleciłam z nich cienki torcik i
dla bajeru dołożyłam niegasnące świeczki. Taka była zabawa z ich zdmuchiwaniem,
że nikt nie narzekał na smak - opowiedziała Anna. - A kiedy mój mąż miał
urodziny, postanowiłam zrobić mu niespodziankę. Wstawiłam biszkopt do
piekarnika, a sama poszłam zrobić się na bóstwo. Od malowania rzęs oderwał mnie
swąd spalonego ciasta. Marek miał być za pół godziny w domu. Krem był już
gotowy, co robić? Znalazłam kilka paczek herbatników. Poukładałam je w
tortownicy i przełożyłam kremem. Marek śmiał się z tego pół wieczora, ale
docenił moją pomysłowość, pomimo ogólnego zapachu spalenizny - dodała swoją
historię Ilona. Pomysłów na zepsucie tortu jest więc wiele, zawsze więc
można ratować się alternatywą z herbatników.
Do tego proponuję najlepsze herbatniki,,Dr Gerard’’.Składniki:250 g
masła roślinnego, 3 jajka, 3 łyżki gorącej kawy, szczypta soli, 180 g cukru, 5 łyżek kakao,
olej do wysmarowania formy, 200
g herbatników ,,Dr Gerarda’’. Sposób przygotowania:
masło roztopić, a potem schłodzić, wstawiając naczynie do garnka z zimną wodą.
Jajka wbić do miski, dodać kawę, sól, cukier i dobrze utrzeć. Dodawać kakao i
po łyżeczce masła, dokładnie ucierając. Doprawić do smaku. Formę wysmarować
olejem i wyłożyć papierem pergaminowym. Ułożyć warstwę herbatników i posmarować
kremem. Kolejne warstwy układać, lekko wciskając herbatniki w krem. Formę wstawić
do lodówki i dobrze schłodzić. Tort wyjąć z formy,usunąć papier i udekorować
według swojego uznania. Pozdrawiam.
o krakersach
Krakers cienkie,chrupiące,wytrawne ciastko,przypominające herbatnik.Krakersy mają zazwyczaj ostry smak i często są
solone.Niektóre odmiany zawierają gotowe przyprawy,jak i
inne składniki.Krakersy są często spożywane jako mały
dodatek do wina,piwa,sera i tym podobnych.Dlatego najlepsze,
najsmaczniejsze są krakersy i herbatniki z firmy Dr.Gerard.
Składniki.2 szklanki mąki pszennej,3 łyżki oliwy z oliwek,
3/4 szklanki wody,1 płaska łyżeczka soli.Dodatkowo 1/4 szklanki rozpuszczonego masła,ziarna sezamu,maku lub sól do oprószenia
wierzchu.Przygotowanie.W misce mieszamy przesianą mąkę z oliwą,
wodą oraz solą.Zagniatamy aż powstanie jednolite ciasto.Jeśli jest za suche należy dodać łyżkę wody.Przekładamy do miseczki,
przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 30 minut.Stolnicę oprószamy mąką,przekładamy ciasto i rozwałkowujemy na grubość około 2 milimetry.Wykrawamy foremką do ciastek o średnicy
5 centymetrów i układamy na blaszce wyłożone papierem do pieczenia.Każdy wycięty kawałek ciasta nakłuwamy w paru miejscach widelcem,aby podczas pieczenia nie tworzyły się
na nich bąbelki.Krakersy smarujemy roztopionym masłem i
obsypujemy ziarnami.Pieczemy w temperaturze 190 stopni
celsjusza przez około 5-10 minut,aż będą lekko brązowe
I chrupiące.Warto spróbować najlepszych i najsmaczniejszych
krakersów oraz herbatników z firmy Dr.Gerard
DZIEŃ BABCI I DZIADKA
DZIEŃ BABCI I DZIADKA
Dziewczyny w pracy opowiadały dziś, jak przedszkolaki uczciły Dzień Babci i Dziadka w przedszkolu. Z pomocą pani przygotowały dla swoich dziadków urocze laurki w kształcie serduszka z pięknymi życzeniami wpisanymi w środku. Oprócz tego babcie dostały sympatyczny bibelocik w postaci mydełka owiniętego równiutko kolorową wstążką. Na wierzchu mydełka przyczepiony za pomocą krawieckich szpilek pysznił się śliczny, mały sztuczny kwiatek. Całość prezentowała się bardzo atrakcyjnie. Dziadkowie natomiast dostali pomalowane kolorową farbą pudełka po patyczkach do czyszczenia uszu. Takie pudełka mogą służyć do przechowywania małych śrubek, gwoździ i nakrętek, a dla palaczy może to być pudełko na papierosy. To nie koniec niespodzianek dla dziadków. Milusińscy przygotowali jeszcze krótki program artystyczny, w którym wszystkie dzieci śpiewały piosenkę z okazji święta babci i dziadka, a kilku przedszkolaków deklamowało wiersze na tą wyjątkową okazję. Przygotowano również słodki poczęstunek. Stoły były nakryte białym obrusem, a zastawa do kawy udekorowana serwetkami wyciętymi z kolorowych wycinanek. Spod każdej filiżanki wystawało kolorowe kółeczko w wycięte misternie wzorki. Przyniesiono na stół termosy z kawą i herbatą, na talerzyki wyłożono biszkopciki i kruche wafelki z firmy Dr Gerard, a do niskich szklanek z grubego szkła zostały włożone najsmaczniejsze rurki waflowe. Wszyscy chętnie częstowali się najsmaczniejszymi wyrobami z firmy Dr Gerard. Milusińscy doskonale wiedzą jakie słodkości są najlepsze. Wszystkie ciasteczka z firmy Dr Gerard zostały zjedzone z wielkim apetytem. Doskonale zdaję sobie sprawę, że przy tak świeżych, pachnących ciasteczkach nie mogło być inaczej. Czas upływał w dość hałaśliwej, ale radosnej atmosferze. Następnie pani wyczytując nazwiskami dzieci podawała im medale dla dziadków. Takie cudeńka były zrobione z kolorowej tektury w kształcie koła, do którego była przyczepiona wstążka. Z jednej strony było na nim narysowane uśmiechnięte słoneczko, a drugiej napis „Medal dla Babci na medal” lub „Medal dla dziadka na medal”. Wywołało to u dziadków wielkie wzruszenie. Każdy opuszczał budynek przedszkola wyśmienitym humorze. Po oddaniu dzieci pod opiekę rodziców, dzieciaki były tak podekscytowane wydarzeniami mijającego dnia, że bez większych protestów poszły spokojnie spać. Kiedy podczas przerwy śniadaniowej koleżanki opowiadały o tym wszystkim, ogarnęła mnie nostalgia. Przypomniałam sobie swoich dziadków, podobne uroczystości w przedszkolu i te wszystkie dziwne cudeńka, które dawałam im w prezencie. Babcia przechowywała je za szybą w witrynce, jak największy skarb. Pamiętam ich wyrozumiałość, cierpliwość i bezgraniczną miłość. Myślę, że faktem jest to, że dziadkowie swoje wnuki kochają bardziej, niż swoje dzieci. Być może bierze się to stąd, że mają dla nich więcej czasu i są bogatsi o doświadczenia życiowe. Wiedzą, jak ważna jest uwaga poświęcona dzieciom. Jak budować w nich poczucie własnej wartości, godności każdego człowieka. Dają im poczucie bezpieczeństwa i pozwalają na dużo więcej niż rodzice. Oczywiście, wszystko w granicach rozsądku. Chciałabym, aby wszystkie dzieci doświadczyły takiej troskliwej opieki i miłości ze strony swoich ukochanych dziadków.
piątek, 23 stycznia 2015
Pozostały nam tylko krakersy.
Pozostały nam tylko krakersy.
Pozostały nam tylko krakersy, trochę
przewrotnie zaczęłam. Miałam zacząć postanowienie noworoczne,
jak zawsze z początkiem roku rozmyślamy co zmienić. Jedni uczą
się języka obcego w jakiejś renomowanej szkole, inni marzą o
niespełnionej dalekiej podróży może gdzieś do ciepłych krajów,
a jeszcze inni o spotkaniu wymarzonej miłości lub poznaniu kogoś
bliskiego. A ja nieskromne marzę, jak co roku o tym aby zrzucić
choć kilka kilogramów, na pewno jak niejedna kobieta - w tym
czasie. Szczególnie kiedy nie ma już śniegu i pojawiają się
pierwsze promienie słońca. Wtedy wpadam w panikę zaczynam jeść moje najsmaczniejsze herbatniki z misiami czekoladowymi DR
GERARDA , KreMisie to przecież moje ulubione misie.
Tak mi się zrymowało. Codziennie kiedy wstaje mówię dzisiaj
nadszedł ten dzień, zaczynam, jestem silna i gotowa, dam radę.
Moja przyczyna zawsze leży w motywacji, i w tym że uwielbiam
słodycze dr Gerarda i mam ich zapas no i często zasłaniam się
brakiem czasu. Mówię sonie kochana kiedy ty znajdziesz na to czas :
praca, dzieci,pranie, sprzątanie, gotowanie za chwilę zacznie się
praca na działce. Potem zaczynam się zniechęcać jak to ja ciągle
się odchudzam a moja siostra, je co chce, mnóstwo słodyczy,tłustych
potraw nawet pierogi z tłuszczykiem i nic jak szczupła była tak
jest nadal. Jakie to niesprawiedliwe.
I tak kiedy wyszłam, na spacer z moim
psem, bo pokonuję z nim codziennie długie dystanse, natknęłam się
na moją sąsiadkę. Ona ma wiecznie ten sam problem co ja
odchudzanie. Zaczęłyśmy sobie narzekać jak to kobietki i co się
okazało, że Madzia mnie w tym roku wyprzedziła , bo już chodzi na zumbe. Jest to taniec latynoamerykański z elementami fitnessu
lub jak kto woli aerobiku. Zaczęła mnie zachęcać do pójścia z
nią na zajęcia, zwłaszcza że odbywają się blisko naszego domu i
są świetne. Mówiła jak dobrze się po nich czuje ma więcej
energii i nie tylko, że robi coś dla siebie, zostawia dzieciaki z
tatą, poznaje ludzi i jest radosna ma lepsza kondycję. Tak mnie
zachęciła że tego dnia wybrałam się na biegi, żeby jakoś
zacząć i nie mieć zadyszki jak tam pójdę. Zaczęłam od kilku
kółek na boisku szkolnym i tak przez kilka dni zwiększałam ich
ilość. Muszę się przyznać do jednej rzeczy, że nie
zrezygnowałam z codziennej kawy i najlepszych markizów dr Gerarda
coś mi się przecież należy odrobinka luksusu. Razem się
motywujemy, trzy razy w tygodniu chodzimy na zumbę i do tego
codziennie wieczorami biegamy. Na początku miałam zakwasy ale jest
lepiej. Pewne elementy jeszcze mi nie wychodzą ale myślę że się
wprawię. Drodzy moi Was też zachęcam do ruszania się to jest
super. Można zawsze wziąć ze sobą krakersy cebulowe lub krakersy
rybki z mojej ulubionej firmy dr Gerarda a one nie mają kalorii i
nie trzeba rezygnować z przekąsek tylko ruszać się. Do Biegu! Wkrótce napiszę jak mi idzie. Do zobaczenia na trasie!
tabliczka czekolady
Najbardziej oryginalne czekoladowe upominki.Zaskakujące
formy,niecodzienne kształty i wyjątkowy smak najlepszej
czekolady to gwarancja udanego prezentu na każdą okazję.
Pojęcie tabliczka czekolady zawsze kojarzy się z pyszną
chwilą przyjemności.Spróbuj najsmaczniejszej mlecznej
czekolady oraz najlepszych kruchych wafelków z firmy Dr.
Gerard.
Mleczna czekolada składniki.2 szklanki mleka w proszku,
2 łyżki stołowe kakao w proszku,0,5 kostki masła,0,5
szklanki mleka,1 szklanka cukru.
Przygotowanie.Cukier,masło i mleko wkładamy do garka.
Całość podgrzewamy aż masło się rozpuści,jednocześnie doprowadzamy do zagotowania.Do masy dodajemy mleko w
proszku wymieszane z kakao.Masa musi być dość gęsta i
jednolita.Przygotowaną masę przelewamy do miseczki
wysmarowanej masłem albo wyłożonej folią.Pozostawiamy
na noc do stężenia w chłodnym miejscu.Pamiętaj
że niedługo walentynki więc fajnie swojej drugiej
połowie podarować najsmaczniejszą mleczną czekoladę
oraz najlepsze kruche wafelki z firmy Dr.Gerard
Pierniki
Dziś przd weekendem wybrałem się na zakupy do super marketu. No i oprócz wszystkich takich podstawowych zakupów także poszedłem na dział słodyczy a tam od raz wpadły mi w oko najlepsze herbatniki, czekoladki, andruty, rurki waflowe Dr. Gerard.Po włożeniu wszystkiego do kosza udałem się do kasy no i tam po zapłaceniu za zakupy zacząłem się pakować. Akurat w tym momencie przechodziła moja znajoma i widząc że pakuje ciasteczka Dr. Gerard. od raz zareagowała i mówiła że ona ciasteczka to piecze sobie sama i powiedziła jakie ostatnio zrobiła ciastka pierniczki.No i namawiając mnie koniecznie do wypróbowania powiedziała to mój ulubiony przepis na pierniczki, po upieczeniu są twarde, chrupiące (choć łasuchom to nie przeszkadza). Miękną w ciągu kilku dni, im cieniej rozwałkowane, tym szybciej.
Chcecie przyspieszyć proces mięknięcia pierniczków? Wsadźcie ciastka do pudełka lub puszki, włóżcie kawałek świeżego jabłka i zamknijcie. Takie jabłko trzeba wymieniać co 2–3 dni. Nadal zbyt wolno miękną? Włóżcie do środka ciepłe jabłko (np. podgrzane w mikrofali lub podpieczone) i szybko zamknijcie. Będą miękkie jeszcze tego samego dnia. :)
A jeśli chodzi o pierniczki na choinkę najlepiej dekorować lukrem białym, tym na bazie białek, można nim rysować wzory i są bardzo trwałe. Taki lukier ładnie też się barwi. Smacznego
Składniki
pierniczki:
- 1,5 szklanki miodu
- 3/4 kostki masła (ok. 150 g)
- 2/3 szklanki cukru
- ok. 500–550 g mąki pszennej*
- 1 opakowanie przyprawy do piernika (20 g)
- 1 łyżeczka sody lub proszku do pieczenia
- 1 jajko
- 1 białko
- 1 szklanka cukru pudru
- ciasto przyjmie więcej mąki, ale zanim ją dosypiecie, odstawcie je na 30–60 minut, by odpoczęło, wtedy pierniczki będą jeszcze lepsze
- zobaczcie, jak zrobić przy prawe do piernika
- idealny biały lukier krok po kroku
- Najpierw podgrzewam masło, miód i cukier. Do miski wrzucam mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy, jajko i masę z rondelka. Mieszam. Masa będzie dość luźna, możecie dosypać mąki, ale polecam odstawić ciasto na 30–60 minut, ono zgęstnieje.
- Wałkuję ciasto, wycinam wzory, a potem za pomocą słomki robię dziurki. Słomką zrobicie najładniejsze dziurki, takie, przez które po upieczeniu bez problemu przełożycie wstążkę. Pierniczki piekę w nagrzanym do 180°C piekarniku przez max 15 minut.
- Białko ubijam z cukrem pudrem na pianę, a potem dosypując cukru pudru, ubijam, aż lukier będzie gęsty. Napełniam mały woreczek, robię dziurkę i dekoruję pierniczki. Po zastygnięciu lukru nawijam.Wiadomo pierniczki są dobre ale najsmaczniejsze są biszkopty, krakersy, biszkopciki, markizy Dr. Gerard. Smacznego.
W studio
Dzień dobry,
cześć i czołem jestem wesoły Leszek. Pozwoliłem sobie zacytować słowa z
kultowego filmu, przepraszam, jeśli kogoś uraziłem. Dzisiaj przyszedł czas na
relację z sesji nagraniowej mojego zespołu. Od września ubiegłego roku mamy
zgrany skład. Ostatnim naszym nabytkiem jest perkusista, którego poznaliśmy,
jako członka innego kapeli, grającej w tym samym klubie. Gitarzysta dołączył do
nas rok temu i jako czteroosobowa grupa tworzymy monolit. Już nie można na nas
mówić „Trzy precle”, bo jest nas czterech. Na dodatek jesteśmy fanami produktów
firmy „dr Gerard”, które towarzyszą nam przy każdym spotkaniu. Po ostatnim finale
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy postanowiliśmy zarejestrować w
profesjonalny sposób naszą muzykę. Wybraliśmy termin i utwory, jakie mamy
nagrać, nie mogliśmy się zdecydować, jakie słodycze mamy kupić, czy najlepsze
andruty czy może najsmaczniejsze herbatniki. Wiedzieliśmy, że „dr Gerard” ma je
w swojej ofercie. Po burzliwej dyskusji osiągnęliśmy jak to często nazywają
politycy konsensus. Spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej
godzinie, czyli w sobotę o świcie. Czyli u muzyków wcześnie rano prawie w nocy
o ósmej. Biorąc przykład z urzędników naszą pracę rozpoczęliśmy od
przygotowania stanowiska pracy, porozkładaliśmy wzmacniacze, ustawiliśmy
mikrofony, rejestrator i komputer. W między czasie zrobiliśmy kawkę. Aby lepiej
nam się myślało zaproponowałem zjedzenie czegoś słodkiego. Najsmaczniejsza rurka
waflowa była doskonałym deserem. Pracę przy utworze zaczęliśmy od ustalenia i
ustawienia tempa klika, potem gitarzysta nagrał pilota tak, aby perkusista mógł
nagrać bębny. Potem przyszła kolej na mnie basistę. Odpaliłem moją gitarę i
wzmacniacz, w którym lampy już grzały się od godziny. Moją część podkładu
nagrałem od pierwszego wejścia. Po mnie do roboty wzięli się gitarzyści. Ich praca
trwała chyba z dwie godziny, każdy nagrywał podkład i solówki oraz dublujące
gitary. Więc sekcja rytmiczna zgłodniała, ruszyliśmy po przekąskę od firmy „dr
Gerard” by mieć, co jeść. Okazało się, że gitarzyści również zgłodnieli i w
sekundę pochłonęliśmy andruty i herbatniki, jednak najsmaczniejsze rurki
waflowe zostawiliśmy na potem. Po słodkim obiedzie ruszyliśmy do dalszej pracy.
Teraz nagrywaliśmy wokale. Poszło bardzo sprawnie i po kilkunastu minutach mieliśmy
nagrane ścieżki instrumentalne i wokalne. Zostało nam posklejać wszystko do
kupy i wraz z producentem i aranżerem dźwięku przekształcić w utwór muzyczny
niczym z MTV ROCK. Zajęło to kolejną godzinę albo dwie. I na zakończenia dnia
tak około godziny szesnastej mieliśmy gotowy produkt. Muszę dodać, że wyszło naprawdę
super. W dobrych nastrojach zakończyliśmy dzień w studio. Spakowaliśmy sprzęt i
postanowiliśmy jeszcze zjeść jakiś produkt firmy „dr Gerard” i wypić kawkę już
w ciszy i spokoju. Do domu wróciłem po osiemnastej. Dzieci i żona były bardzo
ciekawi efektu naszej pracy. To, co usłyszeli przerosło ich wyobrażenie. Więc gdy
kładłem się spać byłem szczęśliwy i dumny z kolegów i z siebie.
czwartek, 22 stycznia 2015
Bibliotekarka
Przez wiele lat pracowałam w
szkolnej bibliotece. Bardzo lubiłam tą pracę, kontakt z książkami uspokajał
mnie. Lubiłam je układać, przekładać, katalogować itp. Kiedyś z nudów, wymyślałam
dla dzieci popołudnie poetyckie. I tak to się zaczęło.W dzisiejszych czasach,
nie często zdarza się żeby młodzież czytała wiersze lub pisała. Książki ,które
czytają, to przymusowe lektury lub współczesna fantastyka. Te popołudniowe
spotkania od początku cieszyły się dużym zainteresowaniem. Ja wybierałam poetów
i ich wiersze , a młodzież czytała. Na początku wybierałam wiersze proste, a po
jakimś czasie dorzucałam coraz trudniejsze. Odbywały się tez wieczorki
humorystyczne, z fraszkami, anegdotami i inną twórczością na wesoło. Młodzież
bardzo chętnie uczestniczyła w tych spotkaniach. Pomagała mi przygotować
świetlicę, w bibliotece nie było miejsca. Zapalaliśmy świece, puszczaliśmy spokojną
muzykę. Oczywiście bez poczęstunku , młodzież nie wyobrażała sobie tego
wieczorku. Wyprosiłam od dyrektora szkoły kilka złotych miesięcznie na zakup , herbaty,
napojów oraz słodyczy. Moją ulubioną firmą jest ,,Dr Gerard’’. Kupowałam
najlepsze herbatniki i najlepsze krakersy. Młodzież wypowiadała się, że
najsmaczniejsze są andruty i najsmaczniejsze są markizy. Miło było patrzeć jak
się nimi zajadali. Większość dzieci była z biedniejszych rodzin, nie miały
gdzie się podziać , wiec z przyjemnością przychodziły na te spotkania. Czasami
te słodycze były ich jedynymi jakie jadły. Wieczorki były przemiłe, poezja, a
potem dyskusja. Dzieci zadawały mi pytania, jak nie rozumiały jakiejś
twórczości. W okresie swojej działalności, udało mi się zaprosić mniej znanych
poetów, ale i tak dla tych dzieci były to chwile bardzo ważne. Okazało się , że
są uczniowie, którzy sami pisali. Pisanina była ich różna, raz lepsza raz
gorsza, ale zawsze ich chwaliłam, byli dumni z siebie i wciąż nowe mi wiersze,
opowiadania przynosili. A ja czytałam i częstowałam ich słodkościami firmy ,,Dr
Gerard’’. Kupowałam najsmaczniejsze czekoladki i rozdawałam je przychodzącym do
mnie uczniom. Pamiętam jeden wieczór, kiedy zabrakło na sali miejsc. Oprócz
uczniów naszej szkoły , na spotkanie przyszli rodzice i starsze osoby.
Dowiedzieli się , że takie spotkania się odbywają i zapytali mnie czy mogą
przyjść posiedzieć, posłuchać, mówili ,że są samotni i nie mają do kogo się
odezwać. Oczywiście zaprosiłam ich, widziałam w ich oczach blask świec oraz
łzy. Ten wieczór zapoczątkował całą serię spotkań z mieszkańcami pobliskich
bloków. Uczniowie dumnie czytali poezje i słuchali jak gawędzą starsze osoby.
Panie przynosiły swoje wypieki, a panowie kupowali ciasteczka ,,Dr Gerarda’’. Bardzo miło wspominam ten czas,
kiedy pracowałam w bibliotece. Dziś pozostały tylko wspomnienia. Choroba, nie
pozwoliła mi na dalsza pracę. Dziś raz na jakiś czas, zaglądają do mnie
uczniowie i przy najsmaczniejszych czekoladkach czytamy sobie poezje i
opowiadania.
Praca na działce.
Witam drogich
internautów. Dzisiaj chcę opisać pracę na działce. Oczywiście jestem najgorszym
z mieszczuchów i praca działkowca kojarzy mi się z grillowaniem. Dopiero teście
pokazali mi ile pracy jest w ogródku. Pięknej soboty wraz z dziećmi wybraliśmy
się rowerami na działkę. Żona zapakowała ubrania dla dzieci, kanapki a ja
słodycze firmy „dr Gerard” i termos z kawą. Gdy dotarliśmy na miejsce
dziadkowie już pracowali, więc z wrodzonym wdziękiem ustawiłem krzesło i
nalałem sobie kawy. Wszyscy byli zdegustowani a ja zajadałem najlepszą kostkę
waflową. Moje dzieciaczki zajęły się zabawą. Synek grał w piłkę a córcia kopała
dziury. Zaprosiłem je na przekąskę, była najsmaczniejsza czekolada mleczna i
biszkopty. Moja małżonka siała buraczki coś tam jeszcze potem graczką czy czymś
takim coś robiła. Gdy słoneczko było już w zenicie wpadłem na świetny pomysł. Wyjąłem
z altany wąż do podlewania i zacząłem polewać dzieci. Mieliśmy wielką frajdę ku
niezadowoleniu teścia. Okazało się, że ubranie, które wzięliśmy bardzo się
przydało. Przy kolejnym kubeczku kawki bez cukru i bez mleka zostałem
poproszony o uszykowanie grilla. Więc dokończyłem najlepsze biszkopty firmy „dr
Gerard” i wziąłem się za węgiel i rozpałkę i grill. Gdy rozpaliłem palenisko zacząłem
szykować kiełbasę, którą musiałem ponacinać i posypać przyprawą. Gdy pierwsza
porcja już się piekła przystąpiłem do przygotowania mięsa. Były to piersi kurczaka,
wyfiletowałem i obrałem ze skórki, następnie pociołem na plastry i rozbiłem
delikatnie. Potem posoliłem i doprawiłem
przyprawą. Dzieci gdy zobaczyły, że kiełbaska się piecze zajęli miejsce przy
stoliku. Aby nie umarły z głodu, podjadały słodycze, najsmaczniejsza kostka waflowa
bardzo im smakowała. Gdy tylko porcje jedzenia podałem, całe nasze towarzystwo
zajadało się ze smakiem. Nasze pociechy upodobały sobie kotleciki kruche,
ciepłe i pieczony chleb. Ja jak każdy facet jadłem kiełbachę z musztardą, nie
używając przy tym sztućców. Jak mówili przodkowie mięso z kaczki i kury bierze
się w pazury. Tą dewizę rozszerzyłem o kiełbasę z ognia. Po wyśmienitym obiadku
przyszedł czas na pracę, więc teściowie wrócili do roboty a ja nalałem sobie
kawki i grałem z dziećmi w piłkę. Córka, jako sędzia robiła nam przerwy na coś
słodkiego od firmy „dr Gerard” gdyż bardzo lubimy te produkty. Po godzinie
słoneczko schowało się za chmurami i zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia
działki. Ja i mój termos oczywiście byliśmy pierwsi u bram. Jednak deszcz nie
zaczął padać i mogliśmy wyruszyć na wycieczkę rowerową. Teściowie wzięli nasze
bagaże do autobusu a my z dziećmi przez kolejne dwie godziny jeździliśmy wokół
naszego miasta. Gdy wróciliśmy do domu musiałem przyznać, że można się zmęczyć
pracą w ogródku. Usiadłem w fotelu i oddałem się słodkiej labie przed
telewizorem.
Ciastka francuskie z serem na walentynki
No jak wiadomo już niedługo walentynki ,chyba wszytcy o tym tamiętają a szczególnie zakochani.Przepis na ciastka francuskie z serem i owocami, ja wybrełam owoce egzotyczne, w tym pitaję, karambolę i tamarillo, ale latem możecie wybrać też owoce sezonowe, np. porzeczki, jagody czy maliny. Zresztą powiem Wam, że i same ciastka francuskie z serem, bez dodatków, bardzo Wam się spodobają. To serowe nadzienie uważam za strzał w dziesiątkę.
Ciastka francuskie z serem zrobicie w kilka minut, szczególnie, jeśli wykorzystacie gotowe francuskie ciasto, ale możecie też je zrobić. Za to serowe nadzienie wyjdzie Wam z każdego sera, ja wybrałem serek kanapkowy (super!). Owoce, tak jak wspomniałem, możecie wybrać różne i ja już czekam na zdjęcia Waszych ciastek, jestem bardzo ciekawy, jakie kombinacje smakowe wymyślicie. :)
Ale jak walentynki to nie tylko francuskie ciasteczka także musiały być najlepsze czekoladki, andruty, rurki waflowe markizy Dr. Gerard.Więc że walentynki to okazja szczególna to też nie można zapomnieć o dobrym winie
.
Najwięksi miłośnicy słodkich win powinni zainteresować się winami lodowymi, zwanymi Eiswein. Są to niesamowicie słodkie wina, o lekko miodowym posmaku, w połączeniu z deserem smakują wyśmienicie. Butelka wina Eiswein to nie lada rarytas, szczególnie jeżeli wziąć pod uwagę ceny zaczynające się od kilkudziesięciu złotych.
Produkcja win lodowych wymaga odpowiednich warunków pogodowych i bezwzględnego trzymania się terminów zbiorów. Wykorzystuje się do tego najczęściej winogrona szczepu Riesling. Wino lodowe, które wybraliśmy do dzisiejszego deseru na pewno przypadnie do gustu miłośnikom słodkich win. Poczytajcie też więcej o słodkich winach.
Podsumowując, do słodkiego deseru pasuje wino białe słodkie. Butelkę takiego wina kupiliśmy w Makro i także dorzuciliśmy najsmaczniejsze mleczna czekolada, kruche wafelki, herbatniki Dr. Gerard.
markizy
Markizy rodzaj okrągłego ciastka złożonego z dwóch herbatników lub ciastek kruchych złączonych ze sobą za pomocą kremu
smakowego.W zależności od rodzaju markizy smak ciasta jak i kremu może być różny.Najbardziej popularne to markizy z
dodatkiem kremu czekoladowego.Najlepsze i najsmaczniejsze
markizy oraz herbatniki z firmy Dr.Gerard
składniki (ciasto)
2 szklanki mąki,15 dkg.margaryny,1/2 szklanki cukru pudru,
1 jajko,1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,1 cukier waniliowy.
krem-1/2 budyniu waniliowego,1 szklanka mleka,1 cukier waniliowy,2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej,1/4 kostki masła.
Przygotowanie
Z podanych składników zagnieść ciasto,schłodzić w lodówce.
Rozwałkować i wyciąć jednakowe kształty.Ciasteczka ułożyć na wyłożonym papierem do pieczenia blaszce i piec na złoty kolor
w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni celsjusza około 20 minut.Budyń wymieszać z cukrem waniliowym i kawą,zalać niewielką ilością mleka,resztę mleka zagotować.Na gorące mleko wlać budyń gotować do zgęstnienia.Gorący budyń połączyć z masłem.Ciepłym kremem przekładać ciastka.Ciastka odłożyć do wystygnięcia.Przed podaniem można posypać cukrem pudrem.
Ps.Najlepsze markizy i najsmaczniejsze herbatniki z firmy Dr.Gerard
Babcia - babka makowa.
Babcia – babka makowa.
Można by zacząć
sparafrazowanymi słowami pani Ireny Santor: "babcia to najpiękniejsze
słowo świata". Na nią możemy zawsze liczyć,polegać, zawsze się przytulić
w chwilach słabości,
pójść się zwierzyć lub po jakąś radę.Babcie potrafią wszystko zrobić kiedy przyjdzie taka potrzeba: kukiełkę
do przedszkola na przedstawienie, wyszydełkować misia lub
kołnierzyk, naprawić popsuty plecak lub nawet zaszyć dziurę w
skarpecie. Nikt tak jak Ona nie ugotuje pysznego obiadku i nie
poukłada z wnukiem klocków. Jednym słowem na babcię możemy
zawsze liczyć.
Choć dzisiejszy portret
babci ciut się zmienił niż ten który ja zapamiętałam z lat
dziecinnych. Często nasze mamy a dzisiaj babcie to nowoczesne
kobiety, jeżdżące na rowerze, rolkach, piszące maile znające
biegle programy komputerowe. Niejednego z nas by zawstydziły. Jednak
nie zmieniło się nic, że wnuki są najbardziej kochane na świecie.
Każda babcia ma w kuchennym kredensie kolorową puszkę w której
przechowuje najsmaczniejsze markizy, biszkopciki, DR GERARDA i kiedy
wpadamy choć na krótką chwilkę możemy na nie liczyć. Moja
babcia wspominam ją często, nauczyła mnie praktycznie wszystkiego,
co potrzebne w życiu cierpliwości i panowanie nad sobą, miłości
do ludzi i zwierząt a przede wszystkim pokazała jak zrobić pyszny
placek drożdżowy. Zdradziła wiele tajemnic kulinarnych. Uwielbiała
słodycze u nas zawsze były ciastka. Ja mam to po niej i nie
wyobrażam sobie kawki bez smakołyków dr Gerarda najlepszej kostki
waflowej. Właśnie piję kawkę i nią się zajadam i piszę ten
post. Chciałabym z racji tego, ze opowiadam o babciach podać Wam jeden z wielu jej przepisów. Wybrałam babkę makową na pewno będzie wam smakowała.
Produkty:
50 dag mąki. 5 dag
drożdży,
2 jajka, 1 szklanka
mleka,
7 dag masła, 15 dag
cukru
na masę makową:
50 dag maku.
7 dag masła, 25 dag
cukru,
2 jaja, 4 łyżki miodu,
aromat migdałowy,
po 5 dag orzechów,
rodzynek, fig, suszonej skórki pomarańczowej,migdałów,
lub można kupić gotową
mieszankę bakalii,
cukier puder,
Wykonanie:
Drożdże rozkruszyć z
łyżką cukru, rozrobić z masłem. Dodając 13mąki, wymieszać
i odstawić do ciepłego miejsca do wyrośnięcia. Całe jajko oraz
żółtko utrzeć na parze zresztą cukru. Masło rozpuścić. Gdy
rozczyn podwoi objętość, wsypać resztę maki, dodać utarte jajka
oraz przestudzone masło. Dokładnie wyrobić ciasto i odstawić do
wyrośnięcia. Mak sparzyć odcedzić, trzykrotnie zmielić w
maszynce do mięsa. Włożyć do garnka, dodać masło, cukier, miód
i podgrzać około 10 minut. Pod koniec dodać bakalie i podgrzewać
jeszcze 5 minut. Przestudzić wlać aromat i 2 roztrzepane jajka
dokładnie wymieszać. Wyrośnięte ciasto rozwałkować na grubość
1 centymetra, przykryć masa makowa, zwinąć w ścisły rulon,
łącząc dwa jego końce, zrobić wianuszek. Formę z kominem
wysmarować tłuszczem, posypać mąką lub bułka tartą. Ponownie
odstawić do wyrośnięcia, następnie posmarować białkiem i piec w
umiarkowanie nagrzanym piekarniku około 50 minut. Posypać cukrem
pudrem .Po wystudzeniu babkę można udekorować gotową polewą
czekoladową i kolorową posypką.
Taką babkę, babcia
często piekła jak mieliśmy do niej przyjść to była i jest moja
ulubiona babka. Ja kontynuuję tradycje pieczenia w rodzinie i też
ją robię na specjalne okazje. Tak udekorowaną babkę mogą wręczyć
wnuki swoim babcią. Radość będzie dla każdego. Najlepsze
upominki są własnoręcznie wykonane, może to być kolorowy obrazek
lub laurka z wierszykiem lub choćby zaśpiewana piosenka. Ucieszy
każdą babcię i dziadka.
ZABAWA
ZABAWA
Po uzgodnieniach z grupą przyjaciół Filipa, teraz może i moich, postanowiliśmy dokonać rezerwacji stolika na dziesięć osób w jednej ze znanych restauracji. W ostatnią sobotę miesiąca odbywała się tam zabawa karnawałowa, nie musieliśmy martwić się o jedzenie, muzykę i napoje, wszystko było gotowe. Liczyła się tylko dobra zabawa, to znaczy atmosfera, którą przecież tworzą ludzie. Zabawa była szalona, wręcz w szampańskich humorach tańczyliśmy do trzeciej nad ranem. Dekoracja całej sali, stołów, jak i obsługa, wszystko było na wysokim poziomie. Jedzenie wykwintne, a muzyka dość oryginalna. Do domu wróciliśmy taksówką. Filip wyprowadził jeszcze psa na krótki spacer, a ja poszłam od razu pod prysznic, byłam bardzo zmęczona. Wiedziałam, że to mnie Frodo rano wygoni z łóżka. Jakimś cudem dał mi pospać aż do dziewiątej, potem nie było zmiłuj się, tylko mokry zimny nos na moim policzku, hihihi. Miałam nadzieję, że kiedy wrócimy, położę się jeszcze na jakąś małą godzinkę. Nic bardziej mylnego, po powrocie usłyszałam spływającą wodę i wesoły śpiew Filipa dochodzący spod prysznica. Zaparzyłam kawę i spytałam, co chce zjeść na śniadanie. Przez szum wody z prysznica usłyszałam, że zaraz wyjdzie i wszystkim się zajmie. Usiadłam przy stole spokojnie sącząc kawę. Po chwili z niedowierzaniem, a jednocześnie czułością, patrzyłam jak mój facet krząta się po kuchni. Z wyrazem zaskoczenia na twarzy już po dwudziestu minutach spojrzałam na stojący przede mną talerz z pachnącą apetycznie jajecznicą. Jeszcze większym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do tego dania zamiast bułek, czy chleba, wyłożył na talerzyk jakieś krakersy. Spojrzałam nieufnie na taki zestaw i zapytałam, co to jest. Filip roześmiał się i kręcąc głową odpowiedział, żebym najpierw spróbowała, a potem oceniała. Smakowało rewelacyjnie. Okazało się, że właśnie zajadam najsmaczniejsze markizy krakersowe z firmy Dr Gerard o smaku paprykowym. Zachwycona takim oryginalnym zestawem przyjrzałam się dokładniej tym markizom. Między krakersami był umieszczony jakiś super smakujący ser, ostro doprawiony papryką. Filip poinformował mnie, że są jeszcze inne smaki tych markiz. On często zajada to do piwa, świetnie też pasują do różnych potraw z grilla. Kurczę, szkoda, że wcześniej ich nie znałam, nie bawiłabym się z mini kanapeczkami na krakersach. Filip zaprotestował, że przecież moje kanapeczki są zupełnie inne i równie wyjątkowe. Zaczął wymieniać składniki, które kładę zazwyczaj na najlepszych krakersach, bo też z firmy Dr Gerard. Kawałki sera żółtego lub pleśniowego, czy nawet owczego, szynka, ogórek, pomidor, papryki, czasem nawet łosoś i oliwki. Fakt, trzeba je zjeść od razu, nie mogą długo leżeć. Zapewnił mnie, że chociaż te gotowe są faktycznie super, to on i tak chętnie zje moje. Po raz kolejny przekonałam się, że produkty z firmy Dr Gerard potrafią zaskakiwać nie tylko swoją świeżością , ale i ciekawym połączeniem smaku, jak i wysoką jakością wyrobów. Po śniadaniu mój mężczyzna z wielką nonszalancją położył na stół czekoladki z wyżej wymienionej firmy. Taka demonstracja dbałości o mnie, a raczej o to, co lubię, rozbawiła mnie. Spojrzałam na niego z aprobatą i dużą sympatią.
środa, 21 stycznia 2015
21 stycznia.
Witam
internautów w każdym wieku, szczególnie witam wszystkie Babcie i wszystkich
Dziadków. Dzisiaj obchodzących swoje święto. Moja córeczka na dzisiejszy dzień
zaprosiła do przedszkola naszych rodziców. Dzieci przygotowały przestawienie z
okazji Dnia Babci i Dziadka. Bardzo było mi przykro, że nie mogłem pomóc w przygotowaniach,
w ubiegłym roku nosiłem stoliki i ustawiałem krzesła. Przy okazji
zarezerwowałem naszym najlepsze miejsca. W tym roku w czasie uroczystości
odbierałem zabiegi rehabilitacyjne na kręgosłup. I wcinałem najlepsze markizy
firmy „dr Gerard”, którymi poczęstowała mnie pani pielęgniarka. Aby mieć wpływ
w organizację wraz z żoną przygotowaliśmy przekąski z krakersów według
przepisu:
Składniki
- 20 najlepszych krakersów firmy „dr Gerard”
- Kilka strąków ostrej papryki konserwowej
- 1 pomidor
- ½ łyżeczki pasty serowej
- 1 łyżeczka musztardy
- 3 dag masła
- 2 opakowania pasztetu drobiowego
- 3 łyżki śmietanki
Kilka gałązek
natki pietruszki
Kilka gałązek
koperku
Przygotowanie
- Dwie papryczki posiekać. Pomidor pokroić na małe cząstki. Gałązki natki oraz koperku umyć, osuszyć, po czym poobrywać listki
- Pasztet zmiksować z masłem, musztardą, pastą serową i śmietaną na krem.
- Następnie krem przełożyć do szprycy i nakładać na krakersy „dr Gerard”, po czym zlepiać po dwa. Na wierzchu ozdabiać kremem, natką pietruszki, koperkiem, papryka oraz pomidorem.
„CHCEMY WAM ZAŚPIEWAĆ I ZATAŃCZYĆ
ŁADNIE
PROSZĘ SIĘ NIE GNIEWAĆ, JEŚLI ŹLE
WYPADNIE”
Babcie opowiadały, że cała sala
ryknęła śmiechem, gdy moja pociecha powiedziała swoją kwestię. Inni rodzice
również byli przygotowani, poczęstowali Dziadków między innymi najlepszymi
czekoladkami, które dzieci zjadały szybciej niż zaproszeni goście. Po zakończonym
przedstawieniu mój przedszkolak opuścił grupę wraz z Babcią i poszedł w gościnę
do niej do domu. Gdzie i ja dojechałem po zabiegach. Dziadek zrewanżował się
wnusi za gościnę słodyczami firmy „dr Gerard”, takimi jak markizy, rurki
waflowe. Wszyscy znają naszą słabość do tych produktów. Nasza wizyta u moich
rodziców nie mogła trwać zbyt długo, ponieważ na swoje wnuczęta czekała druga
Babcia i bogato zastawiony stół. Były i kiełbaski i sałatka i najsmaczniejsze
markizy i pomidorki i chipsy dla dzieci. A my w prezencie przynieśliśmy najsmaczniejsze
słodycze „dr Gerard”. Jednak najlepsze prezenty przygotowały dzieci w
przedszkolu. Własnoręcznie ozdabiane posypką do ciastek laurki oraz okulary w
kształcie serc i pudełka na prezenty. My, jak co roku dla Babć i Dziadka zamówiliśmy
kalendarze ścienne ze zdjęciami naszej rodziny. Okazało się, że babcie domyślały
się, co im szykujemy i nie kupiły kalendarzy na ten rok. Nie było niespodzianki.
Mimo tego prezent bardzo się podobał.
Pozdrawiam gorąco Wszystkie
Babcie i Wszystkich Dziadków a w szczególności naszych Rodziców i Teściów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)