poniedziałek, 19 stycznia 2015

RE WIZYTA

REWIZYTA
Koleżanki w placówce, do której się wybrałam, przyjęły mnie bardzo życzliwie. Czas wolno mijał, a ja przeglądałam kolejne strony dokumentów.  Czułam zmęczenie i zniechęcenie, co za złośliwy chochlik  ukrył błąd, który spędza mi sen z oczu. Wiem, że jestem uparta i konsekwentna w tym co robię,  dlatego byłam pewna, że to tylko kwestia czasu, kiedy go znajdę. Dziewczyny znając moje  upodobanie do słodyczy z firmy Dr Gerard zadbały o to, abyśmy miały coś pysznego  do kawy. Tym razem kupiły markizy i biszkopciki, zaparzyły kawę i z uśmiechem zaprosiły mnie na przerwę śniadaniową. Aromat kawy szybko rozniósł się po pokoju, a jak zobaczyłam te najsmaczniejsze biszkopciki z firmy Dr Gerard, to aż ślinka pociekła mi do gardła. Pani Halinka, śmiejąc się wesoło, stwierdziła, że na widok ciasteczek aż mi się oczy zaświeciły. Co ja na to poradzę, że jestem łasuchem, zwłaszcza na słodycze z firmy Dr Gerard. Dobrze, że nie mam problemów  z przemianą  materii, bo nie wiem, jak miałabym oprzeć się pokusie, kiedy te wszystkie pyszności znajdują się w zasięgu mojego wzroku. Temat naszych rozmów zszedł na przepisy kulinarne, nie omieszkałam pochwalić się pani Halince, jaką furorę zrobił jej przepis na śmietankowca na tych najsmaczniejszych biszkoptach. Widać było, że ta informacja sprawiła jej przyjemność. Poplotkowałyśmy jeszcze przez chwilę i wróciłyśmy do swoich zajęć. W dużo lepszym nastroju, z nową siłą zabrałam się do pracy. Po  około dwóch godzinach znalazłam to, czego szukałam. Z tryumfalnym uśmiechem powiedziałam: „chochlik zdechł”. Teraz mogę spokojnie i bez wyrzutów sumienia wypić  kolejną kawę i zjeść śniadanie. Przypomniałam sobie o czekoladkach z tak dobrze nam znanej firmy i zaczęłam rozwodzić się nad ich wprost niebiańskim smaku.  Dziewczyny z chichotem słuchały moich wynurzeń. Jedna z nich zlitowała się i stwierdziła, że należy mi się przerwa. Najlepiej połączona z krótkim spacerem i wizytą w pobliskim sklepie. Z lekkim zażenowaniem zapytałam, czy to nie głupie, że tak uwielbiam słodycze i wciąż o nich mówię. Usłyszałam jednak wesołą odpowiedź, że w moim wykonaniu to naprawdę urocze. W sklepie udało mi się kupić ulubioną czekoladę, pospacerowałyśmy jeszcze chwilę i w pogodnym nastroju wróciłyśmy do biura. Zostałam z nimi jeszcze jeden dzień, uporządkowałam do końca dokumenty, zrobiłam sprawozdanie i nadszedł czas pożegnania. Odprowadzona przez całą ekipę biurową na dworzec PKP popołudniowym pociągiem wracałam do domu. Znów żal było odjeżdżać, na pocieszenie w mojej torebce były markizy i jak mówi mała Zosia, najpyszniejsze na świecie rurki waflowe. Cieszę się, że nieporozumienie zostało wyjaśnione, a ja mam za sobą kolejne spotkanie z takimi sympatycznymi koleżankami.  
                              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz