U NOWICKICH
Wczoraj razem z psem pojechaliśmy do Ewy i Tomka. Najbardziej zachwycona tym faktem była Zosia. Pies jak szalony wyskoczył z samochodu i pognał przywitać się z ich goldenką o imieniu Fiona. Psy od dawna są zaprzyjaźnione i tworzą razem z córką Nowickich ciekawy zespół przyjaciół. Patrzyliśmy na to z uśmiechem, widok był wręcz uroczy. Pogoda była słoneczna i bezwietrzna, więc Frodo z Zosią i Fioną zostali na godzinkę w ogrodzie. My usiedliśmy w salonie, gdzie dochodziły wesołe dźwięki radosnego poszczekiwania psów i spontanicznego pisku Zosi. Ewa przyniosła dzbanek z kawą, której fantastyczny aromat mógł spowodować zawrót głowy. Na stole pojawiło się ciasto zwane Chatka Puchatka, zrobiona między innymi z herbatników z firmy Dr Gerard. Takie cudo mnie troszkę zaskoczyło, Ewa jest tradycjonalistką i bardziej spodziewałam się jakiejś babki upieczonej własnoręcznie, niż mozolnej zabawy z herbatnikami. Kiedy ze zdziwieniem ją o to zapytałam, z uśmiechem odpowiedziała, że to największy nowy przysmak Zośki. Jadła to kiedyś u koleżanki, zasmakowało jej, a jak się jeszcze dowiedziała, że na spód wykorzystano najsmaczniejsze herbatniki z jej ulubionej firmy, mama nie miała już wyjścia, hi hi. Trzeba było zdobyć przepis i tyle. Tym oto sposobem mieliśmy szczęście załapać się na smakowicie wyglądające ciasto. W miłej, swobodnej atmosferze rozmawialiśmy o planach na najbliższy weekend. Zgodnie z obietnicą trzeba przygotować prywatkę z towarzystwem poznanym podczas zabawy sylwestrowej. Uzgadnialiśmy właśnie szczegóły, kiedy do pokoju z wielkim hukiem wpadły psy, a za nimi rozczochrana Zosia. Całą trójkę trzeba było najpierw zabrać do łazienki. Wstałam, aby pomóc Ewie ogarnąć to szalone towarzystwo. Dziewczynka zobaczywszy co jest na stole, głośno domagała się pić i jeść. Bez zbędnych protestów szybciutko pozwoliła sobie pomóc przy myciu, ja tymczasem zajęłam się psami. Po chwili byliśmy z powrotem w salonie. Zosia dostała solidną porcję swojego ulubionego ciasta, a psy należną porcję karmy i wody. Filip z uśmiechem obserwował swoją bratanicę, poczekał aż zje deser i postanowił podroczyć się trochę z dziewczynką. Z łobuzerskimi ognikami w oczach powiedział: „no no, słyszałem, że już nie przepadasz za rurkami waflowymi z firmy Dr Gerard, a ja przywiozłem dwie paczki i teraz pewnie się zmarnują, no chyba, że psy je zjedzą”. Zosia pisnęła z oburzeniem: „nieprawda wujku, przecież dobrze wiesz, jak lubię te rurki i to o różnym smaku, to najpyszniejsze rurki waflowe na świecie. Nie oddam ich Fionie, przecież psy nie mogą jeść tyle słodyczy”. Filip na to z poważną miną: „dzieci również nie powinny objadać się słodyczami”. „ Oj, wujku, ja przecież zjadłam cały obiad i jeszcze szybko biegam, wiec mogę jeść ciasteczka. Mama zawsze mówi, że te z firmy Dr Gerard są zdrowe, świeże i smaczne. Filip odpowiedział, że tak przekonującym wyjaśnieniom nie może zaprzeczyć i w związku z tym dostanie swoje rurki. Zosia w podzięce uściskała go serdecznie. Miło było patrzeć na tak sympatyczne potyczki w gronie przyjaciół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz