Poniedziałek
Można by zacząć jak Ja nie lubię
poniedziałków. Zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania czekające
nas po weekendzie, mnóstwo spraw do zrobienia czasami ma się
wrażenie, że będzie trwał w nieskończoność ,że jedna sekunda
to minuta a godzina to wieczność. A dla nas był on bardzo
pracowity. Może pokrótce opowiem. Mój syn uczy się grać na
pięknym instrumencie jakim jest wiolonczela. I jak co semestr
czekają nas zmagania z egzaminami. W sobotę odbyły się próby z
akompaniamentem czyli z nauczycielem który gra na pianie wraz z
uczniem dany utwór. Trwały one przez kilka godzin. Wszyscy byliśmy
wyczerpani nie tylko fizycznie lecz także psychicznie. Niedziela od
rana na dworze zamglona na nasze szczęście ponieważ mamy za
zadanie wyuczyć, wyćwiczyć na pamięć niektóre fragmenty i tak
z małymi przerwami na obiadek i małą porcje słodyczy „dr
GERARDA” z najsmaczniejszymi biszkopcikami i z kruchymi wafelkami
dobiegliśmy do końca niedzieli. Przyszedł wyczekiwany nieszczęsny
poniedziałek 19 styczeń 2015 rok. Wstałam rano bardzo wcześnie
żeby uszykować pyszne, pożywne śniadanie dla mojego synka. Potem
prasowanie, sprawdzenie czy wszystko jest spakowane kalafonia, nuty.
Ja po drodze do zaprzyjaźnionej kwiaciarni po odbiór bukietów dla
nauczycieli. Kiedy dotarliśmy na miejsce w powietrzu czuć było
ciężką atmosferę. Dzieciaki i młodzież poszli na akompaniament
a my rodzice czekaliśmy zajadając się najsmaczniejszą kostką
waflową. O godzinie 11.30 rozpoczął
się egzamin. Odbywał
się on w odnowionej sali kameralnej na parterze budynku. Serce biło
coraz mocniej, żołądki już wszystkich bolały w głowie wszystko
się mąciło. Kiedy przyszedł czas na Huberta wtedy ja stałam z
uchem przy drzwiach oczywiście sprawdzając jak gra. Najpierw gamy
różnymi sposobami potem sonaty, etiuda i taniec. Rozbrzmiewał Bach
-Cello Suita- preludium, potem skoczny a zarazem radosny i energiczny
utwór Tarantella znanego kompozytora Winklera. Muzyka snuła się
cicho niczym szum morza po korytarzach naszej pięknej wyremontowanej
szkoły muzycznej. To jest niesamowite uczucie. Słyszeć te
wszystkie dźwięki. Emocje sięgnęły zenitu. Rodzice bardziej
przeżywali chyba niż te dzieciaki. Rozmowy toczyły się wokół
ocen sposobu grania. Ja jak zwykle lubię zawsze coś wziąć na
poprawienie nastroju a nic tak nie potrafi tego czynić jak wyroby Dr
Gerarda. Moje najlepsze czekoladki na kruchym ciasteczku wypełnione
przepysznym kremem. Smaki nawiązują do słynnych deserów
charakterystycznych dla Francji, Italii, czy Anglii można
powiedzieć, że nikt im się nie oprze tak jak pięknej ,muzyce
płynącej z gorących serc tych młodych osób. Kiedy cala szóstka
zagrała już pozostało nam czekanie na wyniki. Potem rozdanie
kwiatów nauczycielom i do domu kilka dni wolnego. Zdaliśmy na
czwórę to super opłaciła się ciężka praca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz