wtorek, 20 stycznia 2015

Poniedziałek

Poniedziałek

Można by zacząć jak Ja nie lubię poniedziałków. Zaczyna się nowy tydzień i nowe wyzwania czekające nas po weekendzie, mnóstwo spraw do zrobienia czasami ma się wrażenie, że będzie trwał w nieskończoność ,że jedna sekunda to minuta a godzina to wieczność. A dla nas był on bardzo pracowity. Może pokrótce opowiem. Mój syn uczy się grać na pięknym instrumencie jakim jest wiolonczela. I jak co semestr czekają nas zmagania z egzaminami. W sobotę odbyły się próby z akompaniamentem czyli z nauczycielem który gra na pianie wraz z uczniem dany utwór. Trwały one przez kilka godzin. Wszyscy byliśmy wyczerpani nie tylko fizycznie lecz także psychicznie. Niedziela od rana na dworze zamglona na nasze szczęście ponieważ mamy za zadanie wyuczyć, wyćwiczyć na pamięć niektóre fragmenty i tak z małymi przerwami na obiadek i małą porcje słodyczy „dr GERARDA” z najsmaczniejszymi biszkopcikami i z kruchymi wafelkami dobiegliśmy do końca niedzieli. Przyszedł wyczekiwany nieszczęsny poniedziałek 19 styczeń 2015 rok. Wstałam rano bardzo wcześnie żeby uszykować pyszne, pożywne śniadanie dla mojego synka. Potem prasowanie, sprawdzenie czy wszystko jest spakowane kalafonia, nuty. Ja po drodze do zaprzyjaźnionej kwiaciarni po odbiór bukietów dla nauczycieli. Kiedy dotarliśmy na miejsce w powietrzu czuć było ciężką atmosferę. Dzieciaki i młodzież poszli na akompaniament a my rodzice czekaliśmy zajadając się najsmaczniejszą kostką waflową. O godzinie 11.30 rozpoczął
się egzamin. Odbywał się on w odnowionej sali kameralnej na parterze budynku. Serce biło coraz mocniej, żołądki już wszystkich bolały w głowie wszystko się mąciło. Kiedy przyszedł czas na Huberta wtedy ja stałam z uchem przy drzwiach oczywiście sprawdzając jak gra. Najpierw gamy różnymi sposobami potem sonaty, etiuda i taniec. Rozbrzmiewał Bach -Cello Suita- preludium, potem skoczny a zarazem radosny i energiczny utwór Tarantella znanego kompozytora Winklera. Muzyka snuła się cicho niczym szum morza po korytarzach naszej pięknej wyremontowanej szkoły muzycznej. To jest niesamowite uczucie. Słyszeć te wszystkie dźwięki. Emocje sięgnęły zenitu. Rodzice bardziej przeżywali chyba niż te dzieciaki. Rozmowy toczyły się wokół ocen sposobu grania. Ja jak zwykle lubię zawsze coś wziąć na poprawienie nastroju a nic tak nie potrafi tego czynić jak wyroby Dr Gerarda. Moje najlepsze czekoladki na kruchym ciasteczku wypełnione przepysznym kremem. Smaki nawiązują do słynnych deserów charakterystycznych dla Francji, Italii, czy Anglii można powiedzieć, że nikt im się nie oprze tak jak pięknej ,muzyce płynącej z gorących serc tych młodych osób. Kiedy cala szóstka zagrała już pozostało nam czekanie na wyniki. Potem rozdanie kwiatów nauczycielom i do domu kilka dni wolnego. Zdaliśmy na czwórę to super opłaciła się ciężka praca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz