Witam drogich
bloggerów. Niedawno umówiłem się z koleżankami z pracy na spotkanie przy kawce.
Jesteśmy wszyscy członkami jednej organizacji pozarządowej, więc umówiliśmy się
właśnie tam. Moje koleżanki i ja z jednej brygady oraz kolega i dwie koleżanki
z innych brygad. Organizacja ta zrzesza ogromną liczbę członków w całej Polsce.
I jak co roku musimy opłacić składkę członkowską. Więc prezes miał spory dochód
tego dnia, ponieważ poza naszą grupą zeszło się chyba z dwadzieścia osób. Dobrze,
że siedziba jest bardzo duża i mogliśmy się pomieścić przy jednym stole,
uginającym się od słodkości. Przeważały produkty firmy „dr Gerard”, ponieważ
każdy uważa je za najlepsze. Po zajęciu miejsca przy stole i otrzymaniu kawy rozejrzałem
się po stołach i byłem smacznie zaskoczony tym, co zobaczyłem. Były najsmaczniejsze
biszkopciki z nadzieniem śmietankowo – truskawkowym, były pyszne markizy
czekoladowe a najlepsze kruche wafelki były firmy „dr Gerard”. I mogłem
posmakować tego wszystkiego i napić się kawy. Tylko, że nie było czasu na
jedzenie. Gdy spotyka się tylu znajomych, których widuje się może raz na pół roku
albo rzadziej, to tematów jest tyle, że brakuje czasu, aby z każdym
porozmawiać. Oczywiście towarzysko górowała nasza ekipa z firmy, Anegdot i
śmiesznych sytuacji z życia i z pracy nie było końca. Brzuch nas rozbolały
najważniejsze, że od śmiechu a nie od najsmaczniejszych ciastek. Żeby nie
wyszło, że jesteśmy łakomczuchami i zajadamy się tylko słodyczami koleżanka przyniosła
mandarynki. Zapach ich unosił się w powietrzu i wypełnił aromatem całą
siedzibę. Jednak rozmowy nie dotyczyły tylko pracy i błahych spraw. Naszą
organizację czekają wybory zarządu i przyjęcie sprawozdania z prac obecnych
władz. Zawsze przy tej okazji jest organizowane walne spotkanie, na które są
zapraszani wszyscy członkowie, gdzie odbywa się głosowanie i poczęstunek. Można
tam również pojeść najlepszych biszkopcików i najsmaczniejszych kruchych
wafelków. Raz spotkałem produkty „dr Gerard” i uznałem, że to może być owocne i
smaczne spotkanie. Kolejnym tematem było sześćdziesięcio lecie naszego związku.
Z tej okazji również jest organizowanie uroczyste spotkanie w restauracji. Nie mogliśmy
pominąć tematu wysokości naszej dopłaty do tej imprezy. Ponieważ organizacje
pozarządowe kuleją finansowo, od kilu lat sami dobrowolnie dopłacamy jakąś
kwotę na poczęstunek czy wynajęcie Sali. I jak to zawsze bywa w najlepszym
momencie dzwoni telefon, to teściowa dzwoni, że dzieci płaczą, albo, że się
śpieszy do domu i trzeba wracać, albo żona, że musisz coś kupić. I właśnie teraz
tak było, gdy z koleżankami z pracy dyskutowaliśmy nad naszym nowym zleceniem,
teściowa bardzo się za mną stęskniła i pytała, o której będę w domu. Jak nie
kochać teściowych. Więc w raz kilkoma osobami opuściłem to towarzystwo i mimo
zdenerwowania jeszcze przekąsiłem najsmaczniejsze markizy firmy „dr Gerard” i
wróciłem do domu do kochanych dzieciaczków i teściowej.
Pozdrawiam wszystkie kobiety,
które są, będą lub były teściowymi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz