czwartek, 22 stycznia 2015

Bibliotekarka

Przez wiele lat pracowałam w szkolnej bibliotece. Bardzo lubiłam tą pracę, kontakt z książkami uspokajał mnie. Lubiłam je układać, przekładać, katalogować itp. Kiedyś z nudów, wymyślałam dla dzieci popołudnie poetyckie. I tak to się zaczęło.W dzisiejszych czasach, nie często zdarza się żeby młodzież czytała wiersze lub pisała. Książki ,które czytają, to przymusowe lektury lub współczesna fantastyka. Te popołudniowe spotkania od początku cieszyły się dużym zainteresowaniem. Ja wybierałam poetów i ich wiersze , a młodzież czytała. Na początku wybierałam wiersze proste, a po jakimś czasie dorzucałam coraz trudniejsze. Odbywały się tez wieczorki humorystyczne, z fraszkami, anegdotami i inną twórczością na wesoło. Młodzież bardzo chętnie uczestniczyła w tych spotkaniach. Pomagała mi przygotować świetlicę, w bibliotece nie było miejsca. Zapalaliśmy świece, puszczaliśmy spokojną muzykę. Oczywiście bez poczęstunku , młodzież nie wyobrażała sobie tego wieczorku. Wyprosiłam od dyrektora szkoły  kilka złotych miesięcznie na zakup , herbaty, napojów oraz słodyczy. Moją ulubioną firmą jest ,,Dr Gerard’’. Kupowałam najlepsze herbatniki i najlepsze krakersy. Młodzież wypowiadała się, że najsmaczniejsze są andruty i najsmaczniejsze są markizy. Miło było patrzeć jak się nimi zajadali. Większość dzieci była z biedniejszych rodzin, nie miały gdzie się podziać , wiec z przyjemnością przychodziły na te spotkania. Czasami te słodycze były ich jedynymi jakie jadły. Wieczorki były przemiłe, poezja, a potem dyskusja. Dzieci zadawały mi pytania, jak nie rozumiały jakiejś twórczości. W okresie swojej działalności, udało mi się zaprosić mniej znanych poetów, ale i tak dla tych dzieci były to chwile bardzo ważne. Okazało się , że są uczniowie, którzy sami pisali. Pisanina była ich różna, raz lepsza raz gorsza, ale zawsze ich chwaliłam, byli dumni z siebie i wciąż nowe mi wiersze, opowiadania przynosili. A ja czytałam i częstowałam ich słodkościami firmy ,,Dr Gerard’’. Kupowałam najsmaczniejsze czekoladki i rozdawałam je przychodzącym do mnie uczniom. Pamiętam jeden wieczór, kiedy zabrakło na sali miejsc. Oprócz uczniów naszej szkoły , na spotkanie przyszli rodzice i starsze osoby. Dowiedzieli się , że takie spotkania się odbywają i zapytali mnie czy mogą przyjść posiedzieć, posłuchać, mówili ,że są samotni i nie mają do kogo się odezwać. Oczywiście zaprosiłam ich, widziałam w ich oczach blask świec oraz łzy. Ten wieczór zapoczątkował całą serię spotkań z mieszkańcami pobliskich bloków. Uczniowie dumnie czytali poezje i słuchali jak gawędzą starsze osoby. Panie przynosiły swoje wypieki, a panowie kupowali ciasteczka  ,,Dr Gerarda’’. Bardzo miło wspominam ten czas, kiedy pracowałam w bibliotece. Dziś pozostały tylko wspomnienia. Choroba, nie pozwoliła mi na dalsza pracę. Dziś raz na jakiś czas, zaglądają do mnie uczniowie i przy najsmaczniejszych czekoladkach czytamy sobie poezje i opowiadania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz