piątek, 16 stycznia 2015

I ZNÓW PODRÓŻ

I  ZNÓW  PODRÓŻ
Dostałam polecenie wyjazdu. Szef był w nienajlepszym humorze, coś się nie zgadzało w bilansie rocznym w placówce, w której byłam przed Bożym Narodzeniem. Możliwe, że po prostu wystąpił jakiś błąd lub nieporozumienie, jednak muszę to sprawdzić i wyjaśnić sprawę. Rozleniwiona po tak dużej ilości wolnego czasu i po ostatnim świetnym weekendzie, byłam wręcz zła, że to znowu ja muszę tam jechać. Moja złość była irracjonalna, przecież to tak naprawdę należy również do moich obowiązków. Poza tym, dziewczyny z tamtej placówki były serdeczne, uprzejme i kompetentne, skąd więc ta moja niechęć  do wyjazdu, zastanawiałam się w myślach. Niestety,  samochód zostawiłam u mechanika, a pogoda nie rozpieszcza. Wiatr szaleje nad całą Polską, nie uśmiecha mi się wystawanie na dworcach w oczekiwaniu na pociąg. Połączenia są raczej kiepskie, dobrze, że chociaż są miejscówki i nie muszę martwić się o miejsce. Pozostało tylko spakować się, zapewnić psu opiekę i zadbać o jakąś słodką przekąskę na podróż. W pobliskim sklepie kupiłam małą butelkę wody mineralnej i właśnie zastanawiałam się, jakie ciasteczka z firmy Dr Gerard kupić, gdy pracująca tam pani z uśmiechem oznajmiła mi, że właśnie dostali te najsmaczniejsze czekolady, o które pytałam kilka dni temu.  Patrząc na nią zaskoczona, upewniłam się, że ma na myśli mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard.  Nie mogłam jej odmówić, ale na podróż wybrałam kruche wafelki i herbatniki. Uważam, że pociągu czekoladki mogłyby zacząć  się topić i takie poklejone straciłyby swój nieziemski smak. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do rodziców z informacją o moim wyjeździe i z pytaniem,  czy mogę przywieźć do nich Frodo. Ojca bardzo ucieszyła perspektywa długich spacerów z moim psem, mama oczywiście biadoliła, gdzie mnie na taką podłą pogodę niesie. Musiałam wysłuchać litanii przestróg: jak się ubrać na drogę, co zabrać itp. Uzgodniłam, że następnego dnia rano w drodze do pracy Filip przywiezie psa , bo ja muszę biec na pociąg, a on ma służbę 24h. Wszystko było przygotowane do podróży, potrzebne dokumenty zostały wysłane pocztą elektroniczną , a ja miałam zostać tam do końca tygodnia. Podróż minęła dość szybko w całkiem znośnych warunkach. Kolej co prawda bardzo powoli, ale jednak sukcesywnie podnosi standard w swoich pociągach.  Nareszcie pasażer zaczął się liczyć, miłym zaskoczeniem był fakt, że w cenie biletu była do wyboru  mała czarna, herbata lub soczek w kartoniku, można było sobie jeszcze coś słodkiego dokupić.  Pożałowałam, że nie zabrałam tych czekoladek,  do kawy smakowały by wspaniale, a moje obawy co do roztapiania się czekolady w pociągu, były bezpodstawne. Okazało się mianowicie, że przedziały mają klimatyzację, moja niewiedza wzięła się ze sporadycznego korzystania z usług przewoźnika. Najsmaczniejsze kruche wafelki w połączeniu z kawą  sprawiły, że dobry humor  mnie nie opuszczał. Przekonałam się po raz kolejny, że słodkie ciasteczka potrafią czynić cuda, hihihi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz