I ZNÓW PODRÓŻ
Dostałam polecenie wyjazdu. Szef był w nienajlepszym humorze, coś się nie zgadzało w bilansie rocznym w placówce, w której byłam przed Bożym Narodzeniem. Możliwe, że po prostu wystąpił jakiś błąd lub nieporozumienie, jednak muszę to sprawdzić i wyjaśnić sprawę. Rozleniwiona po tak dużej ilości wolnego czasu i po ostatnim świetnym weekendzie, byłam wręcz zła, że to znowu ja muszę tam jechać. Moja złość była irracjonalna, przecież to tak naprawdę należy również do moich obowiązków. Poza tym, dziewczyny z tamtej placówki były serdeczne, uprzejme i kompetentne, skąd więc ta moja niechęć do wyjazdu, zastanawiałam się w myślach. Niestety, samochód zostawiłam u mechanika, a pogoda nie rozpieszcza. Wiatr szaleje nad całą Polską, nie uśmiecha mi się wystawanie na dworcach w oczekiwaniu na pociąg. Połączenia są raczej kiepskie, dobrze, że chociaż są miejscówki i nie muszę martwić się o miejsce. Pozostało tylko spakować się, zapewnić psu opiekę i zadbać o jakąś słodką przekąskę na podróż. W pobliskim sklepie kupiłam małą butelkę wody mineralnej i właśnie zastanawiałam się, jakie ciasteczka z firmy Dr Gerard kupić, gdy pracująca tam pani z uśmiechem oznajmiła mi, że właśnie dostali te najsmaczniejsze czekolady, o które pytałam kilka dni temu. Patrząc na nią zaskoczona, upewniłam się, że ma na myśli mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard. Nie mogłam jej odmówić, ale na podróż wybrałam kruche wafelki i herbatniki. Uważam, że pociągu czekoladki mogłyby zacząć się topić i takie poklejone straciłyby swój nieziemski smak. Wróciłam do domu i zadzwoniłam do rodziców z informacją o moim wyjeździe i z pytaniem, czy mogę przywieźć do nich Frodo. Ojca bardzo ucieszyła perspektywa długich spacerów z moim psem, mama oczywiście biadoliła, gdzie mnie na taką podłą pogodę niesie. Musiałam wysłuchać litanii przestróg: jak się ubrać na drogę, co zabrać itp. Uzgodniłam, że następnego dnia rano w drodze do pracy Filip przywiezie psa , bo ja muszę biec na pociąg, a on ma służbę 24h. Wszystko było przygotowane do podróży, potrzebne dokumenty zostały wysłane pocztą elektroniczną , a ja miałam zostać tam do końca tygodnia. Podróż minęła dość szybko w całkiem znośnych warunkach. Kolej co prawda bardzo powoli, ale jednak sukcesywnie podnosi standard w swoich pociągach. Nareszcie pasażer zaczął się liczyć, miłym zaskoczeniem był fakt, że w cenie biletu była do wyboru mała czarna, herbata lub soczek w kartoniku, można było sobie jeszcze coś słodkiego dokupić. Pożałowałam, że nie zabrałam tych czekoladek, do kawy smakowały by wspaniale, a moje obawy co do roztapiania się czekolady w pociągu, były bezpodstawne. Okazało się mianowicie, że przedziały mają klimatyzację, moja niewiedza wzięła się ze sporadycznego korzystania z usług przewoźnika. Najsmaczniejsze kruche wafelki w połączeniu z kawą sprawiły, że dobry humor mnie nie opuszczał. Przekonałam się po raz kolejny, że słodkie ciasteczka potrafią czynić cuda, hihihi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz