Witam drogich
internautów. Dzisiaj chcę opisać pracę na działce. Oczywiście jestem najgorszym
z mieszczuchów i praca działkowca kojarzy mi się z grillowaniem. Dopiero teście
pokazali mi ile pracy jest w ogródku. Pięknej soboty wraz z dziećmi wybraliśmy
się rowerami na działkę. Żona zapakowała ubrania dla dzieci, kanapki a ja
słodycze firmy „dr Gerard” i termos z kawą. Gdy dotarliśmy na miejsce
dziadkowie już pracowali, więc z wrodzonym wdziękiem ustawiłem krzesło i
nalałem sobie kawy. Wszyscy byli zdegustowani a ja zajadałem najlepszą kostkę
waflową. Moje dzieciaczki zajęły się zabawą. Synek grał w piłkę a córcia kopała
dziury. Zaprosiłem je na przekąskę, była najsmaczniejsza czekolada mleczna i
biszkopty. Moja małżonka siała buraczki coś tam jeszcze potem graczką czy czymś
takim coś robiła. Gdy słoneczko było już w zenicie wpadłem na świetny pomysł. Wyjąłem
z altany wąż do podlewania i zacząłem polewać dzieci. Mieliśmy wielką frajdę ku
niezadowoleniu teścia. Okazało się, że ubranie, które wzięliśmy bardzo się
przydało. Przy kolejnym kubeczku kawki bez cukru i bez mleka zostałem
poproszony o uszykowanie grilla. Więc dokończyłem najlepsze biszkopty firmy „dr
Gerard” i wziąłem się za węgiel i rozpałkę i grill. Gdy rozpaliłem palenisko zacząłem
szykować kiełbasę, którą musiałem ponacinać i posypać przyprawą. Gdy pierwsza
porcja już się piekła przystąpiłem do przygotowania mięsa. Były to piersi kurczaka,
wyfiletowałem i obrałem ze skórki, następnie pociołem na plastry i rozbiłem
delikatnie. Potem posoliłem i doprawiłem
przyprawą. Dzieci gdy zobaczyły, że kiełbaska się piecze zajęli miejsce przy
stoliku. Aby nie umarły z głodu, podjadały słodycze, najsmaczniejsza kostka waflowa
bardzo im smakowała. Gdy tylko porcje jedzenia podałem, całe nasze towarzystwo
zajadało się ze smakiem. Nasze pociechy upodobały sobie kotleciki kruche,
ciepłe i pieczony chleb. Ja jak każdy facet jadłem kiełbachę z musztardą, nie
używając przy tym sztućców. Jak mówili przodkowie mięso z kaczki i kury bierze
się w pazury. Tą dewizę rozszerzyłem o kiełbasę z ognia. Po wyśmienitym obiadku
przyszedł czas na pracę, więc teściowie wrócili do roboty a ja nalałem sobie
kawki i grałem z dziećmi w piłkę. Córka, jako sędzia robiła nam przerwy na coś
słodkiego od firmy „dr Gerard” gdyż bardzo lubimy te produkty. Po godzinie
słoneczko schowało się za chmurami i zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia
działki. Ja i mój termos oczywiście byliśmy pierwsi u bram. Jednak deszcz nie
zaczął padać i mogliśmy wyruszyć na wycieczkę rowerową. Teściowie wzięli nasze
bagaże do autobusu a my z dziećmi przez kolejne dwie godziny jeździliśmy wokół
naszego miasta. Gdy wróciliśmy do domu musiałem przyznać, że można się zmęczyć
pracą w ogródku. Usiadłem w fotelu i oddałem się słodkiej labie przed
telewizorem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz