czwartek, 22 stycznia 2015

Praca na działce.


Witam drogich internautów. Dzisiaj chcę opisać pracę na działce. Oczywiście jestem najgorszym z mieszczuchów i praca działkowca kojarzy mi się z grillowaniem. Dopiero teście pokazali mi ile pracy jest w ogródku. Pięknej soboty wraz z dziećmi wybraliśmy się rowerami na działkę. Żona zapakowała ubrania dla dzieci, kanapki a ja słodycze firmy „dr Gerard” i termos z kawą. Gdy dotarliśmy na miejsce dziadkowie już pracowali, więc z wrodzonym wdziękiem ustawiłem krzesło i nalałem sobie kawy. Wszyscy byli zdegustowani a ja zajadałem najlepszą kostkę waflową. Moje dzieciaczki zajęły się zabawą. Synek grał w piłkę a córcia kopała dziury. Zaprosiłem je na przekąskę, była najsmaczniejsza czekolada mleczna i biszkopty. Moja małżonka siała buraczki coś tam jeszcze potem graczką czy czymś takim coś robiła. Gdy słoneczko było już w zenicie wpadłem na świetny pomysł. Wyjąłem z altany wąż do podlewania i zacząłem polewać dzieci. Mieliśmy wielką frajdę ku niezadowoleniu teścia. Okazało się, że ubranie, które wzięliśmy bardzo się przydało. Przy kolejnym kubeczku kawki bez cukru i bez mleka zostałem poproszony o uszykowanie grilla. Więc dokończyłem najlepsze biszkopty firmy „dr Gerard” i wziąłem się za węgiel i rozpałkę i grill. Gdy rozpaliłem palenisko zacząłem szykować kiełbasę, którą musiałem ponacinać i posypać przyprawą. Gdy pierwsza porcja już się piekła przystąpiłem do przygotowania mięsa. Były to piersi kurczaka, wyfiletowałem i obrałem ze skórki, następnie pociołem na plastry i rozbiłem delikatnie. Potem  posoliłem i doprawiłem przyprawą. Dzieci gdy zobaczyły, że kiełbaska się piecze zajęli miejsce przy stoliku. Aby nie umarły z głodu, podjadały słodycze, najsmaczniejsza kostka waflowa bardzo im smakowała. Gdy tylko porcje jedzenia podałem, całe nasze towarzystwo zajadało się ze smakiem. Nasze pociechy upodobały sobie kotleciki kruche, ciepłe i pieczony chleb. Ja jak każdy facet jadłem kiełbachę z musztardą, nie używając przy tym sztućców. Jak mówili przodkowie mięso z kaczki i kury bierze się w pazury. Tą dewizę rozszerzyłem o kiełbasę z ognia. Po wyśmienitym obiadku przyszedł czas na pracę, więc teściowie wrócili do roboty a ja nalałem sobie kawki i grałem z dziećmi w piłkę. Córka, jako sędzia robiła nam przerwy na coś słodkiego od firmy „dr Gerard” gdyż bardzo lubimy te produkty. Po godzinie słoneczko schowało się za chmurami i zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia działki. Ja i mój termos oczywiście byliśmy pierwsi u bram. Jednak deszcz nie zaczął padać i mogliśmy wyruszyć na wycieczkę rowerową. Teściowie wzięli nasze bagaże do autobusu a my z dziećmi przez kolejne dwie godziny jeździliśmy wokół naszego miasta. Gdy wróciliśmy do domu musiałem przyznać, że można się zmęczyć pracą w ogródku. Usiadłem w fotelu i oddałem się słodkiej labie przed telewizorem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz