Udane przyjęcie.
Czas opowiedzieć jak było
na przyjęciu dla dzieci. Rano w sobotę dopinaliśmy wszystko na
ostatni guzik. Szykowaliśmy stoły, krzesła,zamek dmuchany.
Stroiliśmy wnętrza balonami i serpentynami. Przygotowaliśmy pyszny
naturalny napój z sezonowych owoców. Młodszym dzieciom od razu
podawaliśmy w kolorowych kubeczkach z parasolkami lub kolorowymi
zwierzątkami na patyczku. Wszyscy stawili się punktualnie. Troje z
rodziców pozostali do pomocy bo trudno nie raz zapanować nad taką
grupką rozszalałych dzieciaków. Na początek żeby rozkręcić to
małe towarzystwo włączyliśmy stary przebój (niezawodny na każdej
zabawie) jedzie pociąg z daleka. Ruszyliśmy może nie do Warszawy
ale utworzony skład był dość długi. Nawet pan maszynista miał
odpowiednią czapkę, a pani konduktor bilety i wielki czerwony
lizak. Zaczęła się super zabawa w rytmie Majki Jeżowskiej. Na
raz na dwa – morze szumi w muszelkach i wszyscy przenieśli się
nad Bałtyk, potem na wyspy Bahama, ale kiedy zaczęło się Boogie
Woogi nie było osoby która by nie tańczyła nawet rodzice i
starsza młodzież przybiegła. Na koniec tej części zabawy
popłynęła piosenka cukierki, cukierki trudno odmówić słodkości
przenieśliśmy się z piosenką do stołu gdzie czekały najlepsze
markizy, rurki waflowe, herbatniki z czekoladowymi misiami wyroby dr
Gerarda. Zaczęliśmy konkursy i rebusy. Podzieliłyśmy dzieciaki na
dwie grupy i zaczęło się koło fortuny, wcześniej przygotowane
przez starszaków. Potem kalambury, skoki przez przeszkody. Każde
dziecko otrzymało wcześniej przygotowany upominek z
najsmaczniejszą czekoladą dr Gerarda. Jedna z mam oznajmiła, że
teraz będzie ostatnia zabawa z naszym udziałem bo my robimy sobie
przerwę, Wymyśliła konkurs jedzenia jabłka zawieszonego na kiju
przyczepionego do sznurka, na to dałyśmy bitą śmietanę, więc
buzie były umorusane. Śmiech, radość i hałas rozchodził się po
całej okolicy. To był najlepszy konkurs a zarazem smaczny. Wszyscy
zgłodnieli i zaczęli pałaszować nasze krakersy, kanapki, i
różnego rodzaju sałatki. Była też pizza bez której nie może
odbyć się zabawa. A dzieciaki zajadały i dalej szalały z balonami
a buzie im się nie zamykały. A my spokojnie wypiłyśmy kawę i
zjadłyśmy smaczną kostkę waflową. Po godzinie 18 mama Oliwiera
zrobiła nam super niespodziankę. Przyniosła tort w kształcie
Szreka na którym zapaliła świeczkę, która strzelała
fajerwerkami. Dzieciaki krzyczały z radości nie mówiąc już o
tym, że brzuchy im pękały od tych wszystkich słodkości. Były
prze szczęśliwe i kiedy ogłosiłyśmy dobrze po 22 koniec zabawy
to nikt nie chciał się rozstać. Każdy uczestnik wziął swoją
paczuszkę ze słodyczami dr Gerarda. Ania z Krzysiem uszczęśliwieni
już pytali się kiedy następna zabawa. Tym razem nie musiałam ich
zaciągać do łóżek bo byli tak zmęczeni, że zaraz zasnęli. A
mama, choć zmęczona musiała niestety po wszystkich sprzątać.
Czego nie robimy dla naszych dzieci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz