czwartek, 29 stycznia 2015

Udane przyjęcie.

Udane przyjęcie.

Czas opowiedzieć jak było na przyjęciu dla dzieci. Rano w sobotę dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik. Szykowaliśmy stoły, krzesła,zamek dmuchany. Stroiliśmy wnętrza balonami i serpentynami. Przygotowaliśmy pyszny naturalny napój z sezonowych owoców. Młodszym dzieciom od razu podawaliśmy w kolorowych kubeczkach z parasolkami lub kolorowymi zwierzątkami na patyczku. Wszyscy stawili się punktualnie. Troje z rodziców pozostali do pomocy bo trudno nie raz zapanować nad taką grupką rozszalałych dzieciaków. Na początek żeby rozkręcić to małe towarzystwo włączyliśmy stary przebój (niezawodny na każdej zabawie) jedzie pociąg z daleka. Ruszyliśmy może nie do Warszawy ale utworzony skład był dość długi. Nawet pan maszynista miał odpowiednią czapkę, a pani konduktor bilety i wielki czerwony lizak. Zaczęła się super zabawa w rytmie Majki Jeżowskiej. Na raz na dwa – morze szumi w muszelkach i wszyscy przenieśli się nad Bałtyk, potem na wyspy Bahama, ale kiedy zaczęło się Boogie Woogi nie było osoby która by nie tańczyła nawet rodzice i starsza młodzież przybiegła. Na koniec tej części zabawy popłynęła piosenka cukierki, cukierki trudno odmówić słodkości przenieśliśmy się z piosenką do stołu gdzie czekały najlepsze markizy, rurki waflowe, herbatniki z czekoladowymi misiami wyroby dr Gerarda. Zaczęliśmy konkursy i rebusy. Podzieliłyśmy dzieciaki na dwie grupy i zaczęło się koło fortuny, wcześniej przygotowane przez starszaków. Potem kalambury, skoki przez przeszkody. Każde dziecko otrzymało wcześniej przygotowany upominek z najsmaczniejszą czekoladą dr Gerarda. Jedna z mam oznajmiła, że teraz będzie ostatnia zabawa z naszym udziałem bo my robimy sobie przerwę, Wymyśliła konkurs jedzenia jabłka zawieszonego na kiju przyczepionego do sznurka, na to dałyśmy bitą śmietanę, więc buzie były umorusane. Śmiech, radość i hałas rozchodził się po całej okolicy. To był najlepszy konkurs a zarazem smaczny. Wszyscy zgłodnieli i zaczęli pałaszować nasze krakersy, kanapki, i różnego rodzaju sałatki. Była też pizza bez której nie może odbyć się zabawa. A dzieciaki zajadały i dalej szalały z balonami a buzie im się nie zamykały. A my spokojnie wypiłyśmy kawę i zjadłyśmy smaczną kostkę waflową. Po godzinie 18 mama Oliwiera zrobiła nam super niespodziankę. Przyniosła tort w kształcie Szreka na którym zapaliła świeczkę, która strzelała fajerwerkami. Dzieciaki krzyczały z radości nie mówiąc już o tym, że brzuchy im pękały od tych wszystkich słodkości. Były prze szczęśliwe i kiedy ogłosiłyśmy dobrze po 22 koniec zabawy to nikt nie chciał się rozstać. Każdy uczestnik wziął swoją paczuszkę ze słodyczami dr Gerarda. Ania z Krzysiem uszczęśliwieni już pytali się kiedy następna zabawa. Tym razem nie musiałam ich zaciągać do łóżek bo byli tak zmęczeni, że zaraz zasnęli. A mama, choć zmęczona musiała niestety po wszystkich sprzątać. Czego nie robimy dla naszych dzieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz