Dzień dobry drodzy czytelnicy. Jest zima, więc tęsknimy za latem, za
lodami, za owocami i kąpielami słonecznymi. Tegoroczna zima jest uboga w
słońce. Jedyne ciepełko, które odczuwam to świecąca na niebiesko lampa soluks,
na oddziale rehabilitacji. A z tęsknoty za owocami żona przygotowała jakiś
eksperyment. Trochę się bałem jeść, ale okazało się być bardzo smaczne.
Składniki:
- 4 jabłka
- Dżem wiśniowy
- Herbatniki „dr Gerard” pokruszone lub zmiksowane 4 łyżki
- Bakalie dowolne ½ szklanki
Przygotowanie:
- Jabłka umyć i wykroić środki z ogryzkiem. Dżem wiśniowy wymieszać z bakaliami.
- Dodać do masy z dżemem i bakaliami 5 łyżek wody i gotować na wolnym ogniu, aż dżem stanie się rzadki. Wysypać 4 łyżki zmielonych najsmaczniejszych herbatników i wymieszać.
- Masę wkładać w środki jabłek.
- Piec przez około 20 minut w temperaturze 180 stopni, aż jabłka staną się miękkie. Podawać na ciepło.
Pierwsza porcja
składała się z czterech jabłek i okazało się, że to było za mało, dorabialiśmy
jeszcze dwie takie porcje. A gdy przyszli rodzice nie mieliśmy, czym ich
ugościć. Na szczęście została nam od gwiazdki najsmaczniejsza mleczna
czekolada. Babcia znając nasze upodobania kupiła po drodze najlepsze markizy
firmy „dr Gerard”. Dzieci były zachwycone. Szybko zaparzyliśmy kawkę i herbatę i
usiedliśmy przy stole, dzieci biegały a my rozmawialiśmy o czekających nas
uroczystościach rodzinnych. I o zbliżającej się wielkimi krokami pierwszej
komunii naszego syna. O tym, że już zbieramy pieniądze, i że musimy już
załatwić salę. A przyjęcie za rok. O tym, co musimy zorganizować i o tym, co
mogą dziadkowie. W naszej sytuacji będziemy organizować jednocześnie dwie
komunie syna i bratanka. Więc lista gości, zakupów i wydatków jest większa. Nie
może zabraknąć produktów firmy „dr Gerard”, ponieważ są najlepsze na rynku i
nasze dzieci je kochają. I tak przy planowaniu minęło popołudnie i nadszedł
wieczór. Rodzice i teściowie poszli do swoich domów a dzieci kąpiel i spanie. Tego
wieczoru okazało się, że w gości do nas przyszedł brat, z którym razem będziemy
organizować to przyjęcie. I teraz przeszliśmy do konkretów. Zagryzając smaczne markizy
mogliśmy podyskutować o napojach i o alkoholu. Czy ma być czy wprowadzamy
prohibicję i bawimy się na trzeźwo. W obawie, że goście uciekną z takiego
przyjęcia postanowiliśmy kupić odrobinę procentów. A gdy już wieczór się
kończył a dzieci smacznie spały brat i ja oddaliśmy się grze na konsoli. Bawiliśmy
się jak nasi synowie przy FIFIE i World
of tanks. Potem żony zrobiły sobie zawody sportowe. Zabawy było dużo i jak to
bywa w takich chwilach towarzyszył nam „dr Gerard” a raczej jego produkty. Minęła
dwudziesta trzecia i wesołe towarzystwo rozeszło się do swoich łóżeczek. I w
taki sposób minął nam zimowy dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz