czwartek, 29 stycznia 2015

Zimowy dzień.

Dzień dobry drodzy czytelnicy. Jest zima, więc tęsknimy za latem, za lodami, za owocami i kąpielami słonecznymi. Tegoroczna zima jest uboga w słońce. Jedyne ciepełko, które odczuwam to świecąca na niebiesko lampa soluks, na oddziale rehabilitacji. A z tęsknoty za owocami żona przygotowała jakiś eksperyment. Trochę się bałem jeść, ale okazało się być bardzo smaczne.
Składniki:
  • 4 jabłka
  • Dżem wiśniowy
  • Herbatniki „dr Gerard” pokruszone lub zmiksowane 4 łyżki
  • Bakalie dowolne ½ szklanki
Przygotowanie:
  • Jabłka umyć i wykroić środki z ogryzkiem. Dżem wiśniowy wymieszać z bakaliami.
  • Dodać do masy z dżemem i bakaliami 5 łyżek wody i gotować na wolnym ogniu, aż dżem stanie się rzadki. Wysypać 4 łyżki zmielonych najsmaczniejszych herbatników i wymieszać.
  • Masę wkładać w środki jabłek.
  • Piec przez około 20 minut w temperaturze 180 stopni, aż jabłka staną się miękkie. Podawać na ciepło.
Pierwsza porcja składała się z czterech jabłek i okazało się, że to było za mało, dorabialiśmy jeszcze dwie takie porcje. A gdy przyszli rodzice nie mieliśmy, czym ich ugościć. Na szczęście została nam od gwiazdki najsmaczniejsza mleczna czekolada. Babcia znając nasze upodobania kupiła po drodze najlepsze markizy firmy „dr Gerard”. Dzieci były zachwycone.  Szybko zaparzyliśmy kawkę i herbatę i usiedliśmy przy stole, dzieci biegały a my rozmawialiśmy o czekających nas uroczystościach rodzinnych. I o zbliżającej się wielkimi krokami pierwszej komunii naszego syna. O tym, że już zbieramy pieniądze, i że musimy już załatwić salę. A przyjęcie za rok. O tym, co musimy zorganizować i o tym, co mogą dziadkowie. W naszej sytuacji będziemy organizować jednocześnie dwie komunie syna i bratanka. Więc lista gości, zakupów i wydatków jest większa. Nie może zabraknąć produktów firmy „dr Gerard”, ponieważ są najlepsze na rynku i nasze dzieci je kochają. I tak przy planowaniu minęło popołudnie i nadszedł wieczór. Rodzice i teściowie poszli do swoich domów a dzieci kąpiel i spanie. Tego wieczoru okazało się, że w gości do nas przyszedł brat, z którym razem będziemy organizować to przyjęcie. I teraz przeszliśmy do konkretów. Zagryzając smaczne markizy mogliśmy podyskutować o napojach i o alkoholu. Czy ma być czy wprowadzamy prohibicję i bawimy się na trzeźwo. W obawie, że goście uciekną z takiego przyjęcia postanowiliśmy kupić odrobinę procentów. A gdy już wieczór się kończył a dzieci smacznie spały brat i ja oddaliśmy się grze na konsoli. Bawiliśmy się jak nasi synowie przy FIFIE  i World of tanks. Potem żony zrobiły sobie zawody sportowe. Zabawy było dużo i jak to bywa w takich chwilach towarzyszył nam „dr Gerard” a raczej jego produkty. Minęła dwudziesta trzecia i wesołe towarzystwo rozeszło się do swoich łóżeczek. I w taki sposób minął nam zimowy dzień. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz