środa, 28 stycznia 2015

Wyjazd na wieś.

Wyjazd na wieś.

Dzisiaj zaplanowałam wyjazd w odwiedziny do rodzinki. Mieszkają oni kilka kilometrów od mojego miasta ( niecałe 15 km ) Wiąże się to jednak z całą wyprawą, bo trzeba tam dojechać. Rano wcześnie pobudka, trzeba zrobić zakupy w najbliższym super markecie, bułki, mleko i drożdżówkę dla syna do szkoły, soczki, jogurty dla brzdąca małego u mojej kuzynki. A dla nas najsmaczniejsze kruche wafelki dr Gerarda do kawy. Szybkie śniadanie, wysłanie syna do szkoły i bieg przez całe miasto na busa. Niestety nie mam prawa jazdy nad czym bardzo ubolewam. Czekam na przystanku jest coraz zimniej a on jak zwykle opóźniony. Jadę to najważniejsze. Mogę przynajmniej przez całą drogę rozmyślać i zajadać najlepszą mleczna czekoladę dr Gerarda. Przy tym obserwuję zaspanych ludzi wsiadających do busa niezwracających na nic uwagi, poszarzałe pola i mnóstwo ptaków latających po niebie. Myślę także co tu nowego napisać, a życie samo pisze scenariusz. Kierowca słucha znanych przebojów w radiu i pogwizduje. Pomyślałam rozśpiewany autobus. Po pół godzinie jazdy wreszcie docieram na miejsce. A dziewczyny witają mnie kuszącym zapachem świeżo zmielonej kawy i pysznymi markizami dr Gerarda. To się umówiłyśmy bo ja też je przywiozłam. Pod nogami plącze się mały Oliwier radosny i uśmiechnięty. Ręce już w górę wyciąga aby choć chwilkę go ponosić. Jeszcze nie chodzi więc razem z dwoma małymi( jeden szary pręgowany a drugi biały z czarną plamką ) kotami pełza po podłodze. Wszędzie go pełno, trzeba mieć oczy wokół głowy. Próbujemy czymś go zająć i popijać aromatyczną kawę z mlekiem. Maluszek absorbuje wszystkich. Ubrałyśmy go i pojechałyśmy na spacer. Mieszkają blisko jeziora więc tam się wybrałyśmy. Jezioro skute lodem. Łódki przyczepione do boi, szary krajobraz, gdzie nie gdzie słońce nieśmiało wygląda zza chmur. Zaczęłyśmy wspominać ubiegłe lato. Jak dzieciaki baraszkowały w wodzie, pływały na pontonach, jak mnie próbowały nauczyć pływać. Ja niestety w tej dziedzinie jestem oporna, nawet kupiły mi ogromne koło do pływania. Śmiechu co niemiara, nawet teraz kiedy to wspominamy nie możemy się powstrzymać od łez i śmiechu.
Malutki Oliwier aż sam zaczął się śmiać choć dobrze nie wie z czego. Potem poszłyśmy spacerkiem na działkę, bo mają zaraz przy jeziorze. Widok jest niesamowity. Latem kiedy tam siedzimy i zajadamy kiełbasę z grilla podziwiamy zachód słońca jak odbija się w tafli jeziora. Działka leży na wzgórzu. Dzięki spacerkowi z Oliwierem mogłyśmy powspominać letnie dni.Wróciłyśmy do domu i zajęłyśmy się przygotowania do obiadu. A w międzyczasie zjadłyśmy resztki ciasteczek dr Gerarda. Czekamy na lato.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz