Wyjazd na wieś.
Dzisiaj zaplanowałam wyjazd w
odwiedziny do rodzinki. Mieszkają oni kilka kilometrów od mojego
miasta ( niecałe 15 km ) Wiąże się to jednak z całą wyprawą,
bo trzeba tam dojechać. Rano wcześnie pobudka, trzeba zrobić
zakupy w najbliższym super markecie, bułki, mleko i drożdżówkę
dla syna do szkoły, soczki, jogurty dla brzdąca małego u mojej
kuzynki. A dla nas najsmaczniejsze kruche wafelki dr Gerarda do kawy.
Szybkie śniadanie, wysłanie syna do szkoły i bieg przez całe
miasto na busa. Niestety nie mam prawa jazdy nad czym bardzo
ubolewam. Czekam na przystanku jest coraz zimniej a on jak zwykle
opóźniony. Jadę to najważniejsze. Mogę przynajmniej przez całą
drogę rozmyślać i zajadać najlepszą mleczna czekoladę dr
Gerarda. Przy tym obserwuję zaspanych ludzi wsiadających do busa
niezwracających na nic uwagi, poszarzałe pola i mnóstwo ptaków
latających po niebie. Myślę także co tu nowego napisać, a życie
samo pisze scenariusz. Kierowca słucha znanych przebojów w radiu i
pogwizduje. Pomyślałam rozśpiewany autobus. Po pół godzinie
jazdy wreszcie docieram na miejsce. A dziewczyny witają mnie
kuszącym zapachem świeżo zmielonej kawy i pysznymi markizami dr
Gerarda. To się umówiłyśmy bo ja też je przywiozłam. Pod
nogami plącze się mały Oliwier radosny i uśmiechnięty. Ręce już
w górę wyciąga aby choć chwilkę go ponosić. Jeszcze nie chodzi
więc razem z dwoma małymi( jeden szary pręgowany a drugi biały z
czarną plamką ) kotami pełza po podłodze. Wszędzie go pełno,
trzeba mieć oczy wokół głowy. Próbujemy czymś go zająć i
popijać aromatyczną kawę z mlekiem. Maluszek absorbuje wszystkich.
Ubrałyśmy go i pojechałyśmy na spacer. Mieszkają blisko jeziora
więc tam się wybrałyśmy. Jezioro skute lodem. Łódki
przyczepione do boi, szary krajobraz, gdzie nie gdzie słońce
nieśmiało wygląda zza chmur. Zaczęłyśmy wspominać ubiegłe
lato. Jak dzieciaki baraszkowały w wodzie, pływały na pontonach,
jak mnie próbowały nauczyć pływać. Ja niestety w tej dziedzinie
jestem oporna, nawet kupiły mi ogromne koło do pływania. Śmiechu
co niemiara, nawet teraz kiedy to wspominamy nie możemy się
powstrzymać od łez i śmiechu.
Malutki Oliwier aż sam zaczął się
śmiać choć dobrze nie wie z czego. Potem poszłyśmy spacerkiem na
działkę, bo mają zaraz przy jeziorze. Widok jest niesamowity.
Latem kiedy tam siedzimy i zajadamy kiełbasę z grilla podziwiamy zachód słońca jak odbija
się w tafli jeziora. Działka leży na wzgórzu. Dzięki spacerkowi z Oliwierem mogłyśmy powspominać letnie dni.Wróciłyśmy do domu i zajęłyśmy się przygotowania do obiadu. A w
międzyczasie zjadłyśmy resztki ciasteczek dr Gerarda. Czekamy na
lato.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz