ZABAWA
Po uzgodnieniach z grupą przyjaciół Filipa, teraz może i moich, postanowiliśmy dokonać rezerwacji stolika na dziesięć osób w jednej ze znanych restauracji. W ostatnią sobotę miesiąca odbywała się tam zabawa karnawałowa, nie musieliśmy martwić się o jedzenie, muzykę i napoje, wszystko było gotowe. Liczyła się tylko dobra zabawa, to znaczy atmosfera, którą przecież tworzą ludzie. Zabawa była szalona, wręcz w szampańskich humorach tańczyliśmy do trzeciej nad ranem. Dekoracja całej sali, stołów, jak i obsługa, wszystko było na wysokim poziomie. Jedzenie wykwintne, a muzyka dość oryginalna. Do domu wróciliśmy taksówką. Filip wyprowadził jeszcze psa na krótki spacer, a ja poszłam od razu pod prysznic, byłam bardzo zmęczona. Wiedziałam, że to mnie Frodo rano wygoni z łóżka. Jakimś cudem dał mi pospać aż do dziewiątej, potem nie było zmiłuj się, tylko mokry zimny nos na moim policzku, hihihi. Miałam nadzieję, że kiedy wrócimy, położę się jeszcze na jakąś małą godzinkę. Nic bardziej mylnego, po powrocie usłyszałam spływającą wodę i wesoły śpiew Filipa dochodzący spod prysznica. Zaparzyłam kawę i spytałam, co chce zjeść na śniadanie. Przez szum wody z prysznica usłyszałam, że zaraz wyjdzie i wszystkim się zajmie. Usiadłam przy stole spokojnie sącząc kawę. Po chwili z niedowierzaniem, a jednocześnie czułością, patrzyłam jak mój facet krząta się po kuchni. Z wyrazem zaskoczenia na twarzy już po dwudziestu minutach spojrzałam na stojący przede mną talerz z pachnącą apetycznie jajecznicą. Jeszcze większym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że do tego dania zamiast bułek, czy chleba, wyłożył na talerzyk jakieś krakersy. Spojrzałam nieufnie na taki zestaw i zapytałam, co to jest. Filip roześmiał się i kręcąc głową odpowiedział, żebym najpierw spróbowała, a potem oceniała. Smakowało rewelacyjnie. Okazało się, że właśnie zajadam najsmaczniejsze markizy krakersowe z firmy Dr Gerard o smaku paprykowym. Zachwycona takim oryginalnym zestawem przyjrzałam się dokładniej tym markizom. Między krakersami był umieszczony jakiś super smakujący ser, ostro doprawiony papryką. Filip poinformował mnie, że są jeszcze inne smaki tych markiz. On często zajada to do piwa, świetnie też pasują do różnych potraw z grilla. Kurczę, szkoda, że wcześniej ich nie znałam, nie bawiłabym się z mini kanapeczkami na krakersach. Filip zaprotestował, że przecież moje kanapeczki są zupełnie inne i równie wyjątkowe. Zaczął wymieniać składniki, które kładę zazwyczaj na najlepszych krakersach, bo też z firmy Dr Gerard. Kawałki sera żółtego lub pleśniowego, czy nawet owczego, szynka, ogórek, pomidor, papryki, czasem nawet łosoś i oliwki. Fakt, trzeba je zjeść od razu, nie mogą długo leżeć. Zapewnił mnie, że chociaż te gotowe są faktycznie super, to on i tak chętnie zje moje. Po raz kolejny przekonałam się, że produkty z firmy Dr Gerard potrafią zaskakiwać nie tylko swoją świeżością , ale i ciekawym połączeniem smaku, jak i wysoką jakością wyrobów. Po śniadaniu mój mężczyzna z wielką nonszalancją położył na stół czekoladki z wyżej wymienionej firmy. Taka demonstracja dbałości o mnie, a raczej o to, co lubię, rozbawiła mnie. Spojrzałam na niego z aprobatą i dużą sympatią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz