Witam drogich
internautów, pewnego pięknego, lipcowego dnia żona oznajmiła, że zabiera dzieci
i jedzie na kilka dni do cioci na wieś. Jak to bywa Ciotka i ja nie przepadamy
za sobą. Udałem głęboki smutek, bo nie mogłem z nimi jechać. W pracy miałem umówione
spotkania i nie mogłem ich przełożyć. Gdy tylko zostałem sam w pokoju skakałem
z radości. Tak się składa, że w lipcu mam urodziny, więc kolesie wpadną na
chatę i uczcimy to „przyzwoicie”, czyli wodą i solą a może wódką i zagryzką. Miało
to się okazać za tydzień. Ten czas upłynął mi i mojej ekipie na planowaniu
całego czasu wolnego bez rodziny. Musiałem opowiadać, że będę jeździć do pracy
a potem spędzać samotne wieczory w domu. Smutny, tęskniący, oglądający
melodramaty i wcinający smakołyki firmy „dr Gerard” na poprawę samopoczucia. A tak
naprawdę moje plany wyglądały tak, że po pracy koledzy, koncerty, wypad na
miasto i brak czasu na telewizję jedyne, co się zgadzało to, to, że miałem plan
zajadać się, więc kupiłem najsmaczniejsze czekoladki i najlepsze andruty ‘dr
Gerard”. Dzień przed wyjazdem żona uzupełniła zapasy jedzenia, mięso, wędliny,
sery, chleb miałem sam sobie kupować. Przyznaję, że gdy przyszedł moment pożegnania, to zrobiło mi się smutno. W chwili wsadzania dzieci do pociągu zakręciła się łza w oku. Pierwszy raz
będę tak długo bez dzieciaczków. Będzie trochę za cicho w domu, gdy będę rano
wstawał i komu będę czytał na dobranoc. Stan przygnębienia trwał może z pięć
minut , do pierwszego telefonu, od braszki: i co pojechali można wpadać? Oczywiście
mógł przyjść. Na pierwszy kawalerski obiad zrobiłem jak przystoi na faceta,
ziemniaki i kotlety. Według przepisu zaciągniętego z cyfrowego świata:
Składniki:
- Kotlety schabowe (dwie sztuki)
- Najsmaczniejsze krakersy (10 dag)
- Jajko
- Śmietana (jedna łyżka)
- Mąka pszenna (2 łyżki)
- Ząbek czosnku
- Sól
- Pieprz
- Olej do smażenia
- Krakersy pokruszyć (najlepiej wałkiem na blacie). Jajko razem ze śmietaną roztrzepać widelcem.
- Kotlety oprószyć mąką, zanurzyć w roztrzepanym jajku i obtoczyć w pokruszonych najlepszych krakersach „dr Gerard”, lekko dociskając.
- Smażyć z obu stron na rozgrzanym oleju, na złoty kolor.
W chwili, gdy nakładałem sobie
obiad dotarł mój brat. Jak mamusia nas uczyła, podzieliłem się jedzeniem. Pierwszy
raz jedliśmy kotlety w takiej panierce. Uznaliśmy, że sosik czosnkowy idealnie
do nich pasował. A pod wieczór wpadli koledzy, każdy coś przyniósł była to
przekąska lub jakiś napój i najsmaczniejsze rurki waflowe. Jak bywa, gdy się
spotykamy, odpaliliśmy youtube.com i oddaliśmy się w świat dźwięku i obrazu. Od
czasu do czasu zadzwoniłem do ukochanej i dzieci, aby uspokoić ich, że jeszcze
żyję i nie umarłem z głodu.
Drodzy czytelnicy,
jak uważacie ile prawdy jest w tym opowiadaniu?
Pozdrawiam. L.K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz