piątek, 23 stycznia 2015

W studio


Dzień dobry, cześć i czołem jestem wesoły Leszek. Pozwoliłem sobie zacytować słowa z kultowego filmu, przepraszam, jeśli kogoś uraziłem. Dzisiaj przyszedł czas na relację z sesji nagraniowej mojego zespołu. Od września ubiegłego roku mamy zgrany skład. Ostatnim naszym nabytkiem jest perkusista, którego poznaliśmy, jako członka innego kapeli, grającej w tym samym klubie. Gitarzysta dołączył do nas rok temu i jako czteroosobowa grupa tworzymy monolit. Już nie można na nas mówić „Trzy precle”, bo jest nas czterech. Na dodatek jesteśmy fanami produktów firmy „dr Gerard”, które towarzyszą nam przy każdym spotkaniu. Po ostatnim finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy postanowiliśmy zarejestrować w profesjonalny sposób naszą muzykę. Wybraliśmy termin i utwory, jakie mamy nagrać, nie mogliśmy się zdecydować, jakie słodycze mamy kupić, czy najlepsze andruty czy może najsmaczniejsze herbatniki. Wiedzieliśmy, że „dr Gerard” ma je w swojej ofercie. Po burzliwej dyskusji osiągnęliśmy jak to często nazywają politycy konsensus. Spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej godzinie, czyli w sobotę o świcie. Czyli u muzyków wcześnie rano prawie w nocy o ósmej. Biorąc przykład z urzędników naszą pracę rozpoczęliśmy od przygotowania stanowiska pracy, porozkładaliśmy wzmacniacze, ustawiliśmy mikrofony, rejestrator i komputer. W między czasie zrobiliśmy kawkę. Aby lepiej nam się myślało zaproponowałem zjedzenie czegoś słodkiego. Najsmaczniejsza rurka waflowa była doskonałym deserem. Pracę przy utworze zaczęliśmy od ustalenia i ustawienia tempa klika, potem gitarzysta nagrał pilota tak, aby perkusista mógł nagrać bębny. Potem przyszła kolej na mnie basistę. Odpaliłem moją gitarę i wzmacniacz, w którym lampy już grzały się od godziny. Moją część podkładu nagrałem od pierwszego wejścia. Po mnie do roboty wzięli się gitarzyści. Ich praca trwała chyba z dwie godziny, każdy nagrywał podkład i solówki oraz dublujące gitary. Więc sekcja rytmiczna zgłodniała, ruszyliśmy po przekąskę od firmy „dr Gerard” by mieć, co jeść. Okazało się, że gitarzyści również zgłodnieli i w sekundę pochłonęliśmy andruty i herbatniki, jednak najsmaczniejsze rurki waflowe zostawiliśmy na potem. Po słodkim obiedzie ruszyliśmy do dalszej pracy. Teraz nagrywaliśmy wokale. Poszło bardzo sprawnie i po kilkunastu minutach mieliśmy nagrane ścieżki instrumentalne i wokalne. Zostało nam posklejać wszystko do kupy i wraz z producentem i aranżerem dźwięku przekształcić w utwór muzyczny niczym z MTV ROCK. Zajęło to kolejną godzinę albo dwie. I na zakończenia dnia tak około godziny szesnastej mieliśmy gotowy produkt. Muszę dodać, że wyszło naprawdę super. W dobrych nastrojach zakończyliśmy dzień w studio. Spakowaliśmy sprzęt i postanowiliśmy jeszcze zjeść jakiś produkt firmy „dr Gerard” i wypić kawkę już w ciszy i spokoju. Do domu wróciłem po osiemnastej. Dzieci i żona były bardzo ciekawi efektu naszej pracy. To, co usłyszeli przerosło ich wyobrażenie. Więc gdy kładłem się spać byłem szczęśliwy i dumny z kolegów i z siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz