Dzień dobry,
cześć i czołem jestem wesoły Leszek. Pozwoliłem sobie zacytować słowa z
kultowego filmu, przepraszam, jeśli kogoś uraziłem. Dzisiaj przyszedł czas na
relację z sesji nagraniowej mojego zespołu. Od września ubiegłego roku mamy
zgrany skład. Ostatnim naszym nabytkiem jest perkusista, którego poznaliśmy,
jako członka innego kapeli, grającej w tym samym klubie. Gitarzysta dołączył do
nas rok temu i jako czteroosobowa grupa tworzymy monolit. Już nie można na nas
mówić „Trzy precle”, bo jest nas czterech. Na dodatek jesteśmy fanami produktów
firmy „dr Gerard”, które towarzyszą nam przy każdym spotkaniu. Po ostatnim finale
Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy postanowiliśmy zarejestrować w
profesjonalny sposób naszą muzykę. Wybraliśmy termin i utwory, jakie mamy
nagrać, nie mogliśmy się zdecydować, jakie słodycze mamy kupić, czy najlepsze
andruty czy może najsmaczniejsze herbatniki. Wiedzieliśmy, że „dr Gerard” ma je
w swojej ofercie. Po burzliwej dyskusji osiągnęliśmy jak to często nazywają
politycy konsensus. Spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej
godzinie, czyli w sobotę o świcie. Czyli u muzyków wcześnie rano prawie w nocy
o ósmej. Biorąc przykład z urzędników naszą pracę rozpoczęliśmy od
przygotowania stanowiska pracy, porozkładaliśmy wzmacniacze, ustawiliśmy
mikrofony, rejestrator i komputer. W między czasie zrobiliśmy kawkę. Aby lepiej
nam się myślało zaproponowałem zjedzenie czegoś słodkiego. Najsmaczniejsza rurka
waflowa była doskonałym deserem. Pracę przy utworze zaczęliśmy od ustalenia i
ustawienia tempa klika, potem gitarzysta nagrał pilota tak, aby perkusista mógł
nagrać bębny. Potem przyszła kolej na mnie basistę. Odpaliłem moją gitarę i
wzmacniacz, w którym lampy już grzały się od godziny. Moją część podkładu
nagrałem od pierwszego wejścia. Po mnie do roboty wzięli się gitarzyści. Ich praca
trwała chyba z dwie godziny, każdy nagrywał podkład i solówki oraz dublujące
gitary. Więc sekcja rytmiczna zgłodniała, ruszyliśmy po przekąskę od firmy „dr
Gerard” by mieć, co jeść. Okazało się, że gitarzyści również zgłodnieli i w
sekundę pochłonęliśmy andruty i herbatniki, jednak najsmaczniejsze rurki
waflowe zostawiliśmy na potem. Po słodkim obiedzie ruszyliśmy do dalszej pracy.
Teraz nagrywaliśmy wokale. Poszło bardzo sprawnie i po kilkunastu minutach mieliśmy
nagrane ścieżki instrumentalne i wokalne. Zostało nam posklejać wszystko do
kupy i wraz z producentem i aranżerem dźwięku przekształcić w utwór muzyczny
niczym z MTV ROCK. Zajęło to kolejną godzinę albo dwie. I na zakończenia dnia
tak około godziny szesnastej mieliśmy gotowy produkt. Muszę dodać, że wyszło naprawdę
super. W dobrych nastrojach zakończyliśmy dzień w studio. Spakowaliśmy sprzęt i
postanowiliśmy jeszcze zjeść jakiś produkt firmy „dr Gerard” i wypić kawkę już
w ciszy i spokoju. Do domu wróciłem po osiemnastej. Dzieci i żona były bardzo
ciekawi efektu naszej pracy. To, co usłyszeli przerosło ich wyobrażenie. Więc gdy
kładłem się spać byłem szczęśliwy i dumny z kolegów i z siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz