Witam serdecznie w okresie karnawału. Sobota się zbliża a z nią impreza
ze znajomymi w „remizie”, a tak naprawdę w nowoczesnej sali weselnej, przy
dźwiękach zespołu muzycznego. To już stało się tradycją, że w styczniu
spotykamy się z przyjaciółmi na zabawie. Tym razem idziemy w pięć par. Teraz
trwają ostatnie ustalenia, w jaki sposób dojedziemy i jak wrócimy oraz co i ile
ze sobą zabierzemy. Czyli co kto robi i kupuje. Gdy po raz pierwszy tam byliśmy
zaskoczyło nas to, że osiemdziesiąt procent ludzi było przyjezdnych z miasta,
tak jak i my. Mieszkańców tej niewielkiej miejscowości była garstka. Wracając do
przygotowań, na nas przypadło zrobienie ciasta. Więc jak zwykle żona wzięła
swoje przepisy i wyszukała tort śmietankowo – truskawkowy na najsmaczniejszych
herbatnikach produkcji „dr Gerard”. Oto ten
przepis:
Składniki
- 60 dag truskawek
- 20 dag herbatników „Petit beurre”
- 300 g twarożku
- 14 dag masła
- 10 dag cukru pudru
- 10 dag mielonych migdałów
- ½ litra śmietany kremówki
- 1 opakowanie śmietanfixu
- 2 łyżki mleka
- 1 łyżka cukru
- 1 słoiczek polewy truskawkowej do deserów.
Herbatniki
pokruszyć, wymieszać z roztopionym masłem. Masę rozłożyć na spodzie tortownicy,
mocno dociskając ją do formy.
Twarożek utrzeć
dokładnie z cukrem pudrem i mlekiem rozsmarować na warstwie najlepszych
herbatników firmy „dr Gerard”. Następnie posypać zmielonymi migdałami i wstawić
do lodówki na godzinę.
Truskawki oczyścić,
wypłukać i pokroić na połówki, po czym rozłożyć na migdałach. Śmietanę ubić na
sztywno z cukrem oraz z śmietanfixem, rozsmarować równomiernie na owocach.
Wierzch tortu udekorować
kilkoma truskawkami i polewą truskawkową. Aż do chwili spożycia tort
przechowywać w lodówce.
Wiem z
własnego doświadczenia, że po wyjęciu z lodówki tort ten znika w oka mgnieniu,
ponieważ jest taki smaczny. Wiem tez, że są ludzie, którzy herbatniki zastępują
najlepszymi biszkoptami firmy „dr Gerard”, bo tak wolą. A zamiast polewy
posypują najsmaczniejszą mleczną czekoladą. Ile gardeł tyle smaków. Można dyskutować,
co lepsze i na spotkaniach rodzinnych takie rozmowy mają miejsce.
Wracając do
menu to na każdej takiej imprezie wygląda tak jak na Kujawskim weselu. Zaczyna się
obiadem składającym się z rosołu i drugiego dania, czyli ziemniaków i kilku
gatunków mięsa. Następnie kawa, ciasto słodkości, potem galarety, sałatki, kiełbasa,
golonki, flaczki, bigos, barszcz czerwony i żurek. Nic tylko jeść i oczywiście tańczyć,
aby Spalić kalorie. I jak to lubi to dla lepszego trawienia można się napić
ziółek, lub wódeczki lub wziąć Ranigast. Ja osobiście należę to tej części
gości, która zamiast jeść i drinkować woli taniec, więc od pierwszych dźwięków
muzyki wraz z żoną i znajomymi ruszamy na parkiet. I nawet, gdy orkiestra
zarządza koniec imprezy, to my domagamy się dalszej zabawy. I tylko po powrocie
do domu bolą nas nogi i plecy od tańca a gardła mamy zdarte od śpiewu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz