PARTY
W czasie pogawędki podczas przerwy śniadaniowej pojawił się pomysł urządzenia małego przyjęcia, właściwie party. Mieliśmy spotkać się w kilka osób, najlepiej parami i troszeczkę potańczyć, pośmiać się i miło spędzić czas. Pytanie tylko, gdzie albo u kogo. Kto ma jakieś lokum, które nas pomieści, a impreza nie będzie przeszkodą w miarę normalnym funkcjonowaniu gospodarzy. Padały różne propozycje, np. kluby, puby, ogródki działkowe i świetlice osiedlowe. Nasze mieszkania odpadały od razu, z powodu ciasnoty i ryzyka zakłócania ciszy nocnej. Marek wpadł na pomysł,
że można za niewielkie pieniądze wynająć świetlice mieszczące się przy różnych stowarzyszeniach. Obiecał zorientować się w temacie i dać nam znać nazajutrz. Okazało się, że mieszka niedaleko Polskiego Związku Niewidomych i czasem był świadkiem odbywających się tam przyjęć. Po pracy poszedł prosto do wspomnianego stowarzyszenia. Okazało się, że nie ma przeszkód do wynajęcia sali, trzeba tylko uzgodnić termin, kwotę wynajmu i posprzątać po sobie. Na najbliższy weekend sala była już zajęta, ale następny może być nasz. Z wielką radością poszliśmy we troje wszystko uzgodnić. Spotkaliśmy się z życzliwym podejściem prezesa i pracujących tam osób. Świetlica prezentowała się okazale, miłą niespodzianką okazała się informacja, że do dyspozycji mamy dwa pomieszczenia: jedno ze stolikami, a drugie przeznaczone do tańca, prawie puste. W tym pierwszym stoły i krzesła może nie były najnowszej generacji, ale wszystko schludne i czyste, w dobrym stanie technicznym. Do dyspozycji gości była jeszcze malutka kuchnia wyposażona w potrzebne nakrycia i kuchenkę gazową. Oczywiście, mieliśmy również dostęp do toalety. Sala mogła pomieścić około trzydzieści osób. Umówiliśmy się na sobotę, na godzinę dziesiątą, celem spisania stanu liczników od wody, prądu i gazu oraz odebrania kluczy do wspomnianych pomieszczeń. Teraz pozostało zrobić listę gości
i zadbać o catering. Uzgodniłyśmy, że dziesięć par w zupełności wystarczy, a podział obowiązków jak zawsze, tradycyjny. Panowie zadbają o muzykę i trunki, panie o przystawki i słodkości, a potem się rozliczymy poniesione koszty. Zgodnie stwierdziłyśmy, że najlepsze słodycze na naszą imprezę to te
z firmy Dr Gerard, wiadomo, że są zawsze smaczne i świeże. Ja obiecałam zrobić ciasto tiramisu na biszkoptach z firmy Dr Gerard, one są najsmaczniejsze i wiadomo, że z przyjemnością zjedzą
je wszyscy. Marek z łobuzerskim uśmiechem przypomniał mi, że dużym uznaniem cieszą się również te kanapeczki na krakersach. Zaprotestowałam, mówiąc, że przecież będzie catering. Chłopaki natychmiast solidarnie wsparli Marka w prośbie o malutkie przekąski w postaci najlepszych
na świecie kanapeczkach na krakersach z firmy Dr Gerard. Nie miałam innego wyjścia jak ulec prośbie. Do listy zakupów dopisałam wspomniane krakersy i potrzebne produkty do przygotowania mini kanapek. Wiem, że Filip również je uwielbia. Do tego dokupię jeszcze kostkę waflową z wyżej wymienionej firmy. Już się nie mogę doczekać soboty!
że można za niewielkie pieniądze wynająć świetlice mieszczące się przy różnych stowarzyszeniach. Obiecał zorientować się w temacie i dać nam znać nazajutrz. Okazało się, że mieszka niedaleko Polskiego Związku Niewidomych i czasem był świadkiem odbywających się tam przyjęć. Po pracy poszedł prosto do wspomnianego stowarzyszenia. Okazało się, że nie ma przeszkód do wynajęcia sali, trzeba tylko uzgodnić termin, kwotę wynajmu i posprzątać po sobie. Na najbliższy weekend sala była już zajęta, ale następny może być nasz. Z wielką radością poszliśmy we troje wszystko uzgodnić. Spotkaliśmy się z życzliwym podejściem prezesa i pracujących tam osób. Świetlica prezentowała się okazale, miłą niespodzianką okazała się informacja, że do dyspozycji mamy dwa pomieszczenia: jedno ze stolikami, a drugie przeznaczone do tańca, prawie puste. W tym pierwszym stoły i krzesła może nie były najnowszej generacji, ale wszystko schludne i czyste, w dobrym stanie technicznym. Do dyspozycji gości była jeszcze malutka kuchnia wyposażona w potrzebne nakrycia i kuchenkę gazową. Oczywiście, mieliśmy również dostęp do toalety. Sala mogła pomieścić około trzydzieści osób. Umówiliśmy się na sobotę, na godzinę dziesiątą, celem spisania stanu liczników od wody, prądu i gazu oraz odebrania kluczy do wspomnianych pomieszczeń. Teraz pozostało zrobić listę gości
i zadbać o catering. Uzgodniłyśmy, że dziesięć par w zupełności wystarczy, a podział obowiązków jak zawsze, tradycyjny. Panowie zadbają o muzykę i trunki, panie o przystawki i słodkości, a potem się rozliczymy poniesione koszty. Zgodnie stwierdziłyśmy, że najlepsze słodycze na naszą imprezę to te
z firmy Dr Gerard, wiadomo, że są zawsze smaczne i świeże. Ja obiecałam zrobić ciasto tiramisu na biszkoptach z firmy Dr Gerard, one są najsmaczniejsze i wiadomo, że z przyjemnością zjedzą
je wszyscy. Marek z łobuzerskim uśmiechem przypomniał mi, że dużym uznaniem cieszą się również te kanapeczki na krakersach. Zaprotestowałam, mówiąc, że przecież będzie catering. Chłopaki natychmiast solidarnie wsparli Marka w prośbie o malutkie przekąski w postaci najlepszych
na świecie kanapeczkach na krakersach z firmy Dr Gerard. Nie miałam innego wyjścia jak ulec prośbie. Do listy zakupów dopisałam wspomniane krakersy i potrzebne produkty do przygotowania mini kanapek. Wiem, że Filip również je uwielbia. Do tego dokupię jeszcze kostkę waflową z wyżej wymienionej firmy. Już się nie mogę doczekać soboty!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz