Witam. Jakiś czas temu, odwiedziłam koleżankę. Miałam ochotę na pogawędkę, w ostatnim czasie z powodu pracy nie mam czasu dla siebie i dla swoich znajomych. Więc, jak tylko nadarzyła się okazja umówiłam się z koleżanką. Ona prowadzi życie towarzyskie bardziej częściej niż ja. Mamy wspólnych znajomych, więc jak zajrzę do niej na ploteczki, to tak jakbym spotkała się z nimi. Jola nie pracuje, zajmuje się domem i dziećmi. Czasami zastanawiam się, jak ona ma czas na spotkania z e znajomymi. W domu zawsze jest coś do zrobienia, sprzątanie , gotowanie, dzieci i ich problemy. Zawsze ma coś słodkiego dla swoich gości. Kiedy przychodzę do niej, ona zaprowadza mnie do swojej spiżarni, a tam na półkach same cudeńka. Jestem pełna podziwu dla niej. Ja mieszkam sama i mam problemy z ogarnięciem domu, nie mówiąc już o pieczeniu czy gotowaniu. Zawsze w zapasie mam najsmaczniejsze andruty oraz kruche wafelki ,,Dr Gerard’’. I tak jak wcześniej pisałam, zajrzałam do mojej koleżanki. Jola jak zwykle uśmiechnięta, i z wiadomościami o wszystkim i wszystkich. Zrobiła pyszną kawę i poczęstowała mnie kawałkiem swojskiego ciasta. Dzieci Joli były jeszcze w szkole, mąż w pracy, wiec miała chwilę tylko dla mnie. Ja opowiedziałam jej o mnie i co u mnie, a ona z uśmiechem opowiedziała mi co i jak u naszych znajomych. Jola zapytała czy po takich słodkościach nie spróbowałabym czegoś innego. Zasze byłam ciekawa jej wyrobów, z chęcią przyjęłam propozycję. Jola wyciągnęła z lodówki tort. Zaśmiałam się i zapytałam -to ma być cos innego niż ciasto? – a żebyś wiedziała!, ukroiła mi i podała talerz. Faktycznie trochę był inny niż zwyczajny tort. Okazało się, że jest zrobiony z krakersów. Wspaniały i smaczny pomysły .Taka inna przekąska. Od razu wzięłam przepis, i dziś podzielę się z Wami. Składniki: 170g najlepszych krakersów ..Dr Gerard’’, 100g bryndzy, 500g białego półtłustego lub tłustego sera, 1 papryka zielona , 1 czerwona papryka , 1 żółta papryka, 1 mała cebulka , 1 pęczek rzodkiewek , 1 łyżka żelatyny , sól , pieprz. Jak robimy: 1. ser dwukrotnie zemleć , warzywa umyć , osaczyć, pokroić w małą kostkę , żelatynę zmoczyć w 50 ml zimnej wody , a kiedy napęcznieje , podgrzać. bryndzę wymieszać , połączyć z rozdrobionymi warzywami , przyprawić do smaku. Na warstwę krakersów nałożyć masę serową , przykryć krakersami itd. ostatnia powinna być warstwa sera . .Tort ozdobić warzywami , schłodzić w lodówce .Życzę wszystkim smacznego.
piątek, 27 lutego 2015
muffiny
Pamiętajcie że najsmaczniejsza mleczna czekolada oraz najlepsze rurki waflowe są z firmy Dr.Gerard.Muffinki z czekoladą i migdałami.Składniki,10 dag masła,2 szklanki mąki,2/3 szklanki cukru,2 łyżeczki proszku do pieczenia,1 szklanka mleka,1 jajko,1 tabliczka czekolady,5 dag płatków migdałowych.Przygotowanie.
Masło rozpuścić w garnku na małym ogniu,przestudzić.W misce wymieszać suche składniki mąkę,cukier i proszek do pieczenia.W drugiej misce ubić jajko,dodać rozpuszczone masło,wlać mleko,wymieszać.Wsypać suche składniki i wymieszać,można przez chwilę ubić mikserem,ale niekoniecznie gdyż w muffinkach mogą występować grudki.Kostki czekolady podzielić na mniejsze kawałki na przykład na 4 lub na mniejsze,dodać do ciasta wsypać płatki migdałowe i wszystko wymieszać.Formę na muffinki wyłożyć papilotkami,ciasto przełożyć łyżką do 2/3 wysokości papilotek.Piec 25 minut w nagrzanym piekarniku do 200 stopni celsjusza.Po upieczeniu muffinki ostudzić na kratce.Smacznego.Warto pamiętać że najsmaczniejsza mleczna czekolada oraz najlepsze rurki waflowe są z firmy Dr.Gerard.
babka
Najlepsze biszkopty oraz najsmaczniejsze biszkopciki są z firmy Dr.Gerard.Babka cytrynowa.Mięciutka,wilgotna i mocno cytrynowa babka,doskonała do herbaty o każdej porze dnia.Przepis jest bardzo prosty a przygotowanie ciasta łatwe i szybkie.Ciasto składniki,25 dag mąki,25 dag cukru,25 dag margaryny może być kasia lub palma,4 duże jajka,1 duża cytryna,1 łyżeczka proszku do pieczenia.Lukier składniki,3/4 szklanki cukru pudru,sok z 1/2 cytryny.Przygotowanie.Białka oddzielić od żółtek,żółtka utrzeć do białości na przykład puszystą masę z miękką margaryną i cukrem.Dodać startą na tarce jarzynowej na małych oczkach całą cytrynę wcześniej wyszorowaną i spażoną.Następnie ubić na sztywną pianę z białek i szczyptą soli i dodać do masy.Na koniec wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i delikatnie wymieszać łyżką.Przygotować foremkę na babkę z kominkiem ( 2 litry),wysmarować masłem lub margaryną i delikatnie wysypać bułką tartą.Ciasto przełożyć łyżką do foremki.Piec 50 minut w temperaturze 180 stopni celcjusza.Po upieczeniu babkę wyjąć z piekarnika,lekko przestudzić w foremce a następnie wyjąć z foremki i jeszcze ciepłą babkę polać lukrem cukier puder razem z sokiem z cytryny,bardzo dokładnie wymieszać,rozetrzeć łyżką.Polukrować babkę po lekkim przestudzeniu.Najlepsze biszkopty oraz najsmaczniejsze biszkopciki tylko z firmy Dr.Gerard.
czwartek, 26 lutego 2015
Dylematy kibica.
Witam gorąco,
mimo smutku w sercu. Dzisiaj wraz z synem i „dr Gerard” miałem wieczór kibica. I
dobrze, że mieliśmy te najsmaczniejsze biszkopciki, ponieważ Legia Warszawa
przegrała mecz. Tylko one mogły nas pocieszyć i były nam na osłodę. Kibicowanie
piłkarzom w mojej rodzinie jest kwestią genów. Mój ojciec zabierał mnie na
mecze miejscowych drużyn, wtedy było jeszcze bezpiecznie na stadionach nawet w
pierwszej lidze. I zawsze miał najlepsze krakersy na przekąskę. Ja również
zaraziłem tą pasją moje dziecko. Do tego stopnia, że sam gra w jednym z klubów.
I największym wydarzeniem w naszym mieście był mecz eliminacji do mistrzostw
europy Polska – Andora. Wraz kilkoma kolegami z drużyny i ich ojcami wybraliśmy
się na stadion miejski. Każdy z nas miał słodycze ja oczywiście wziąłem
najsmaczniejsze wafelki „dr Gerard”. Wracając do wieczoru kibica, zawsze, gdy
są ciekawe mecze w telewizji a obowiązkowo, gdy gra reprezentacja Polski lub
nasz klub to synek i ja kibicujemy. Czasem przybieramy barwy narodowe, szaliki,
malujemy twarze i wywieszamy flagę biało – czerwoną na balkonie. Dzisiaj również,
gdy nadszedł czas pierwszego gwizdka w meczu Legia Warszawa kontra Ajax
Amsterdam, zajęliśmy miejsca przed telewizorem z miseczkami najlepszych
krakersów i czekaliśmy na bramki naszych. Minęło dziewięćdziesiąt a nawet sto
osiemdziesiąt minut licząc dwumecz i nie doczekaliśmy się. Co gorsza rywale
strzelili ich cztery. Teraz nie wiem czy się cieszyć czy się smucić, ponieważ
trzy bramki z czterech strzelił reprezentant Polski, Arkadiusz Milik, grający w
barwach Ajaxu. Więc Polacy potrafią strzelać gole, szkoda, że dla klubów
zagranicznych. A nasza liga niestety jest nudna i słaba i skorumpowana. I aby
nie obgryzać paznokci wszystkie krakersy zjedliśmy w ciągu trzydziestu minut
pierwszej połowy. W przerwie szybki wypad do sklepu i kupiłem najsmaczniejsze
biszkopciki. Oj przydały się, a dietetyczka nie kazała jeść po godzinie
osiemnastej. Co robić? Może zmienić hobby na modelarstwo, eeeee nie piłka nożna
to sport narodowy. Pocieszające jest to, że nasi reprezentanci potrafią grać na
wysokim poziomie i na dodatek w najlepszych ligach europejskich i w czołowych
klubach nie jakichś spadkowiczach. Nawet w lidze hiszpańskiej Przemysław Tytoń
zbiera pochlebne opinie fachowej prasy, w lidze angielskiej i szkockiej stało
się tradycją, że nasi bramkarze wychodzą w pierwszych składach między innymi:
Jerzy Dudek w Liverpoolu potem w drużynie Królewskich, czyli Realu Madryt.
Artur Boruc w Celtiku a teraz w A.F.C. Bournemouth, Wojciech Szczęsny i
Łukasz Fabiański w Arsenalu czy Tomasz Kuszczak w Manchester United. Ale nie
tylko bramkarzy mamy dobrych trudno nie napisać o graczach Bundesligii czyli
Robercie Lewandowskim, Łukaszu Piszczku czy Kubie Błaszczykowskim a to nie
wszyscy jeszcze Peszko, Olkowski, Przybyła, Sobiech. Można się pytać, dlaczego
tylu Polaków odnosi sukcesy za granicami Kraju a nie w naszej lidze. Jedno jest
pewne wyroby firmy „dr Gerard” to pierwsza liga światowa lub jak się mówi na
królewskich „GALACTICOS”.
rafaello
Najsmaczniejsze krakersy oraz najlepsza mleczna czekolada z firmy Dr.Gerard.Rafaello z krakersami.Składniki,krakersy solone lub z sezamem 2 duże opakowania,wiórki kokosowe 100 gram,1/2 szklanki cukru,kostka margaryny,0,5 litra mleka,3 łyżki mąki pszennej,2,5 łyżki mąki ziemniaczanej,ulubiony olej do ciasta.Przygotowanie,wiurka i jedna łyżka margaryny,jedna łyżka cukru smażyć na patelni na złoty kolor.Trzeba cały czas pilnować bo potrafią szybko się podpalić.Z mleka 1/2 szklanka,cukru i obu mąk,ugotować budyń i odstawić do wystudzenia.Margarynę utrzeć i dodawać po łyżce budyniu na koniec jak ktoś lubi można dać kilka kropli olejku do ciasta na przykład rumowego i podzielić na 3 części.Krakersy ułożyć 5x5 lub 4x6 na to masa krakersy,masa krakersy masa.Wiórki kokosowe lekko je docisnąć ręką do masy.Smacznego.O krakersach,krakersy mają zazwyczaj ostry smak i często są solone.Niektóre odmiany zawierają serowe przyprawy jak i inne składniki.Podobnie jak precle,krakersy są często spożywane jako mały dodatek do wina piwa sera i tym podobnym.Najsmaczniejsze krakersy oraz najlepsza mleczna czekolada jest z firmy Dr.Gerard.
środa, 25 lutego 2015
tort
Najlepsze biszkopty i najsmaczniejsze biszkopciki z firmy Dr.Gerard.Tort czekoladowy z malinami.Składniki,500 gram
serka mascarpone,3 jogurty naturalne,200 gram czekolady
gorzkiej,jedna łyżka cukru pudru,50 gram malin mrożonych lub świeżych,4 łyżki konfitury malinowo jeżynowej.Wykonanie,
czekoladę topimy w kąpieli wodnej i zostawiamy do przestygnięcia.Mikserem ubijamy serek,jogurt i cukier puder.Jeśli ktoś woli słodszą masę należy dodać więcej cukru pudru.Do masy dolewamy rozpuszczoną czekoladę.Mieszamy.Konfiturę malinowo jeżynową podgrzewamy chwilę w garnuszku aż stanie się
dość luźna.Biszkopt przekrwamy na 3 kreski.Spód biszkoptu spinamy obręczą tortownicy.Smarujemy go przygotowaną wcześniej konfiturą a następnie na konfiturę nakładamy część masy czekoladowej.Nakładamy kolejny krążek biszkoptu.Lekko przyciskamy.Do połowy masy,która nam pozostała dodajemy pokruszone maliny.Pozostawiamy część malin do dekoracji.Masę z malinami nakładamy na biszkopt i nakładamy następny krążek.Dociskamy.Ściągamy obręcz tortownicy i pozostałą masą ozdabiamy wierzch tortu i boki.Dekorujemy malinami i pokruszoną czekoladą.Możemy za pomocą szprycy zrobić dekorację z masy czekoladowej.Tort odstawiamy na dwie godziny do lodówki.Smacznego.Najlepsze biszkopty i najsmaczniejsze biszkopciki z firmy Dr.Gerard.
Koty.
Koty.
Od
niedawna w Polsce obchodzimy światowy dzień kota. W tym roku
przypadło ono na 17 lutego. Zorganizowano go aby zwrócić uwagę
wszystkich na problem tych zwierząt. Jedne są domowe inne bezdomne.
W schroniskach przebywa ich mnóstwo. Każde z nich czeka aż ktoś z
nas przyjdzie i może je przygarnie do domowego ogniska. W szkołach
organizowane są akcje niesienia pomocy bezdomnym zwierzętom. Wtedy
zbiera się koce, karmy, przysmaki czy środki czystości. Dzieci z
wychowawcami jadą do fundacji lub najbliższego schroniska i tam
dają dary zebrane przed zimą. My również mamy kilka słodkich
kociaków oczywiście przed blokiem. Jedne są rude inne szare
pręgowane a cztery mamy czarne z białymi łatkami. Są zabawne,
śmieszne i lubią się bawić. Niestety nie każdy może sobie
pozwoli na wzięcie takiego zwierzaka. My mamy pieska u mnie maja
alergię na sierść kota. Ubolewam bardzo. Kiedy rano wychodzę z
moim pieskiem cała szóstka od razu za nami biega, idą jak
kaczuszki za swoja psią mamą. A kiedy wracam z zakupów już stoją
przy torbach z łebkami przytulonymi do niej. Czekają co dobrego im
dam do jedzenia. Nie jest łatwo karmić taką gromadkę. Mam dobrych
sąsiadów którzy dbają o nie. Podczas porannej kawy z
najsmaczniejszą kostką waflową dr Gerarda podpatruję ich
niesamowite zabawy. Nie raz jak mamy słoneczny dzień leżą
leniwie na trawie i wygrzewają swoje brzuszki, rozkoszny widok. A
niech ktoś tylko uchyli okno od razu ich łepki przekręcają się i
obserwują co dobrego im ktoś rzuci. W związku z kocim dniem chce
wam zaproponować pyszny, łatwy, tani deser. Nazywa się twarogowy
kotek, ale nie będziemy używać do tego kota o nie.
Twarogowy kotek.
30 dag
domowego twarogu,
4 łyżki
cukru,
25 dag
truskawek mogą być mrożone,
2
plasterki kiwi lub kilka smażonych w cukrze paseczków skorki
pomarańczowej,
kilka
najlepszych biszkoptów dr Gerarda,
kilka
czekoladowych groszków,
8
wiśni.
Wykonanie:
Truskawki
umyć, osuszyć kilka zostawić do dekoracji, a pozostałe zmiksować
z cukrem, dodać do twarogu wymieszać przełożyć do miseczek lub
do szerokich pucharków. Z połówek pozostawionych truskawek zrobić
kotkom uszy a z wiśni oczy. Z biszkoptów i groszków nosy a z
paseczków kiwi lub paseczków pomarańczy wąsy.
Prosty
kolorowy deser. Można do niego zaangażować dzieciaki przecież
jeszcze mają ferie. Są rozbrykane i nie wiedzą co ze sobą robić.
Pogoda za bardzo nie sprzyja na szaleństwa na dworze. Gry już im
się znudziły, teraz to tylko się kłócą, uważam czas do szkoły.
Ja już mam też dość. Nie mogę normalnie pracować. Wracając do
kotów. Na pewno jeżeli ktoś zdecyduje się na adopcję zwierzaka
musi wiedzieć też ma względem niego obowiązki. A takie kochane
zwierzę odwdzięczy się swoją miłością, ciepłem i dobrocią.
Andruty o różnych smakach
Witam wszystkich. Jak dla mnie najsmaczniejsze andruty są z firmy,, Dr Gerarda’’. Jak nie mam czasu by sama coś zrobić, kupuję je. Jak mi ich zabraknie zawsze mam suche wafle w domu, polewam je czekoladą. Najlepsza mleczna czekolada jest z tej samej firmy. Jednak jak mam trochę czasu i nie brakuje mi chęci, robię sama. Dziś pokażę Wam kilka przepisów na różnego rodzaju andruty. Pierwszy przepis to andrut inaczej. Potrzebujemy: 1 opakowanie wafli, 250g masła (lub margaryny), 0,5 szkl. mleka, 1,5 szkl cukru,2 łyżeczki cukru waniliowego, 2 łyżki kakao, 1,5 szkl mleka w proszku, garść orzechów włoskich. Mleko, masło, cukry i kakao wrzucić do garnka i postawić na nie dużym ogniu, aż do rozpuszczenia i połączenia się wszystkich składników. Orzechy posiekać. Odłożyć dwa wafle, a pozostałe pokruszyć. Garnek odstawić na chwilę z ognia i dodać mleko w proszku , zmiksować. Dodać posiekane orzechy i pokruszone wafle , zmiksować. Masę wyłożyć na jeden pozostawiony wafel i przykryć drugim. Odstawić do lodówki lub w chłodne miejsce do zastygnięcia. Kolejne andruty proponuję kakaowe. Potrzebne będą: opakowanie wafli,2 szklanki mleka,3/4 szklanki cukru, duże opakowanie herbatników ..Dr Gerard’’ ,pół kostki masła lub margaryny,2 łyżki kakao. Mleko zagotowujemy, dodajemy cukier i skręcamy gaz na minimum, tylko po to aby masa się cały czas gotowała, ale nie wykipiała. Taką masę gotujemy około 1-1.5 h, następnie dodajemy masło, które powinni się roztopić. Wyłączamy i odstawiamy masę na bok. W tym czasie rozgniatamy herbatniki za pomocą wałka do ciasta, tak aby je całkowicie pokruszyć. Pokruszone ciastka dodajemy do masy, następnie dodajemy kakao. Masa powinna być gęsta, jeżeli jest zbyt lejąca należy dodać jeszcze herbatników. Czekamy, aż masa wystygnie, a następnie rozsmarowujemy ją na waflach, łącząc po kolei wszystkie warstwy. Tak przygotowany andrut, pakujemy w folie, reklamówkę, lub papier i ostawiamy do połączenia masy z waflami na około 2-3 h. Łatwe i przyjemne do zrobienia, nie mówię już o jedzeniu. Dla urozmaicenia kolorystyki proponuję teraz andruty z różowym nadzieniem. Będą fajnie wyglądać później na talerzu, a potrzebne nam będą: oczywiście opakowanie wafli, pół szklanki wody, kostka margaryny, półtorej galaretki, może być truskawkowa lub wiśniowa, szklanka. cukru. Wodę zagotowujemy z margaryną i cukrem. Do zagotowanej masy dodajemy galaretkę. Mieszamy. Lekko studzimy i smarujemy wafle. Pozostawiamy do ostygnięcia. Jak widzicie to tylko kilka z możliwości przekładania wafli. Wszystko zależy od tego na co mamy ochotę. Zwykły drzem też będzie doskonałym smarowidłem do wafli. Życzę wszystkim smacznego. Pozdrawiam.
ANIA MA ZMARTWIENIE
ANIA MA ZMARTWIENIE
Dni w pracy toczą się swoim codziennym trybem, nic szczególnego się w tym tygodniu nie wydarzyło. Filip długo się nie odzywa. Martwię się z tego powodu. Wiem, że nie zawsze może zadzwonić, ale tak długie milczenie bardzo mnie niepokoi. Dzwoniłam do Nowickich, pytałam o Filipa, ale także nic nie wiedzą, oprócz tego, że wyjechał służbowo gdzieś na Bliski Wschód i już długo nie kontaktował się z rodziną. Z powodu ciągłego stresu nie umiem skupić się na codziennych czynnościach. Moje myśli wciąż krążą wokół Filipa, a wyobraźnia podpowiada różne scenariusze. Jak na kobietę przystało, dominują wśród nich te najgorsze. Dobrze, że choć na chwilę czekoladki z firmy Dr Gerard łagodzą mój niepokój. Wczoraj podczas wieczornego spaceru Frodo szalał jak zwykle, aż tu nagle rozległ się skowyt bólu. Okazało się, że pies nadepnął na szkło z rozbitej butelki. Głęboko, boleśnie rozciął sobie poduszkę prawej łapy, trzeba było korzystać z pomocy weterynarza. Wezwałam taksówkę i udaliśmy się do przychodni. Lekarz stwierdził, że nie obejdzie się bez szycia. Wprawną ręką założył niezbędne szwy i mogliśmy wracać do domu. Teraz biedny pies z opatrunkiem na łapie mocno kuleje. Jest problem, bo opatrunek bardzo mu się nie podoba i koniecznie chce go zdjąć. Obawiam się, że jeśli mu się to uda - porozrywa szwy. Właśnie dlatego zawiozłam go do rodziców, tam zawsze ktoś jest w domu i łatwiej będzie go upilnować. Mi również przyjemniej będzie płynął czas w rodzinnym domu. Matczyna kuchnia pachnie zawsze czystością i smacznym jedzeniem, miło jest zasiąść przy kuchennym stole. Mama już dopilnuje, abym za dużo nie myślała o milczeniu Filipa. Tutaj życie płynie swoim starym trybem. Sąsiadka rodziców przyszła w odwiedziny i przyniosła z sobą najsmaczniejszą kostkę waflową i biszkopty z firmy Dr Gerard, mama za to miała przygotowany sernik na zimno na herbatnikach z naszej ulubionej firmy. Zajadałyśmy się słodkościami i prowadziłyśmy przyjemne rozmowy. Plotki o starych znajomych, wspomnienia z przeszłości tak nami zawładnęły, że mama wyjęła nawet stary, rodzinny album. Po wyjściu sąsiadki wzięłam długą kąpiel i zrelaksowana weszłam pod kołdrę. Tak miło spędzony wieczór pozwolił mi na chwilę zapomnieć o gnębiącej mnie trosce o swojego faceta. Niech już się w końcu odezwie, bo zwariuję. To czekanie, zastanawianie się nad przyczyną ciszy z jego strony jest ponad moje siły. Nie zdawałam sobie sprawy, że Filip jest tak niesamowicie ważną osobą w moim życiu. Mam nadzieję, że nic złego mu się nie stało i tylko problem z zasięgiem jest przyczyną całej tej nieprzyjemnej sytuacji.
wtorek, 24 lutego 2015
SZKOLENIE
SZKOLENIE
W pracy odbyło się zebranie. Dowiedzieliśmy się na nim, że zostały nam przyznane środki z Unii Europejskiej przeznaczone na podnoszenie kwalifikacji zawodowych. Szkolenia mają odbywać się według specjalnego harmonogramu, który zostanie nam udostępniony pod koniec pierwszego kwartału. Na szkolenia zostaną wytypowane osoby spełniające ustalone kryteria przez specjalną komisję. Bliższych szczegółów nie podano. Podczas zebrania poczęstowano nas kawą, herbatą i wodą mineralną. Na stołach były rozstawione talerzyki z andrutami i kostką waflową z naszej ulubionej firmy. Z przyjemnością częstowałam się ciasteczkami z firmy Dr Gerard i świeżo parzoną kawą. Zebranie przebiegło w spokojnej atmosferze, w całkowitym skupieniu. Po dwóch godzinach wróciliśmy do swoich zajęć i dopiero wtedy rozgorzała dyskusja na temat zasadności szkoleń, sposobów rekrutacji i wydawania unijnych pieniędzy. Niektóre kursy, szkolenia faktycznie się przydają i wnoszą coś nowego do naszych umiejętności zawodowych, postrzegania i rozwiązywania problemów ekonomicznych, logistycznych w naszym przedsiębiorstwie. Służą lepszemu rozwojowi firmy i jej pracowników. Szkoda, że nie zawsze tak jest. No cóż, nie do nas należy ocenianie korzyści i strat w tej dziedzinie. Ja chętnie skorzystałabym z jakiegoś szkolenia, odświeżyła obecną wiedzę i dowiedziała się czegoś nowego. Na poprawę nastroju wyjęłam z szuflady mojego biurka najsmaczniejszą mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard, jej smak i zapach od razu łagodzi stres i wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze. To sprawdzony sposób na sprawienie sobie odrobiny przyjemności bez względu na miejsce i sytuację, w której się znajdujemy. Teraz mogłam rzetelnie wykonywać moje obowiązki w biurze. Pozostały czas pracy minął bez niespodzianek. Zmęczona wracałam do domu, gdzie czekał na mnie Frodo. Ten entuzjastyczny zachwyt moim powrotem za każdym razem wprawia mnie w zdumienie. Jakie to miłe, nikt tak bezinteresownie nie cieszy się na mój widok. No może nie tak zupełnie bezinteresownie, bo przecież spacer i smakołyki są jakąś formą rewanżu, może nawet małego przekupstwa, za tę szaloną psią miłość. Pogoda była wiosenna i mimo zmęczenia spacer sprawił mi przyjemność. Psi pysk i ogon również wyrażał pełnię szczęścia. Teraz tylko pełna miska dla psa i smaczny obiad dla mnie, a potem to już relaks przy dobrej muzyce z nogami wyciągniętymi na kanapie. Oczywiście, do pełni szczęścia jest potrzebne pudełko najlepszych czekoladek na świecie z firmy Dr Gerard i wtedy świat jest piękny. Żadnych telefonów, domofonów, tylko cichutkie pochrapywanie zadowolonego futrzanego przyjaciela leżącego spokojnie na dywanie, tuż obok mojej kanapy. Od czasu do czasu potrzebuję takiego wyciszenia, spokoju. Wtedy faktycznie wypoczywam i nabieram sił na kolejne dni pracy i prozę życia. Każdemu z was życzę takiej umiejętności regeneracji sił i optymizmu.
poniedziałek, 23 lutego 2015
Seans filmowy.
Dzień dobry,
czy dobry, zadaję sobie to pytanie każdego dnia. Dzieci na chorobowym, żona na
urlopie i ja w tym wszystkim. Podawanie antybiotyku i niepewność będzie
wymiotować czy nie. Tak wygląd moja teraźniejszość. Wpadliśmy na pomysł, że
skoro mamy kamerę i nagrywamy dzieci od chwili narodzin, to trzeba obejrzeć te
nagrania. A jest to kilkadziesiąt płyt DVD. Kupiliśmy w Biedronce zapas
najsmaczniejszych ciastek „dr Gerard”, zapas napojów i siadamy przed
telewizorem i oglądamy. Córka ma w tej chwili cztery lata i zapomnieliśmy jak
to było, gdy miała pół roku. Gdy zobaczyliśmy film to nie mogliśmy się
powstrzymać od śmiechu a uśmiech nie znikał z twarzy. Gdy synek, jako starszy
brat dawał jej do jedzenia najlepsze rurki waflowe. Albo, gdy studził jedzonko dmuchając
na łyżeczkę a córcia niczym pisklę z otwartym dziobkiem wyskoczyłaby z
krzesełka. Albo, gdy zaczęła raczkować a tata nie przewidział, że maluda widząc
jak zajada najsmaczniejsze czekoladki to i ona będzie chciała, wdrapie się po
kolanach do ławy i zrzuci talerzyk. Minęły niecałe cztery lata i z malutkiej
dziewczynki wyrosła piękna „dziewczyna”, która już wie, że najlepsze słodycze
produkuje firma „dr Gerard”. Jeszcze więcej radości sprawiły nam filmy z przed
siedmiu lat, gdy synek miał roczek, gdzie tata miał sylwetkę top modela, a
potem zapoznał najsmaczniejsze rurki waflowe i trochę przybrał tu i ówdzie. Jednak
najlepsze nagrania są z zabawy w kałuży. Taki sobie bąbelek dwuletni, w
płaszczyku przeciwdeszczowym „żabie” i kaloszkach i plusk wody i radość
chlapania i niezadowolenie rodziców z przemoczenia całego ubrania. Dobrze pamiętam
tą sytuację, synek pomoczył spodenki, więc przebraliśmy go w suche a te mokre
powiesiliśmy na poręczy schodów. Dziecku zachciało się jeść, więc poszliśmy
kupić jakieś najlepsze czekoladki i zapomnieliśmy o nich. Ze sklepu poszliśmy
do babci i tam czekały na nas najsmaczniejsze rurki waflowe i tak się
zagadaliśmy i zasiedzieliśmy. I gdy wróciliśmy przed blok spodni już nie było. Cóż
ukradziono. Z mieszanymi uczuciami wdrapaliśmy się na nasze czwarte piętro, a
tu niespodzianka przed naszymi drzwiami na poręczy wiszą i schną owe spodenki. To
sąsiadka domyśliła się, że to naszego rozbójnika i przyniosła je na górę. Kolejną
płyta jest z nagraniami, gdy żona była w drugiej ciąży a kuzynka przyszła ze
swoimi córkami i z najlepszymi wafelkami od „dr Gerard”. I jakie było nasze zdziwienie,
gdy jej siedmiomiesięczna latorośl już chodziła. To była taka malutka osóbka i
zamiast poznawać świat na czworaka to wolała biegać na dwóch swoich,
króciutkich nóżkach. To był wspaniały widok. Dzieci nasze i kuzynki już urosły
i część już chodzi do szkoły, ale nasze spotkania nadal się odbywają. Zarówno my,
jaki i nasze pociechy lubimy spędzać razem czas i wspólnie chodzimy na różne
imprezy. I jest już tradycją, że do wspólnej zabawy zapraszamy słodycze firmy „dr
Gerard”.
wafle orzechowe
Najlepsze rurki waflowe i najsmaczniejsze kruche wafelki są z firmy Dr.Gerard.Wafle orzechowe z porzeczkową nutą.Dla tych którzy nie mają ochoty na smażenie i sterty chrustu,proponuję dość wytrawne wafle z masą czekoladowo orzechową z nutą czarnej porzeczki.W poszukiwaniu idealnej masy tym razem można użyć czekolady,śmietanki i orzechów.Składniki 1 opakowanie wafli tradycyjnych,100 gram czekolady mlecznej,100 gram czekolady gorzkiej,200 ml śmietanki kremowej,100 gram masła nie słonego,200 ml gęstego przecieru z czarnej porzeczki,1 szklanka zmielonych orzechów włoskich.Przygotowanie,do miseczki włóż świeże masło,połamaną czekoladę i śmietankę.Rozpuść wszystko mieszając nad garnkiem gorącej wody.Gdy masa będzie jednolita zestaw miskę i dodaj orzechy dość drobno mielone.Ilość dokładnie zależy od tego jak drobno są zmielone orzechy.Po dokładnym wymieszaniu przekładaj masą kolejne wafle dociskając mocno tak aby się zbiły.Ostatnią przełóż dodatkowo gęstym przecierem porzeczkowym.Jeśli twój zawiera dużo wody weź go więcej i odparuj na rondlu podgrzewając na małym ogniu.Zawiń wafle w folię i obciąż deseczką następnie czymś ciężkim.Po godzinie pokrój w prostokąty lub romby i wyłóż na talerzyk.Najlepsze rurki waflowe i najsmaczniejsze kruche wafelki są z firmy Dr.Gerard.
Rolada waflowa
Witam wszystkich serdecznie. W moim domu uwielbiamy wafle. Jemy je w różnej postaci. Często kupuję gotowe. Najsmaczniejsza kostka waflowa jest z firmy ,,Dr Gerard’’. Moje dzieci lubią, też rurki waflowe ,, Dr Gerarda’’. Razem z kanapkami zabierają je do szkoły. Wracając po lekcjach do domu, już w drzwiach wołają, że kolegom one też smakują i jutro poproszą o więcej. Kiwam tylko głową, nic nie mówiąc. Lubię piec, i jak tylko mam czas wypiekam różne cudeńka. Ale jak wspominałam, w moim domu najbardziej pożądane są wafelki wszelkiej postaci. Wczoraj zrobiłam im z galaretką. Nie wspomnę ,że galaretkę szykowałam dwa razy, bo kiedy zastygła, a ja poszłam na chwilę do sąsiadki, to oczywiście po moim powrocie już jej nie było. Dzieci tłumaczyły się ty, że nie wiedziały że one są przeznaczone do ciasta. Więc ponownie musiałam przygotować galaretki, tym razem pilnując by nie zniknęły. Oto podaje przepis na wafle z galaretką. Potrzebne nam będą: 4 suche wafle kwadratowe, 1 paczka najlepszych herbatników ,,Dr Gerarda’’, pół szklanki cukru pudru, możemy dodać mniej, wszystko zależy jaką słodycz lubimy, 1 galaretka wiśniowa lub truskawkowa, 2 szklanki mleka. Na masę potrzebować będziemy: pół szklanki cukru pudru, można dodać więcej, kostka masła, 100 gramów wiórek kokosowych i 10 łyżek gorącego mleka. Sposób przygotowania. Po pierwsze rozpuszczamy galaretkę w szklance gotowanej wody i pilnujemy, żeby nie zniknęła jak u mnie. Jak troszkę przestygnie, wylewamy ją na duży płaski talerz. wyłożony folią aluminiową, jak zastygnie będziemy ją ciąć na grubsze paski. Odstawiamy do stężenia. Wiórka kokosowe zalewamy gorącym mlekiem i odstawiamy do ostygnięcia. Mleko zagotowujemy z cukrem pudrem. Do gotującego mleka dodajemy pokruszone herbatniki. Zdejmujemy z ognia i delikatnie mieszamy. Ciepłą masą smarujemy cztery suche wafle. Kiedy przestygnie, smarujemy je masą kokosową . Masę tą przygotowujemy w następujący sposób: masło z cukrem pudrem ucieramy na puch i powoli dodajemy namoczone w mleku wiórka kokosowe. Do talerza z zastygniętą galaretką, przykładamy deseczkę, odwracamy talerz i wykładamy na nią galaretkę. Odrywamy ostrożnie folię aluminiową i kroimy galaretkę w grube paski. Układamy je na początku każdego wafla i zwijamy w rulonik . Odstawiamy w chłodne miejsce, najlepiej do lodówki na około dwóch godzin. Jak już zastygnie kroimy na kawałki o grubości dwóch centymetrów. Gwarantuję szybkie znikniecie rolady. Takie wafle możemy przekładać innymi masami. Ja często robię z masą czekoladową. Do podstawowej masy ,zamiast wiórek kokosowych dodaję kakao lub startą mleczną czekoladę. Życzę smacznego. Pozdrawiam.
ciasto biszkoptowe
Najlepsze najsmaczniejsze biszkopty i biszkopciki z firmy Dr.Gerard.Ciasto biszkoptowe z truskawkami.Pyszne lekkie ciasto biszkoptowe przełożone jedną warstwą kremu.Do tego rodzaju ciasta pasuje wiele owoców np.borówka amerykańska,jagody,jeżyny itd.W w tym wypadku mrożone truskawki.Produkty na ciasto 1 szklanka mąki pszennej,1/2 szklanka cukru,4 jajka,1/2 łyżeczka proszku do pieczenia.Składniki na krem 500 ml śmietany kremówki,250 g serka,3 łyżki cukru pudru,kilka kropli aromatu waniliowego,2 śmietany.Składniki na poncz 1/2 szklanka przegotowanej wody,sok z cytryny,rum,cukier do smaku.Przygotowanie ciasto białka ubić dodać cukier po 1 żółtku,na końcu po trochu mąki z proszkiem do pieczenia.Piec w temperaturze 170 stopni około 30 minut.Krem kremówkę ubić dodać cukier i lekko wymieszać z serkiem i opcjonalnie ze śmietaną.Poncz 1/2 szklanka przegotowanej wody wymieszać z sokiem cytrynowym z rumen.Posłodzić do smaku.Złożenie ciasta,na upieczony,ostudzony i nasączony ponczem biszkopt wyłożyć krem,położyć truskawki i zalać teżejącą galaretką na przykład truskawkową.Trzeba pamiętać że najlepsze i najsmaczniejsze biszkopty i biszkopciki tylko z firmy Dr.Gerard.
niedziela, 22 lutego 2015
BABSKI WIECZÓR
BABSKI WIECZÓR
Umówiłam się z Ewą na weekend. Filip musiał wyjechać służbowo, a Tomek był potrzebny u rodziców. Zapowiadał się fantastyczny babski wieczór, taki jak za studenckich czasów. Zosia dostała upragnioną zgodę na nocleg u koleżanki. Marudziła Ewie o tym już od wieczoru na kuligu. Zaprzyjaźniła się z dzieciakami i koniecznie chciały spędzić razem chociaż weekend. Jedna z mam powiedziała, że nie ma nic przeciwko temu, aby piątka dzieci spędziła weekend w ich domu. Oczywiście, było to wielkim wydarzeniem, zarówno dla mamy, jak i dla córki. Dziewczynka pierwszy raz miała nocować poza domem, bez rodziców. Zosia podekscytowana pakowała swoje zabawki i ulubione słodycze, wśród których znalazły się najsmaczniejsze rurki waflowe z firmy Dr Gerard i kruche wafelki tej samej firmy. Ewa z troską i obawą w swoich pięknych oczach patrzyła na córkę i pakowała potrzebne ubrania. Wiedziała doskonale, że Zosia będzie zaledwie dwa domy dalej i w każdej chwili może tam podejść lub zadzwonić i sprawdzić, jak dziewczynka się tam czuje. Jednak matczyne serce drżało z trwogi i było pełne obaw. Nowiccy znają przecież sąsiadów, ich dzieci często bawiły się razem w parku. Kurczę, jak to jest, że tak bardzo martwimy się o bezpieczeństwo naszych milusińskich, że najchętniej nigdzie nie puścilibyśmy ich samych, nawet jeśli są pod opieką dorosłych. Zosia z plecaczkiem z zabawkami i malutkim kuferkiem na słodycze w ręku stała gotowa do wyjścia, uśmiechając się szeroko. Ewa dopakowała jej do kuferka owoce, napój w kartoniku i- jak mówi Zosia- najpyszniejszą na świecie mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard. Dziewczynka uściskała mnie na pożegnanie i ujęła matkę za rękę, wychodząc z domu. Odetchnęłam z ulgą. Teraz trzeba się przygotować na pocieszenie przyjaciółki. Ewa wróciła po dziesięciu minutach i wcale nie wyglądała na zrozpaczoną mamę. Ledwo przekroczyła próg, zaczęła opowiadać o tym, jak salon sąsiadów zmienił się w wielką bawialnię, wszędzie wisiały serpentyny i kolorowe balony, na podłodze rozstawione tory samochodowe i domek dla lalek, dookoła mnóstwo zabawek, dzieciaki mają tam raj na ziemi. Gospodyni zadbała również o posiłek dla naszych milusińskich. Na stole przy ścianie piętrzyły się fantazyjnie udekorowane keczupem kolorowe kanapki. Teraz jedna czas na naszą ucztę. Zaparzyłam dzbanek świeżej kawy i wyjęłam upieczony własnoręcznie, właściwie powinnam powiedzieć ugotowany własnoręcznie sernik na markizach z firmy Dr Gerard. W planach miałyśmy trochę przyjemnych rozmów przy lampce czerwonego wina. Później liczyłyśmy na wspólne oglądanie filmu, najlepiej jakiejś optymistycznej historii. Godziny mijały, a nam udało się zrealizować każdy punkt wieczoru. Jak zwykle, w dobrym towarzystwie czas mija bardzo szybko. Mam nadzieję, że dzieciaki bawią się równie dobrze.
Historia Jacka i jego rodziny.
Historia
Jacka i jego rodziny.
Dawno,
dawno temu żył sobie mały chłopiec Jacek Emost. Uwielbiał On
najsmaczniejsze ciastka dr Gerarda szczególnie krakersy i
biszkopciki. Pomagały mu one w codziennych treningach piłki nożnej.
Zawsze chciał poznać swoje pochodzenie. Kupując ciastka, szef
sklepu spożywczego zainteresował się nim, ponieważ codziennie po
nie przychodził. Jacek opowiedział mu, że jako dziecko stracił
swoich rodziców i dziadka, a jego babcia zmarła na raka płuc.
Chłopiec jednak marzył o tym, aby poznać swoją rodzinę. Szef
ciastkarni Roman polubił tego chłopca. Kiedy chłopiec dorósł i
skończył trzynaście lat szef Roman postanowił wyjawić chłopcu
prawdę o jego rodzinie. Szczególnie o dziadku, znał go osobiście
i bardzo go lubił.
- Wiesz
co chłopcze Twój dziadek był żołnierzem i moim dobrym
przyjacielem – powiedział podając ciastka dr Gerarda.
-
Naprawdę! Naprawdę! - spytał z niedowierzaniem Jacek.
- Tak
naprawdę. Ubolewam nad tym, że nie mogłem Ci wcześniej o nim
opowiedzieć. Czekałem aż trochę podrośniesz. Obiecałem to
twojej mamie.
- Ja
prowadzę ten sklepik od czasów wojny i wielu ludzi poznałem.
- A
może mi Pan coś o nich opowiedzieć.
-
Niestety słabo znałem Twoją mamę i ojca ale opowiem Ci o twoim
dziadku.
- Twój
dziadek Józef był bardzo odważnym człowiekiem. Walczył w obronie
naszego kraju. Lubił pomagać innym nie tak jak dzisiaj, ludzie są
dla siebie wrogami. Nie był bohaterem takim z komiksów czy z kina
był po prostu zwykłym ciepłym człowiekiem o wielkim sercu i
heroizmie. Tak jak ty uwielbiał zjadać ciastka i grać w piłkę
nożną. Grał na obronie. Nazywaliśmy go murem, ponieważ nie
przepuścił żadnemu z rywali.
- A
gdzie graliście na jakim boisku, przecież wtedy ich nie było ?
Och
dziecko graliśmy na betonowych boiskach a bramki ustawialiśmy z
tornistrów. To była zabawa - rozmarzył się szef Roman.
- A co
było waszą piłką?
-
Zawsze szliśmy do mojego dziadka po stare gazety i linkę do ich
związania.
- I co
z tym robiliście- zapytał Jacek
- Jak
to co gnietliśmy je, pluliśmy na to i wiązaliśmy sznurkiem i to
była nasza gała. Fruwała do bramek jak byśmy kopali pióra a nie
gazetową piłkę.
- Jacek
był zaskoczony nie mógł w to uwierzyć. Mój dziadek taki był.
Lubił ciastka i grał w piłkę?
- Tak,
trudno w to uwierzyć co ?
- Ale
fajnie lubię to samo co on. A dziadek też zajadał najlepszą
czekoladę mleczną dr Gerarda?
-
Myślę, że tak. Był okropnym łasuchem.
- Wiesz
Jacku teraz już nie mogę z Tobą dłużej rozmawiać, bo jadę do
hurtowni po ciastka dr Gerarda, bo akurat są w promocji, ale
zapraszam Cię na pogawędkę jutro.
Jacek
wychodzi ze sklepu bardzo zaskoczony, ale szczęśliwy. Nie mogę
się doczekać kolejnego spotkania.
piątek, 20 lutego 2015
Dziadek to skarb.
Witam drogich
internautów. Kolejny wpis i kolejna wizyta u lekarza i kolejny antybiotyk i
zapalenie oskrzeli u córeczki. Co mam robić trzeci tydzień szpital w domu? Dzieci
coraz bardziej znudzone a my zniechęceni. Jedyna przyjemność to słodycze „dr Gerard”.
Jak podchodzę do córki to ucieka, bo myśli, że niosę jakiś medykament. Musze tłumaczyć,
że to najsmaczniejsze andruty albo najlepsza mleczna czekolada. A syn cały w
pretensjach, że nie zajmuję się nim i nie gram z nim w piłkę tylko zajmuję się
chorą Zosią. Co począć, sam mam czasami wrażenie, że mam areszt domowy. Nawet na
zakupy nie mogę wyjść, bo nie mam, z kim dziecka zostawić. Totalna lipa. Czasami
mam ochotę wyjechać, zostawić wszystkie zmartwienia żonie na głowie i pojechać
na przykład w góry albo do sanatorium. I odizolować się od codzienności. Zapakować
walizkę, wziąć trochę kasy i przepyszne kruche wafelki „dr Gerard” i w drogę. Tylko,
że jak jedno czy drugie dziecko podejdzie i przytuli tatę, to wszystkie złe
myśli i głupie pomysły pękają jak bańki mydlane. I w takiej chwili biorę
książkę lub grę planszową coś słodkiego typu najsmaczniejsza mleczna czekolada
i zaczynamy się bawić. Czasem biorę jednocześnie na podwórko i piłkę by grać z
synem i wiaderko i foremki dla córki. I jednocześnie zajmuję się dwójką dzieci,
jednego razu grałem w piłkę i woziłem Zosię na sankach. To musiał być kapitalny
widok, niczym koń na cyrkowej arenie kręciłem się wokół placu za blokiem z
sankami jednocześnie strzelałem na bramkę, której bronił Tomek. W takich
chwilach niezastąpiony jest dziadek, który przyszedł z pomocą i nie dość, że
ciągnął sanki z wnusią to jeszcze przyniósł najlepsze kruche wafelki na
przekąskę. Muszę dodać, że na dziadka zawszę mogę liczyć. Gdy przeszedł na
emeryturę to bardzo chętnie pomaga przy dzieciach. Więc jak mamy ochotę iść z
pociechami na koncert do parku czy do innej dzielnicy to wsiadamy na rowery,
każdy bierze na bagażnik latorośl i jedziemy. A dziadek na miejscu zawsze ma
parę groszy na drobny poczęstunek. Czasem jest to grochówka wojskowa albo
kiełbaska z grilla albo najlepsza słodycz firmy „dr Gerard”. Dzieci bardzo
lubią nasze wycieczki z dziadkiem. Tradycją się stało, że gdy jest święto
jednostki wojskowej i można wejść na teren lotniska i zwiedzać i podziwiać
sprzęt wojskowy od pistoletów, przez karabiny, wykrywacze metalu aż do czołgów,
helikopterów czy amfibii. To zawsze, mimo, że jest to prawie 10 kilometrów od
domu, jedziemy z dziadkiem i świetnie się bawimy. Oczywiście w plecaku mamy
prowiant, picie, kanapki i najsmaczniejsze andruty. A jeszcze muszę dodać, że
dziadek jest złotą rączką i uwielbia majsterkować i naprawiać rowery, więc jak
coś się zepsuje to dzieci każą mi dzwonić po dziadka i dziwią się, ze tata sam
naprawia. Ale zawsze mogę liczyć na fachową poradę lub fizyczną pomoc. Taki dziadek
to prawdziwy skarb.
Pozdrawiam
wszystkich dziadków L. K.
czwartek, 19 lutego 2015
Rurki waflowe
Witam wszystkich.
Dziś chciałabym podać przepis na najlepsze rurki waflowe. W sklepach Możemy
kupić gotowe rurki waflowe firmy ,,Dr Gerard’’, są bardzo smaczne. Ale ja, rurki
własnej roboty, zawsze mam w zapasie. Gdy przyjdą goście wystarczy
napełnić je bitą śmietaną i gotowe !. Można je napełniać czym chcecie, różnymi
kremami, a na końcu polać je najsmaczniejszą mleczną czekoladą , mojej
ulubionej firmy ,,Dr Gerard’’. A oto przepis na rurki waflowe. Potrzebujemy do
tego wafle suche tortowe, oczywiście nie okrągłe tylko kwadratowe. Każdy wafel
przekrawamy na 4 większe lub 6 mniejszych prostokątów. Na garnuszku z gotującą
się wodą kładziemy metalowe sito, a na nim po jednym waflu. Czekamy aż wafelek
zmięknie pod wpływem pary (ok.1-2 min) i szybkim ruchem zwijamy go w rurkę na
jakimś okrągłym, długim przedmiocie. Ja robiłam to na błyszczyku do ust.
Grubość też zależy od Was. Po zwinięciu wszystkich wkładamy je na ok. 5 minut
do piekarnika na 200 stopni, wtedy będą bardzo chrupiące, trzeba tylko pilnować, żeby się nie przypaliły. Prosty sposób, szybka robota,a przyjemności wiele. Dla
łasuchów proponuję przepyszny krem waniliowo-serowy. Składniki; 300g serka kremowego, 100 g miękkiego masła,1,5
szklanki przesianego cukru pudru,1 łyżeczka ekstraktu waniliowego cynamon. Wszystkie
składniki muszą mieć temperaturę pokojową. Masło utrzeć z cukrem pudrem na
puch. Następnie po łyżce dodawać serek, cały czas miksując. Dodać wanilię,
zmiksować. Gotowym kremem napełniać rurki. I to wszystko na dziś, ja sama za
chwilę zabieram się do napełniania
najlepszych rurek waflowych. Dziś spodziewam się gości. Do rurek
przygotuję krem czekoladowo orzechowy, moi goście przepadają za takim
kremem. Jednak jest jedna osoba która
nie lubi za bardzo słodkich rzeczy tj. kremy. Wiec wczoraj w sklepie kupiłam
ciasteczka. Najlepsze są krakersy ,,Dr Gerard’’, wiem ,że tej osobie posmakują.
Za oknem pochmurno, w telewizji nic ciekawego, może zadzwonię do koleżanki,
porozmawiam przez chwilę, do przyjścia gości mam jeszcze kilka godzin. Zdążę ze
wszystkim, ale powiem szczerze , że jakoś mi dzisiaj brak ,,weny’’. Ale muszę
się jakoś zmusić, to ważni goście, od ich wizyty zależeć będzie przyszłość
mojego syna. Dziś nic nie można załatwić bez znajomości. Dobrze , że jeszcze
jakieś mi pozostały z mojej byłem pracy. Jakoś będzie. Nie chcę, ale muszę, jak mówili sławni ludzie.
zabieram się do pracy, a jeszcze wcześniej jakieś małe ploteczki od cioteczki. Miłego
rurkowania. Pozdrawiam i życzę smacznego.
NO I SIĘ DOIGRAŁAM
NO I SIĘ DOIGRAŁAM
W czwartek rano obudziłam się z bólem głowy, potem okazało się, że boli mnie również gardło. Od razu wzięłam aspirynę i jakieś cudo do ssania, ale niezbyt pomogło. W piątek dołączył jeszcze katar, więc ewidentnie się przeziębiłam. Ciekawe, czy to nastąpiło podczas kuligu, czy może zaraziłam się od kogoś np. robiąc zakupy w sklepie. Byłam wykończona, czułam się podle, cały weekend przeleżałam w łóżku. Filip troskliwie się mną opiekował. Wcale tego nie chciałam, wyglądałam przecież okropnie i żaden facet nie powinien widzieć swojej kobiety w takim stanie. Na nic jednak zdały się moje protesty i prośba, aby sobie poszedł, patrzył na mnie tylko tymi swoimi cudnymi oczami i uśmiechał się pod nosem. Z apteki przyniósł jakieś specyfiki i nie odpuścił, dopóki ich nie połknęłam. Wiem, że gorączkowałam, pociłam się okropnie, a on przebierał mi pościel i koszulę. Nie miałam apetytu i nie chciałam nic jeść, byłam osłabiona. Przekonywał, abym coś zjadła i dużo piła. Na pewno chciał jak najlepiej, wiem, że nie wolno brać za dużo leków na pusty żołądek, ale nie potrafiłam zmusić się do jedzenia. Dobrze, że bez problemu wypijałam sporo wody mineralnej. Dopiero w niedziele skusiłam się na najlepsze biszkopciki z firmy Dr Gerard. Wiedział, jak mnie skłonić do jedzenia, moja słabość do słodyczy zwyciężyła. Specjalnie poszedł do sklepu, aby kupić najsmaczniejsze kruche wafelki i moje ulubione biszkopciki morelowe z firmy Dr Gerard. Ten świeży aromat skusił by każdego. Ten mój słodki łobuz dobrze wiedział, że zbyt długo nie będę się opierać pokusie zjedzenia takich pyszności. Po południu poczułam się lepiej, ale niestety nie było mowy o powrocie do pracy. W poniedziałek na wizytę domową przybył lekarz i stwierdził, że do końca tygodnia powinnam zostać w domu, że panuje jakiś wirus i nie wolno ryzykować. Dostałam pięć dni zwolnienia i zakaz opuszczania mieszkania. Filip robił zakupy, wykupił pozostawioną przez lekarza receptę i siedząc przy mnie opowiadał zabawne historyjki ze swojego dzieciństwa. Trzeba przyznać , że skutecznie poprawił mi nastrój. Zadbał również o obiad, zamówił go po prostu z restauracji, mówiąc, że potrzebuje czegoś smacznego, lekkiego dla osoby chorej. Posiłek by lekkostrawny i ładnie zapakowany. Zjadłam sporą część z dania przeznaczonego dla mnie. Byłam osłabiona, ale mimo to, poczułam się lepiej. Po południu zasnęłam. Kiedy obudziłam się wieczorem, na moim stoliku stała doniczka z fiołkami alpejskimi. Wyglądały uroczo, donica była owinięta dekoracyjną folią pasującą do delikatnego różu kwiatów wynurzających się obficie z donicy. Obok leżała tabliczka mojej ulubionej mlecznej czekolady, uśmiechnęłam się i pomyślałam, że mam dużo szczęścia. Filip przecież tak bardzo różnił się od mężczyzn, których dotąd spotykałam. Dobrze, że nasze drogi się skrzyżowały. Przy tak troskliwej opiece szybko wróciłam do zdrowia.
środa, 18 lutego 2015
Ferie C. D..
Witam gorąco w
zimowy czas. Pierwszy tydzień ferii trwa, moje problemy z zagospodarowaniem
czasu dzieciom jakoś się rozwiązały. Okazało się, że szwagier i kuzynka borykają
się z podobnym problemem, więc połączyliśmy siły i zorganizowaliśmy się w grupę
i dzieci wspólnie spędzają czas. Jeden dzień u mnie kolejne u kogoś innego. Dzisiaj
jak to powinno być w ferie zimowe poszliśmy z dziećmi na podwórko grać w piłkę a
córka wzięła wiaderko, łopatkę i robiła babki w piaskownicy. Czyli typowe zimowe
zabawy He He He. Po godzinie zabawy na dworze wróciliśmy do domku na ciepłą
herbatkę i coś słodkiego od „dr Gerard”. Będąc na zakupach zawsze kupujemy
produkty tego producenta, ponieważ są najsmaczniejsze. Dzisiaj zajadaliśmy się
najlepszymi markizami. Takimi ciemnymi, co są przełożone jasnym kremem. Następnym
punktem dnia jest robienie ciasta z moją małżonką: Ciasto toffi z
najsmaczniejszymi krakersami „dr Gerard”
Składniki:
- 1,5 paczki najlepszych krakersów
- 3 paczki najsmaczniejszych herbatników „dr Gerard”
- 1000 ml mleka
- Pół szklanki cukru
- 4 żółtka
- 250 g masła
- 1 szklanka mąki pszennej
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 1 puszka masy kajmakowej
- 1 litr śmietany kremówki 36 %
- 2 łyżeczki żelatyny
- 1 cukier waniliowy
- 2 łyżki cukru pudru
- 50 g gorzkiej czekolady
Przygotowanie:
Przygotować krem
budyniowy: 3 szklanki mleka, pół szklanki cukru i masło zagotować. Do gotującej
się masy dodać dokładnie wymieszane mikserem 1 szklankę mleka, 1 szklankę mąki
pszennej, 2 łyżki mąki ziemniaczanej i 4 żółtka. Mieszając gotować wszystko na
małym ogniu przez chwilę, aż powstanie masa budyniowa. Lekko przestudzić, nie
mieszając.
Przygotować masę
toffi: 500 ml śmietany kremówki ubić. Stopniowo dodawać zimną masę kajmakową z
puszki, nadal ubijając. 1 łyżeczkę żelatyny rozpuścić w 1/5 szklanki gorącej
wody, przestudzić. Gdy żelatyna zacznie się robić lekko galaretowata szybko
zmiksować z przyrządzoną masą toffi.
Przygotować masę
z bitej śmietany: 500 ml śmietany kremówki ubić. Dodać cukier puder i
waniliowy, nadal ubijać. 1 łyżkę żelatyny rozpuścić w 1/5 szklanki gorącej
wody, przestudzić. Gdy zacznie się robić lekko galaretowata szybko zmiksować z
masą śmietankową.
Na blaszce 20
x 35 cm ułożyć warstwę najsmaczniejszych herbatników. Na nie wyłożyć masę
budyniową. Następnie wyłożyć najlepsze krakersy firmy „dr Gerard”, na które
wylać masę kajmakową (wylać, gdy wystygnie poprzednia masa). Przykryć ją
ponownie krakersami, na które wyłożyć masę z bitej śmietany.
Schłodzić przez
24 godziny w lodówce. Przed podaniem oprószyć tartą gorzką czekoladą.
I po przygotowaniu ciasta wyszło,
że jutro dzieci spotykają się u mnie by spróbować to, co same zrobiły. Musi być
pyszne ciasto, ponieważ użyliśmy najsmaczniejszych krakersów i herbatników
firmy „dr Gerard”. A w drugim tygodniu ferii kuzynka zabiera swoje dziewczyny i
moje pociechy do kina na film o jakiejś gąbce na suchym lądzie. Ciekawe, co
wymyśli szwagier czy może wypad do galerii i restauracji ze złotą M w nazwie. To
już nie moje zmartwienie. Ja cieszę się, że dzieciaki mają zajęcie i nie siedzą
przed telewizorem. Pozdrawiam L. K.
Zwyczaje śledzika
Witam wszystkich serdecznie dziś opisze o tradycji śledzika niestety, karnawał dobiegł końca. Bawiliśmy się, siedzieliśmy przy suto zastawionych stołach. Jedliśmy różne ciasta piliśmy kawę a do niej mieliśmy też najlepsze markizy, herbatniki, kruche wafelki Dr. Gerarda.Ale jeszcze zanim rozpoczniemy okres Wielkiego Postu, już dziś Śledzik - czas na pyszne rybne przekąski!Z zapamiętanych przeze mnie opowieści babć i dziadków i poszperaniu w różnych opisach naszym przodkom ostatnie dni karnawału kojarzyły się z tanecznymi korowodami, maskaradami i przebierankami. Najhuczniej świętowano w ostatnie trzy dni karnawału, czyli w tzw. mięsopust znaczenie tej nazwy to znowu pożegnanie mięsa, z tym że teraz już nie po łacinie, a w słowniku staropolskim.
Spuścizną po tej tradycji jest tzw. "śledzik" przypadający we wtorek przed Środą Popielcową. Nazwa odnosi się do zwyczaju podawania o północy postnego pokarmu symbolizującego zmianę nastroju i przełom w kalendarzu. Najczęściej był to postny żur lub ryby, w tym śledzie, które do dzisiaj kojarzą się nam z okresem postu. Ten gest miał na celu przypomnieć, że właśnie zaczyna się zgoła odmienny okres w roku, a na stołach częściej będzie widać postne potrawy typu ryby czy proste zupy.Warto dziś nawiązać do tej tradycji i przygotować smaczną przekąskę.
- Śledzie to produkt tak uniwersalny, jakich mało, który w kuchni można połączyć niemal ze wszystkim - warto to wykorzystać w ostatnim dniu karnawału. Można sięgnąć po receptury na śledzie na ostro oraz ze śmietaną czy olejem, jak i na śledzie z suszonymi owocami o nieco słodkawym smaku. Najlepsze są śledzie z beczki chociaż dzisiaj o nie coraz trudniej zastępują je już gotowe ale jak już to bierzemy solone, raczej większe, nieposzarpane. należy je moczyć w wodzie lub mleku. Czas moczenia należy uzależnić od wielkości i grubości płatów śledziowych. Co istotne, po namoczeniu śledzie należy dokładnie osuszyć.
Dlaczego warto jeść śledzie?
Produkty te oprócz charakterystycznego smaku i odniesień do tradycji wyróżniają również prozdrowotne właściwości. Śledzie zaliczane są do tłustych ryb, ale nie znaczy to jednak, że są bardzo kaloryczne. Konsumując 100 g dostarczamy organizmowi tylko 160 kcal. Są świetnym źródłem potasu, który ułatwia usuwanie nadmiaru wody z organizmu. W dodatku zawarty w nich kwas omega-3 przyśpiesza przemianę materii i spalanie tłuszczu. Śledzie wpływają też na nastrój, zwiększając poziom serotoniny, działają przeciw depresyjnie, wzmacniają pamięć i koncentrację. Są również bogatym źródłem witamin A i D oraz E, która ma działanie przeciw miażdżycowe. Jest w nich także sporo witaminy B6 (100 g ryby pokrywa w 20 proc. dzienne zapotrzebowanie na ten składnik) oraz witaminy B12 (jej zawartość w 100 g przewyższa dzienne zapotrzebowanie aż czterokrotnie). Śledzie dostarczają także dużo żelaza, cynku i miedzi oraz fosforu i jodu.Tak bardzo zagłębiłem się do szczegółów znaczenia wartości samego śledzia ujmując o o tradycji i tym co dzieje się dzisiaj, szczerze mówiąc dzisiaj to zostało nam pokłosie tych tradycji owszem śledzik się odbywa czy bardziej czy to mniej hucznie ale już nie tak jak dawniej i jak to widnieje w opisach czy zapamiętanych opowieści pradziadków.Myśmy w swym gronie wczoraj pożegnali karnawał zajadając się mięsiwem i tradycyjnie popijając umiarkowaną ilością alkoholu.Przed północą zrobiliśmy jeszcze kawę i zajadaliśmy najsmaczniejsze andruty, kruche wafelki, czekoladki Dr. Gerarda.
Spuścizną po tej tradycji jest tzw. "śledzik" przypadający we wtorek przed Środą Popielcową. Nazwa odnosi się do zwyczaju podawania o północy postnego pokarmu symbolizującego zmianę nastroju i przełom w kalendarzu. Najczęściej był to postny żur lub ryby, w tym śledzie, które do dzisiaj kojarzą się nam z okresem postu. Ten gest miał na celu przypomnieć, że właśnie zaczyna się zgoła odmienny okres w roku, a na stołach częściej będzie widać postne potrawy typu ryby czy proste zupy.Warto dziś nawiązać do tej tradycji i przygotować smaczną przekąskę.
- Śledzie to produkt tak uniwersalny, jakich mało, który w kuchni można połączyć niemal ze wszystkim - warto to wykorzystać w ostatnim dniu karnawału. Można sięgnąć po receptury na śledzie na ostro oraz ze śmietaną czy olejem, jak i na śledzie z suszonymi owocami o nieco słodkawym smaku. Najlepsze są śledzie z beczki chociaż dzisiaj o nie coraz trudniej zastępują je już gotowe ale jak już to bierzemy solone, raczej większe, nieposzarpane. należy je moczyć w wodzie lub mleku. Czas moczenia należy uzależnić od wielkości i grubości płatów śledziowych. Co istotne, po namoczeniu śledzie należy dokładnie osuszyć.
Dlaczego warto jeść śledzie?
Produkty te oprócz charakterystycznego smaku i odniesień do tradycji wyróżniają również prozdrowotne właściwości. Śledzie zaliczane są do tłustych ryb, ale nie znaczy to jednak, że są bardzo kaloryczne. Konsumując 100 g dostarczamy organizmowi tylko 160 kcal. Są świetnym źródłem potasu, który ułatwia usuwanie nadmiaru wody z organizmu. W dodatku zawarty w nich kwas omega-3 przyśpiesza przemianę materii i spalanie tłuszczu. Śledzie wpływają też na nastrój, zwiększając poziom serotoniny, działają przeciw depresyjnie, wzmacniają pamięć i koncentrację. Są również bogatym źródłem witamin A i D oraz E, która ma działanie przeciw miażdżycowe. Jest w nich także sporo witaminy B6 (100 g ryby pokrywa w 20 proc. dzienne zapotrzebowanie na ten składnik) oraz witaminy B12 (jej zawartość w 100 g przewyższa dzienne zapotrzebowanie aż czterokrotnie). Śledzie dostarczają także dużo żelaza, cynku i miedzi oraz fosforu i jodu.Tak bardzo zagłębiłem się do szczegółów znaczenia wartości samego śledzia ujmując o o tradycji i tym co dzieje się dzisiaj, szczerze mówiąc dzisiaj to zostało nam pokłosie tych tradycji owszem śledzik się odbywa czy bardziej czy to mniej hucznie ale już nie tak jak dawniej i jak to widnieje w opisach czy zapamiętanych opowieści pradziadków.Myśmy w swym gronie wczoraj pożegnali karnawał zajadając się mięsiwem i tradycyjnie popijając umiarkowaną ilością alkoholu.Przed północą zrobiliśmy jeszcze kawę i zajadaliśmy najsmaczniejsze andruty, kruche wafelki, czekoladki Dr. Gerarda.
ciastka
Ciastek w sklepach mamy mnóstwo,dlatego nie kiedy fajnie zrobić własnoręcznie i jeszcze ile w tym zabawy.Osoby które lubią piec wiedzą o czym mówię,ale i tak najlepsze i najsmaczniejsze są biszkopty i biszkopciki z firmy Dr.Gerard.Ciastka małe co nieco.
Składniki 6 jaj,3/4 szklanki cukru,cukier waniliowy,1 szklanka mąki pszennej,1,5 łyżeczki proszku do pieczenia,1/4 szklanki mąki ziemniaczanej,kostka margaryny,5 łyżek kakao,3 łyżki cukru,
100 dag wiórek kokosowych,100 dag orzechów włoskich,aromat rumowy,pół kostki masła.Przygotowanie,jajka ubijamy z cukrem i cukrem waniliowym na puszystą masę.Dodajemy przesiane obie mąki
I proszek do pieczenia.Mieszamy.Ciasto wlewamy na wyłożoną papierem do pieczenia blaszce.Pieczemy około 25 minut w temperaturze 180 stopni celcjusza.Margarynę roztapiamy w garku,
dodając kakao i cukier,tworzymy polewę.Ciasto po wystudzeniu kroimy na dwie części.Jedną część kroimy w małe kwadraciki,a drugą przekładamy do miseczki i kruszyny.Ciasto kwadracikowe namaczamy w ciepłej polewie i obtaczamy w kokosie,odstawiamy do zastygnięcia.Do rozkruszonego ciasta dodajemy dodajemy orzeszki,aromat oraz masło,formujemy kuleczki na końcu mocno chłodzimy.Najlepsze biszkopty i najsmaczniejsze biszkopciki tylko z firmy Dr.Gerard.
wtorek, 17 lutego 2015
Sezonowe obniżki.
Sezonowe obniżki.
Już od
dwóch miesięcy mamy szaleństwa wyprzedaży lub tak zwanych
promocji. Sklepy nawzajem prześcigają się w ofertach promocyjnych.
Wielu moich znajomych czatuje wręcz na takie oferty. Kiedy się
spotykają przy lampce wina i najlepszych kruchych ciasteczkach dr
Gerarda chwalą się komu jaką zdobycz w cudzysłowiu udało się
upolować i w której galerii. Wtedy kobietki mają o czym rozmawiać
ale co się okazało płeć przeciwna wcale nie jest im nic dłużna.
Panowie też to uwielbiają. Pięknej słonecznej soboty moja
przyjaciółka Ania namówiła mnie na wyjcie do supermarketów. Ja
jestem oporna na wszelkie takie akcje. Mówię co mi tam szkodzi
pójdę choć popatrzeć może i mnie się uda coś taniej kupić.
Ludzie jak w jakimś transie chodzą z głowami w chmurach rozpychając
się na prawo i lewo. Brakowało tylko aby sobie z rąk wyrywali
torebki czy sweterki. Z każdego sklepu słychać zachęty wstąp do
nas. Kupując dwa produkty trzeci gratis lub to jest ci potrzebna.
Panie roznoszą reklamy, częstują cukierkami lub dają bonusy
rabatowe. Nie powiem, że nie skorzystałam kupiłam kozaki z siedemdziesięcio procentową obniżką. Co super udało mi si warto
było czekać prawie do końca sezonu. Nie było w prawdzie łatwo z
dostaniem tego fasonu i rozmiaru ale w końcu udało się. Kupiłyśmy
kilka drobiazgów do domu i Ania była zadowolona. Jeszcze byśmy
może pobiegały po sklepach i kupiły małe co nie co ale niestety
fundusze się nam skończyły. Kiedy już uznałyśmy, że nawet reszty
nie oglądamy stwierdziłam że jestem bardziej zmęczona tymi
zakupami niż kopaniem na działce. Usiadłyśmy na jednej z ławeczek
i zajadałyśmy najsmaczniejszą jak dla mnie mleczną czekoladę dr Gerarda. Choć stwierdziłam, że udało mi się kupić kilka fajnych i ładnych rzeczy w przystępnej cenie, to jednak jestem chyba z kosmosu
bo mnie to nie kręci. Ja jednak wolę kameralne sklepiki, w których
obsługuje nas jedna pani i wtedy nie mam problemu ze znalezieniem
rozmiaru, czy koloru. Dlatego nie przekonały mnie te zakupy w
wielkiej galerii, prędzej tam można si pogubić. Mój syn uwielbia
duże sieci sklepowe bo może tam pojeździć na schodach ruchomych jak
na karuzeli. Wczoraj byłam w osiedlowym sklepiku spożywczym i też
widniał napis promocje. Podeszłam bliżej i patrzę, a tam, akurat w
dobrej cenie nasze ulubione słodycze firmy dr Gerarda. Były tam: krakersy,
rurki waflowe, kostka waflowa i najsmaczniejsza mleczna czekolada,
herbatniki miśki w czekoladzie. Kupiłam od razu kilka opakowań na
zaś. Jak tu nie ulec promocji! Jak większość kobiet dałam się ponieść sprytnej marketingowej reklamie. No cóż i tak przecież bym je
kupiła, a tak zaoszczędziłam na jakiś sok dla dziecka.
Kulig
Na terenie nadleśnictwa, na którym leży posiadłość Nowickich, zostanie zorganizowany prawdziwy kulig. Taki z saniami ciągniętymi przez konie, z płonącymi pochodniami i ogniskiem. Tomek zadzwonił do nas z tą informacją, jednocześnie zapraszając nas na tak piękną plenerową przygodę. Oczywiście, zgodziłam się od razu. Z wielkim entuzjazmem rozpoczęłam przygotowania do tego wydarzenia. Kulig miał się rozpocząć we wtorek o godzinie 17, w ten wtorek, który nazywamy ostatnią zabawą śledzikową. Muszę poprosić szefa o zwolnienie mnie z ostatniej godziny pracy, odpracuję ją w czasie, który szef wyznaczy. W przeciwnym razie nie zdążę. Nie wyobrażam sobie, abym ubrana w jakieś grube, ciepłe ciuchy siedziała w biurze. Jest jeszcze możliwość przebrania się w pokoju socjalnym, Filip przyjechałby po mnie samochodem i od razu ruszylibyśmy do Nowickich. Swoją drogą, jak powinnam się ubrać na taką imprezę? Mam kombinezon narciarski, ale na dłuższą metę stanowi problem w korzystaniu z toalety. Muszę zapytać o ubiór Ewę, może mi coś podpowie. Stwierdziła, że tak naprawdę to powinnam zadbać o bieliznę termiczną, a potem to już ciepłe spodnie, jakiś sweter i kurtka, która nie krępuje ruchów. Ważne są również odpowiednie buty, szal, czapka i rękawice. Mądra dziewczyna z tej Ewy. We wtorek wyszłam z pracy o godzinę wcześniej, miałam czas na wszystko. Pogoda była wręcz doskonała, prószył delikatnie śnieg. Sanie zaprzężone w zniecierpliwione konie czekały na uczestników przy wjeździe do parku. Wszystko wyglądało jak z bajki, uśmiechnięci ludzie, opatuleni ciepłymi pledami, siedzieli w saniach i ożywieniem rozmawiali o czekającej nas przygodzie. Był nawet pan, który przygrywał na akordeonie, z boku sani w bezpiecznej odległości umieszczone były pochodnie zabezpieczone drucianym koszykiem. Dzieciaki piszczały z radości. Kiedy sanie ruszyły, rozdzwoniły się dzwoneczki, których wcześniej nie zauważyłam. Przy głośnym akompaniamencie akordeonu uczestnicy zaczęli śpiewać piosenki biesiadne. Objechaliśmy park dwa razy dookoła i ruszyliśmy w stronę lasu. Tam czekała na nas niespodzianka. Sanie mknęły gładko po leśnych drogach, a krajobraz zapierał dech w piersiach. Myślałam, że śnię i jestem w samym środku którejś z baśni Andersena. Po około dwóch godzinach krążenia po leśnych chaszczach wyjechaliśmy na leśną polanę, na której płonęło już ognisko. Dzieciaki z piskiem wyskakiwały z sań pędząc do piknikowego stołu. Okazało się, że tam czekają przygotowane ziemniaki i kiełbaski do pieczenia. Uwolniono zwierzęta z zaprzęgu i luźno przywiązano do drzewa. Mogły spokojnie się poruszać, podczas gdy biesiadnicy ucztowali. Dzieci dostały od razu kubki z gorącą czekoladą z termosu i pyszne markizy z firmy Dr Gerard oraz biszkopty z ulubionej firmy. Patrzyłam z podziwem na świetną organizację całego wydarzenia. Dzieci rozgrzały się pijąc czekoladę i nie marudziły w oczekiwaniu na upieczone ziemniaki w ognisku oraz skwierczące kiełbaski. W tym czasie zajęte były objadaniem się najsmaczniejszymi ciasteczkami z firmy Dr Gerard. Zosia podbiegła w podskokach i poprosiła mamę o najlepsze rurki waflowe na świecie. Rozbawiło mnie to, tym bardziej, że z wielkim apetytem pałaszowała wyłożone markizy. Ewa jednak była przygotowana i z uśmiechem podała córce opakowanie z pysznymi rurkami z firmy Dr Gerard. Oj, ta Zośka, nawet nie zdaje sobie sprawy, jakie ma cudne dzieciństwo. Dla dorosłych był termos z kawą i herbatą, oczywiście hitem imprezy było grzane wino, doprawione goździkami, przyprawą korzenną i skórką z pomarańczy i cytryny. Smakowało rewelacyjnie, a rozgrzewało od razu, hahaha. Oczywiście, ja również musiałam poczęstować się ciasteczkami z mojej ulubionej firmy. Wieczór i znaczna część nocy minęła na szalonej, pełnej spontaniczności zabawie. Zasmuceni końcem imprezy, około północy zaczęliśmy żegnać się ze sobą. Zewsząd słychać było obietnice o zorganizowaniu podobnej również w przyszłym roku.
Czternastego lutego
Witam wszystkich. Ostatnio pisałam o pechowym piątku trzynastego. Mąż , obiecał mi , że kolejny dzień będzie o wiele lepszy. I dotrzymał słowa. W sobotę, nie miałam ochoty wstawać z łóżka, po poprzednim dniu miałam serdecznie wszystkiego dosyć. Najchętniej uciekłabym na bezludną wyspę. Chyba byłam przemęczona. W pracy ostatnio miałam bardzo dużo pracy. Wszystko miało być zrobione na wczoraj, ale tak jest na początku roku. Otworzyłam oczy, za oknem świeciło słońce, luty a tak ciepło, pomyślałam. Słyszałam ,jak po kuchni krzątają się dzieciaczki z mężem. Do sypialni, dolatywały mnie bardzo smaczne zapachy. Zrobiłam się głodna. Nagle otworzyły się drzwi, zobaczyłam w nich męża ubranego w fartuszek, pytał mnie czy już wstaję ?, a właściwie brzmiało to jak rozkaz. Ok., wstałam. Mąż zaprowadził mnie do łazienki. Zaniemówiłam. W wannie była nalana już woda, dużo pachnącej piany. Wokoło stały świece, a na stoliczku zachęcająco pachniały świeże truskawki. I to wszystko dla mnie. Byłam szczęśliwa. Marzyłam o czymś takim. Nie sądziłam, że mój mąż jest taki romantyczny. Kąpiel zrelaksowała mnie, zapomniałam już o niepowodzeniach poprzedniego dnia. Po godzinie wyszłam z wanny, byłam coraz bardziej głodna . Kiedy weszłam do kuchni, oczom moim ukazał się pięknie udekorowany stół. Róże w wazonie, talerze, świece. Dzieci uśmiechnięte od ucha do ucha, poprzebierane za kelnerów. Usiadłam z mężem, a dzieci obsługiwały nas. Przypomniałam sobie, że przecież czternastego lutego to nie tylko dzień zakochanych, ale to też dzień ,kiedy mój mąż oświadczył mi się. Miałam przygotowane prezenty dla dzieci i męża. Wcześniej kupiłam już najsmaczniejsze czekoladki dla dzieci , oraz najlepsze rurki waflowe i kostkę waflową, którą uwielbiał mój mąż . Wszystkie te produkty są produkowane przez ,, Dr Gerard’’. Śniadanie było przepyszne, żartowaliśmy , wspominaliśmy nasze pierwsze spotkanie, a potem oświadczyny. Dzieci zadawały dużo pytań. Po obfitym posiłku, postanowiliśmy ,ze razem pójdziemy do kina. Wybraliśmy komedię. Po kinie, zaprosiłam całą rodzinę do restauracji na obiad. Nie zdarza nam się to często, więc, takie wyjście to atrakcja i wielka przyjemność dla wszystkich. Szaleliśmy dziś ze wszystkim, raz się żyje. Po obiedzie udaliśmy się do domu, by się przebrać. Wspólnie z rodziną postanowiliśmy pójść na basen. Po remoncie, na basenie było wiele atrakcji dla dzieci jak i dla dorosłych. Było naprawdę cudownie i śmiesznie. Wieczór spędziliśmy przed telewizorem, wspólnie graliśmy w zabawne gry. Potem kolacja, przygotowana przez męża, lampka wina. Mąż poczęstowałam nas, najlepszymi wafelkami,, Dr Gerarda’’. Dzieci pomęczone szybko pozasypiały, a my z mężem jeszcze długo wspominaliśmy nasze wspólne chwile. Postanowiliśmy, że będziemy częściej w taki sposób spędzać wolny czas. Czy to się uda? To pokaże przyszłość. Pozdrawiam.
poniedziałek, 16 lutego 2015
Ferie.
Ratunku pomocy.
Po tygodniu z chorymi dziećmi w domu przyszedł czas na dwutygodniowe ferie
zimowe. Czyli kolejne czternaście dni walki wręcz i przepychanek słownych
między moimi dziećmi. A zimy i śniegu nie ma widoku. Przez to, że były chore i
na antybiotyku nie mogą chodzić ani na basen, ani na lodowisko ani na treningi.
Tylko zabawy w domu i spacerki oraz przysmaki firny „dr Gerard”. Już nawet babcia,
gdy ją odwiedzamy częstuje nas tymi słodyczami. Więc drodzy internauci
przyślijcie pomysły jak mam zagospodarować czas wolny moim pociechom. Nie muszę
dodawać, że zapas ciastek takich jak najsmaczniejsza kostka waflowa, jest
pochłaniany przez nas w minutę i muszę ograniczyć słodkości albo wykupić
abonament u dentysty. Przez to, że syn nie może grać w piłkę to najlepszą
atrakcją jest telewizja i konsola do gier. Plus tej sytuacji jest taki, że
zaczął oglądać Animal Planet i inne programy przyrodniczo – naukowe. Jednak,
gdy spotka się z kolegami to w głowach tylko Minecraft lub inne gry. Zapominają
o świecie tylko czasem przegryzą najlepsze rurki waflowe. Zapominają nawet o
jedzeniu, piciu i aby iść do toalety. Córka najchętniej bawi się w mamę lub w
przedszkole. Więc czasem jestem tatą, czasem wujkiem lub synkiem a czasem bywam
Panią Gosią. Czego się nie robi dla zabawy z dzieckiem. I gdy już jesteśmy przedszkolankami
to karmimy dzieci najsmaczniejszymi biszkopcikami. A córcia dopytuje „cy te
ciastecka to od „dr Gerard”? Ma cztery lata i już wie, co dobre. A bywa tak, że
przyjdzie kuzyn lub kuzynka i w tedy jest kłótnia, kto, z kim ma się bawić. Bo córcia
chce się bawić z Filipem a synuś uważa, że to jego gość i ma się z nim bawić. I
odwrotnie, z kolegami i koleżankami to samo. Najlepiej, gdy wszyscy przyjdą
razem. Tak było w piątek do córci na imieniny przyszły kuzynki a do syna kuzyn
i kolega i sąsiadki z zaległymi lekcjami. My zorganizowaliśmy najsmaczniejsze
rurki waflowe i najlepszą kostkę waflową i napoje i dzieciaki miały zabawę po
pachy. Starsze grały na kompie a młodsze miały imprezę taneczną. Zaczęło się,
gdy włączyłem fragment mojego koncertu w Internecie, dziewczyny zaciągnęły do
tańca mamy i się działo. Następnie poszła w ruch płyta z muzyką dla dzieci Mini
Mini. I ja również zostałem wchłonięty przez tancerzy. A ja chciałem zjeść najsmaczniejsze
biszkopciki, więc zaaranżowałem zabawę w muzyczne krzesła. Ustawiłem krzesła
tak by brakowało jednego i gdy ucichła muzyka dzieci i mamy musiały usiąść na
nich. I kto nie miał siedzenia ten odpadał. To był dobry pomysł, ja rządziłem
pilotem i robiłem pauzy i jednocześnie zajadałem najlepsze przysmaki firmy „dr
Gerard”.
Pałacowy koncert.
Pałacowy
koncert.
Kilka
tygodni temu kiedy byłam na zebraniu organizacyjnym w szkole
muzycznej. Pan dyrektor opowiedział nam o koncertach, które od
niedawna odbywają si w nowo odrestaurowanym pałacu. Mieści się on
niedaleko naszego miasta. Przy herbatce i najlepszych biszkoptach dr
Gerarda zachęcał wszystkich zebranych do odwiedzania tego miejsca.
Tym bardziej, że najbliższy koncert monograficzny odbędzie się z
udziałem naszego nauczyciela i byłych uczniów szkoły muzycznej a
dziś studentów Gdańskiej i Bydgoskiej uczelni. Zaraz zaznaczyłam
sobie datę 15 lutego do kalendarza. Powiadomiłam moją rodzinę że
tego dnia wybieramy się na recital pana Marcina Kopczyńskiego. Jest
on laureatem wielu nagród, znanym kompozytorem, nauczycielem muzyki,
gra również na organach. W niedzielę od rana przypominałam o
wyjeździe i szykowałam ubrania. Po obiedzie i zjedzeniu lodów z
dodatkiem rurki waflowej dr Gerarda wybraliśmy się do Orłowa. Dla
mojego męża to powrót sentymentalny. Jakieś dwadzieścia pięć
lat temu jako młody człowiek miał możliwość oglądać i zwiedzać
ten obiekt. Kiedyś w niej mieścił się dom dziecka. Miał zaszczyt w pięknie zdobionej sali wideo wyświetlać filmy dla
dzieci. Z sentymentem oglądał wnętrza. Jedna z pań opowiedziała
nam jakie zmiany musieli dokonać nowi właściciele, wymagało to
mnóstwa nakładów finansowych. Z dawnych lat zachował się podjazd,
wyrzeźbiony przez podjeżdżające karety z końmi. Drzwi masywne,
pięknie zdobione, kryształowe żyrandole zdobią teraz sale
kawiarni. Romantyczne nastrojowi towarzyszą na każdym stoliku
świeczniki, które jedna z kelnerek od razu zapala. Z kawiarni
rozciąga się widok na ogród. Jest też sala kameralna w której
odbywają się koncerty.Na holu wiszą obrazy inscenizujące bitwy,
można zobaczyć stare mapy na których przedstawiono dawny podział
polski. Pięknymi rzeźbionymi schodami wchodzi się do apartamentów
znajdujących się na górze vili. W piwnicach zrobiono bar w którym
możemy delektować się różnymi potrawami dobre miejsce na upalne
lato. Chłodzi a też jest gustownie urządzone i posiada
bezpośrednie wyjście na ogród. Przejdźmy do koncertu. Wystąpiło
troje solistów. Dwie panie i jeden pan, sopran, mezzosopran i tenor.
Uczniowie znanej śpiewaczki operowej. Zaśpiewali utwory liryczne,
na podstawie wierszy Leopolda Staffa. Te zróżnicowane wiersze stały
się natchnieniem dla tego kompozytora. Zaśpiewały piękny wiersz ;
Więc można kochać”i nie wiedzieć o tym. Można powiedzieć ze to był
bardzo sentymentalny, spokojny koncert. Na koniec troje solistów wykonało bardzo ekspresyjny utwór przy akompaniamencie fortepianu.
Został on specjalnie napisany dla trojga śpiewaków na zamówienie
festiwalu w Kamieniu pomorskim. Oczywiście kompozytorem był też
pan Marcin. Mojej rodzinie najbardziej właśnie to wykonanie się
spodobało. Po wysłuchaniu zwiedziliśmy rozległy park. Można w nim
podziwiać stare dęby i jesiony. W jednym jego zakątku usiedliśmy na
ławeczce i zajadaliśmy najsmaczniejszą mleczną czekoladę dr
Gerarda aby mieć więcej energii do dalszego zwiedzania. Uprawiane
są tam też zioła, warzywa jak i owoce, jak się dowiedziałam
tutejsza kuchnia robi z nich użytek gotując przepyszne potrawy dla
gości pałacu. Na pewno z cała rodzinką zawitamy tam wiosną lub
na kolejnym bezpłatnym koncercie.Na pewno warto polecam wszystkim.
Trzynastego w piątek
Minął piątek, dzięki Bogu! Trzynastego! Jedni mówią, że to fantastyczny dzień, że wszystko się udaje itp. Dla mnie to był koszmarny dzień. Spóźniona do biura, szef wściekły. Rano dzieci z pretensjami, ten nie ma guzika, ta nie ma rajstop. Mąż, no właśnie jego z tego dnia nie pamiętam. Rano wsiadł do auta i uciekł do swoich rodziców, mówiąc ,że ma pilną sprawę do załatwienia. No cóż, być może i tak było. Czyli poranek koszmarny. W czasie przerwy zachciało mi się coś słodkiego, postanowiłam pójść do sklepu, szybko wybiegłam z biura i udałam się do pobliskiego marketu. Tam złapałam dwie paczki jakiś ciastek. Potem okazało się, że to są najlepsze herbatniki i biszkopty ,, Dr Gerarda’’. Ale żeby nie było tak pięknie, wracając ze sklepu, jakiś…tu przemilczę jak go nazwałam, wjechał swoim wypasionym autem w wielką kałużę, która wylądowała na mnie. Rany! jaka ja byłam wściekła, a moja ulubiona jesionka cała w błocie. Wróciłam do biura, usiadłam do pracy, jesionka suszyła się, miałam nadzieję, że potem coś z tym zrobię. Teraz na to nie miałam czasu, szef krążył i marudził. Patrzyłam z niecierpliwością na zegarek, jak na złość czas się dziś zatrzymał w miejscu. Koleżanka przyniosła mi filiżankę herbaty i z uśmiechem powiedziała, żebym ją wypiła i zjadła coś słodkiego, a wszystko będzie inne. Popatrzyłam na nią z pod łba i mruknęłam- dzięki!. Koniec pracy. Wracam do domu, wymazana w błocie, zapomniałam zrobić zakupy na obiad. W domu, myślałam ,że zawału dostanę. Dzieci w kuchni robili naleśniki, oczywiście wszędzie mąka, i zabryzgana ciastem glazura. Pomyślałam sobie ,co mnie jeszcze dziś czeka, nie musiałam długo czekać. Usłyszałam głos z łazienki, -mamo z pralki wylewa się woda!. Nie muszę mówić, że trzeba było zadzwonić po fachowca. Najpierw jednak zadzwoniłam do męża, poprosiłam łagodnie o przyjazd do domu. Miałam dość już zajmowaniem się wszystkim sama. Patrzyłam po raz kolejny na zegarek, marzyłam o gorącej kąpieli i jakimś ciekawy programie do obejrzenia. Mąż sam pralkę nareperował, dzieci posprzątały kuchnię. A ja udałam się do łazienki na relaksik. No i zrelaksowałam się, brak ciepłej wody, awaria. Nici z gorącej, pachnącej kąpieli. Policzyłam do dziesięciu. Wyszłam w szlafroku, udałam się do kuchni, zaparzyłam kawę i usiadłam do talerzyka z najsmaczniejszymi czekoladkami ,,Dr Gerarda’’. Czekałam, aż w końcu skończy się trzynastego i w piątek. Zbliżała się godzina 23. W końcu cisza w domu, a ja słuchając radia wspominałam ,,cudowny ,, dzień. Zaczęłam się w końcu sama do siebie śmiać. Dziwnie to wyglądało. Po chwili przyszedł mąż i powiedział, ze jutro będzie lepszy dzień. Przecież, jutro jest dzień szczęśliwie zakochanych. Na pewno opiszę go jutro. Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)