środa, 4 lutego 2015

Zima zaskoczyła.

No i  przyszła zima tak bardzo oczekiwana przez dzieci bo dla nich to wielka frajda, dla dorosłych to raczej już nie.Mimo swoich uroków stwarza duże utrudnienie i zagrożenie Pewnego razu gdy śniegu napadało już sporo a w nocy mróz ściął kałuże i bagna Artur,Szymon,Tymon koledzy z jednego podwórka postanowili że po lekcjach pójdą inną drogą by sprawdzić czy stawy są po zamarzane, Zamarzał każdej zimy. Ale sprawdzić trzeba. Gdy już wszytscy byli po lekcjach już mieli wychodzić ale Artur wpadł na pomysł  żeby pojść do szkolnego sklepiku i kupić jakieś słodycze , wybrali wyroby Dr.Gerard,najsmaczniejsze herbatniki i biszkopciki no i po takim zaopatrzeniu się wybrali się w drogę. Szli wąską drą, wzdłuż szkolnego parkanu. Tuż za boiskiem skręcili wzdłuż niewielkiego wzniesienia, który zasłaniało lasek i staw położony obok niego. – Na pomoc! Ratunkuuuuu!!!!
- Stanęli, nasłuchują. – Ratunku! Naaaaa pooomoooo….- wołanie powtórzyło się.
Spojrzeli po sobie, bez zbędnych słów ruszyli tam, skąd nadal słychać było dramatyczne wołanie. Po krótkim biegu znaleźli się na wzgórzu, z którego widać już było zamarznięty staw, na lodzie czarną plamę wody, a w niej dwie kolorowe czapeczki… Szmon bez wahania rzucił komendę: - Dawać szaliki! 
Związane razem trzy szaliki utworzyły sznur, który próbowali rzucić znajdującym się w wodzie malcom. Niestety ten zrobiony na poczekaniu sprzęt ratunkowy okazał się za krótki. Opuścili bezradnie ręce. To na nic, sami nie dadzą rady…
Wtedy nieoczekiwanie na pobliskiej szosie ukazał się czerwony strażacki samochód. Wracał z akcji? Spieszył do ognia? Czy takim chłopcom jak oni wolno go zatrzymać? W desperackim j odruchu krzyknęli niemal równocześnie: - Na pomoc!...- zaczęli wymachiwać rękami.
Samochód przejechał jeszcze kilkanaście metrów drogą i gwałtownie skręcił w lewo. Widocznie kierowca usłyszał, a być może i dojrzał, co się dzieje na lodzie, bo przeorawszy zaśnieżone pole, zjechał nad sam staw. Poszły w ruch strażackie drabiny. Chłopcy w granatowych mundurach ułożyli je jak pomost łączący brzeg z lodowatą pułapką. Po nim wyciągnięto zdrętwiałych malców z topieli. Teraz szybko do domów! Samochód zawrócił ku szosie i na sygnale popędził do wioski. A chłopcy byli tak przestraszeni po prostu w szoku że zapomnieli o kupionych ciasteczkach i w ogóle ich nie jedli, no a ze względu na zdarzenie sytuacja się nagłośniła i na reakcje nie trzeba było długo czekać.
Nazajutrz do  szkoły przyszedł komendant miejscowej straży pożarnej i opowiedział o wczorajszym zdarzeniu wszystkim dzieciom. Wszystkie dzieci podziwiały  Artura,Szymona i Tymona  Na znak tego, że można na nich liczyć w każdej chwili i sytuacji, pani wręczyła im paczki w których były najlepsze  wyroby Dr. Gerard. markizy, rurki waflowe.i czerwone serca z napisami: „ Na mnie zawsze możesz liczyć”. Pani przypomniała dzieciom, że bawić się wolno tylko na specjalnie do tego przygotowanym lodowisku Bo mimo na tym przykładzie w tym nieszczęściu skończyło się szczęśliwie innym razem może tak się nie skończyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz