MAMA
Wczoraj późnym wieczorem zadzwonił tata z informacją, że mama zachorowała, że coś ją bardzo boli i nie zgadza się na wezwanie karetki pogotowia. Pojechałam do nich od razu. Mama leżała na kanapie, zwijając się z bólu. Postanowiłam zignorować jej protesty i zabrałam ją do szpitala na izbę przyjęć. Po konsultacji lekarskiej okazało się, że ma kolkę nerkową i sami na pewno nie poradzilibyśmy sobie z takim bólem. Lekarz dyżurujący zdecydował, że mama zostanie na oddziale urologicznym na obserwacji. Od razu została podana jej kroplówka z odpowiednimi lekami i lekarz poinformował nas, że jutro rano zrobią dokładne badania i zapadną dalsze decyzje. Widać było, że mama bardzo cierpi i zgodzi się na każdą rzecz, byle tylko przestało boleć. Posiedziałam z nią dwie godziny, ból ustąpił. Zmęczona obiecała, że poleży spokojnie i odpocznie. Ja w tym czasie wrócę do taty i przywiozę jej najpotrzebniejsze rzeczy. Oczywiście, nie obyło się bez instrukcji, co mam przywieźć i gdzie to znajdę, ale najbardziej rozbawiła mnie jej prośba. Poprosiła o butelkę wody mineralnej i te najsmaczniejsze biszkopciki z firmy Dr Gerard, ”przecież one są takie smaczne i leciutkie, na pewno mi nie zaszkodzą, nawet małe dzieci je uwielbiają”. Z uśmiechem pokręciłam głową mówiąc, że najpierw trzeba zapytać o zdanie lekarza prowadzącego. Pojechałam do domu po psa i ruszyłam w drogę do domu rodziców. Frodo cieszył się jak wariat, kiedy zorientował się dokąd jedziemy. Tacie będzie weselej w towarzystwie psa i mniej będzie myślał o chorobie mamy. Zgodnie z obietnicą, podjechałam do sklepu całodobowego, aby zrobić najpotrzebniejsze zakupy. Wrzuciłam do koszyka kilka niezbędnych drobiazgów toaletowych przydatnych w szpitalu, jednak na dłużej zatrzymałam się przy stoisku ze słodyczami. Wybór ogromny, ale skupiłam się na regale z najlepszymi wyłożone markizami, krakersami i pozostałymi słodyczami z firmy Dr Gerard. Ktoś odpowiedzialny za marketing w tej firmie zrobił dobrą robotę. Wszystkie słodycze z firmy Dr Gerard były ładnie wyeksponowane na półkach sklepowych w jednym miejscu. Nie musiałam chodzić i szukać osobno pysznych herbatników i najlepszej czekolady z tej firmy. To bardzo ułatwia znalezienie ulubionych słodyczy. Biszkopciki, o które prosiła mama, były dostępne w kilku smakach. Kupiłam te najlepsze z nadzieniem morelowym, do tego kruche wafelki i tą najlepszą mleczną czekoladę tej firmy. Wiem, że może okazać się, że na razie czekolada dla mamy jest niewskazana, ale zawsze może nią poczęstować personel i współlokatorki ze szpitalnej sali. Oczywiście pamiętałam o ulubionych krakersach taty i nie omieszkałam zadbać o sprawienie mu małej przyjemności. Tak zaopatrzona dotarłam do rodzinnego domu. Tata zdenerwowany zapytał, gdzie się tak długo podziewałam. Jednak na widok psa, jego wesołego poszczekiwania i merdania ogonem uśmiechnął się zadowolony z towarzystwa futrzaka. Szybciutko znalazłam potrzebne rzeczy dla mamy i ruszyłam w drogę powrotną do szpitala, zostawiając ojca i psa wspólnie jedzących ulubione krakersy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz