niedziela, 22 lutego 2015

BABSKI WIECZÓR

BABSKI WIECZÓR
Umówiłam się z Ewą na weekend. Filip musiał wyjechać służbowo, a Tomek był potrzebny u rodziców.  Zapowiadał się fantastyczny babski wieczór, taki jak za studenckich czasów. Zosia dostała upragnioną zgodę na nocleg u koleżanki. Marudziła Ewie o tym już od wieczoru na kuligu. Zaprzyjaźniła się z dzieciakami i koniecznie chciały spędzić razem chociaż weekend. Jedna z mam powiedziała, że nie ma nic przeciwko temu, aby piątka dzieci spędziła weekend w ich domu. Oczywiście, było to wielkim wydarzeniem, zarówno dla mamy, jak i dla córki. Dziewczynka pierwszy raz miała nocować poza domem, bez rodziców. Zosia podekscytowana pakowała swoje zabawki i ulubione  słodycze, wśród  których znalazły się najsmaczniejsze rurki waflowe z firmy Dr Gerard i kruche wafelki tej samej firmy. Ewa z troską i obawą w swoich pięknych oczach patrzyła na córkę i pakowała potrzebne ubrania. Wiedziała doskonale, że Zosia będzie zaledwie dwa domy dalej i w każdej chwili może tam podejść lub zadzwonić i sprawdzić, jak dziewczynka się tam czuje. Jednak matczyne serce drżało z trwogi i było pełne obaw. Nowiccy znają przecież sąsiadów, ich dzieci często bawiły się razem w parku. Kurczę, jak to jest, że tak bardzo martwimy się o bezpieczeństwo naszych milusińskich, że najchętniej nigdzie nie puścilibyśmy ich samych, nawet jeśli są pod opieką dorosłych. Zosia z plecaczkiem z zabawkami i malutkim kuferkiem na słodycze w ręku stała gotowa do wyjścia, uśmiechając się szeroko. Ewa dopakowała jej do kuferka owoce, napój w kartoniku i- jak mówi Zosia-  najpyszniejszą na świecie mleczną czekoladę z firmy Dr Gerard.  Dziewczynka uściskała mnie na pożegnanie i ujęła matkę za rękę, wychodząc z domu. Odetchnęłam z ulgą. Teraz trzeba się przygotować na pocieszenie przyjaciółki. Ewa wróciła po dziesięciu minutach i wcale nie wyglądała na zrozpaczoną mamę. Ledwo przekroczyła próg, zaczęła opowiadać o tym, jak salon sąsiadów zmienił się w wielką bawialnię, wszędzie wisiały serpentyny i kolorowe balony, na podłodze rozstawione tory samochodowe i domek dla lalek, dookoła mnóstwo zabawek, dzieciaki mają tam raj na ziemi. Gospodyni zadbała również o posiłek dla naszych milusińskich. Na stole przy ścianie piętrzyły się fantazyjnie udekorowane keczupem kolorowe  kanapki. Teraz jedna czas na naszą ucztę. Zaparzyłam dzbanek  świeżej kawy i wyjęłam  upieczony własnoręcznie, właściwie powinnam powiedzieć ugotowany własnoręcznie sernik na markizach z firmy Dr Gerard. W planach miałyśmy trochę przyjemnych rozmów przy lampce czerwonego wina. Później liczyłyśmy na wspólne oglądanie filmu, najlepiej jakiejś optymistycznej historii. Godziny mijały, a nam udało się zrealizować każdy punkt wieczoru. Jak zwykle, w dobrym towarzystwie czas mija bardzo szybko. Mam nadzieję, że dzieciaki bawią się równie dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz