Dzień dobry,
czy dobry, zadaję sobie to pytanie każdego dnia. Dzieci na chorobowym, żona na
urlopie i ja w tym wszystkim. Podawanie antybiotyku i niepewność będzie
wymiotować czy nie. Tak wygląd moja teraźniejszość. Wpadliśmy na pomysł, że
skoro mamy kamerę i nagrywamy dzieci od chwili narodzin, to trzeba obejrzeć te
nagrania. A jest to kilkadziesiąt płyt DVD. Kupiliśmy w Biedronce zapas
najsmaczniejszych ciastek „dr Gerard”, zapas napojów i siadamy przed
telewizorem i oglądamy. Córka ma w tej chwili cztery lata i zapomnieliśmy jak
to było, gdy miała pół roku. Gdy zobaczyliśmy film to nie mogliśmy się
powstrzymać od śmiechu a uśmiech nie znikał z twarzy. Gdy synek, jako starszy
brat dawał jej do jedzenia najlepsze rurki waflowe. Albo, gdy studził jedzonko dmuchając
na łyżeczkę a córcia niczym pisklę z otwartym dziobkiem wyskoczyłaby z
krzesełka. Albo, gdy zaczęła raczkować a tata nie przewidział, że maluda widząc
jak zajada najsmaczniejsze czekoladki to i ona będzie chciała, wdrapie się po
kolanach do ławy i zrzuci talerzyk. Minęły niecałe cztery lata i z malutkiej
dziewczynki wyrosła piękna „dziewczyna”, która już wie, że najlepsze słodycze
produkuje firma „dr Gerard”. Jeszcze więcej radości sprawiły nam filmy z przed
siedmiu lat, gdy synek miał roczek, gdzie tata miał sylwetkę top modela, a
potem zapoznał najsmaczniejsze rurki waflowe i trochę przybrał tu i ówdzie. Jednak
najlepsze nagrania są z zabawy w kałuży. Taki sobie bąbelek dwuletni, w
płaszczyku przeciwdeszczowym „żabie” i kaloszkach i plusk wody i radość
chlapania i niezadowolenie rodziców z przemoczenia całego ubrania. Dobrze pamiętam
tą sytuację, synek pomoczył spodenki, więc przebraliśmy go w suche a te mokre
powiesiliśmy na poręczy schodów. Dziecku zachciało się jeść, więc poszliśmy
kupić jakieś najlepsze czekoladki i zapomnieliśmy o nich. Ze sklepu poszliśmy
do babci i tam czekały na nas najsmaczniejsze rurki waflowe i tak się
zagadaliśmy i zasiedzieliśmy. I gdy wróciliśmy przed blok spodni już nie było. Cóż
ukradziono. Z mieszanymi uczuciami wdrapaliśmy się na nasze czwarte piętro, a
tu niespodzianka przed naszymi drzwiami na poręczy wiszą i schną owe spodenki. To
sąsiadka domyśliła się, że to naszego rozbójnika i przyniosła je na górę. Kolejną
płyta jest z nagraniami, gdy żona była w drugiej ciąży a kuzynka przyszła ze
swoimi córkami i z najlepszymi wafelkami od „dr Gerard”. I jakie było nasze zdziwienie,
gdy jej siedmiomiesięczna latorośl już chodziła. To była taka malutka osóbka i
zamiast poznawać świat na czworaka to wolała biegać na dwóch swoich,
króciutkich nóżkach. To był wspaniały widok. Dzieci nasze i kuzynki już urosły
i część już chodzi do szkoły, ale nasze spotkania nadal się odbywają. Zarówno my,
jaki i nasze pociechy lubimy spędzać razem czas i wspólnie chodzimy na różne
imprezy. I jest już tradycją, że do wspólnej zabawy zapraszamy słodycze firmy „dr
Gerard”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz