poniedziałek, 23 lutego 2015

Seans filmowy.

Dzień dobry, czy dobry, zadaję sobie to pytanie każdego dnia. Dzieci na chorobowym, żona na urlopie i ja w tym wszystkim. Podawanie antybiotyku i niepewność będzie wymiotować czy nie. Tak wygląd moja teraźniejszość. Wpadliśmy na pomysł, że skoro mamy kamerę i nagrywamy dzieci od chwili narodzin, to trzeba obejrzeć te nagrania. A jest to kilkadziesiąt płyt DVD. Kupiliśmy w Biedronce zapas najsmaczniejszych ciastek „dr Gerard”, zapas napojów i siadamy przed telewizorem i oglądamy. Córka ma w tej chwili cztery lata i zapomnieliśmy jak to było, gdy miała pół roku. Gdy zobaczyliśmy film to nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu a uśmiech nie znikał z twarzy. Gdy synek, jako starszy brat dawał jej do jedzenia najlepsze rurki waflowe. Albo, gdy studził jedzonko dmuchając na łyżeczkę a córcia niczym pisklę z otwartym dziobkiem wyskoczyłaby z krzesełka. Albo, gdy zaczęła raczkować a tata nie przewidział, że maluda widząc jak zajada najsmaczniejsze czekoladki to i ona będzie chciała, wdrapie się po kolanach do ławy i zrzuci talerzyk. Minęły niecałe cztery lata i z malutkiej dziewczynki wyrosła piękna „dziewczyna”, która już wie, że najlepsze słodycze produkuje firma „dr Gerard”. Jeszcze więcej radości sprawiły nam filmy z przed siedmiu lat, gdy synek miał roczek, gdzie tata miał sylwetkę top modela, a potem zapoznał najsmaczniejsze rurki waflowe i trochę przybrał tu i ówdzie. Jednak najlepsze nagrania są z zabawy w kałuży. Taki sobie bąbelek dwuletni, w płaszczyku przeciwdeszczowym „żabie” i kaloszkach i plusk wody i radość chlapania i niezadowolenie rodziców z przemoczenia całego ubrania. Dobrze pamiętam tą sytuację, synek pomoczył spodenki, więc przebraliśmy go w suche a te mokre powiesiliśmy na poręczy schodów. Dziecku zachciało się jeść, więc poszliśmy kupić jakieś najlepsze czekoladki i zapomnieliśmy o nich. Ze sklepu poszliśmy do babci i tam czekały na nas najsmaczniejsze rurki waflowe i tak się zagadaliśmy i zasiedzieliśmy. I gdy wróciliśmy przed blok spodni już nie było. Cóż ukradziono. Z mieszanymi uczuciami wdrapaliśmy się na nasze czwarte piętro, a tu niespodzianka przed naszymi drzwiami na poręczy wiszą i schną owe spodenki. To sąsiadka domyśliła się, że to naszego rozbójnika i przyniosła je na górę. Kolejną płyta jest z nagraniami, gdy żona była w drugiej ciąży a kuzynka przyszła ze swoimi córkami i z najlepszymi wafelkami od „dr Gerard”. I jakie było nasze zdziwienie, gdy jej siedmiomiesięczna latorośl już chodziła. To była taka malutka osóbka i zamiast poznawać świat na czworaka to wolała biegać na dwóch swoich, króciutkich nóżkach. To był wspaniały widok. Dzieci nasze i kuzynki już urosły i część już chodzi do szkoły, ale nasze spotkania nadal się odbywają. Zarówno my, jaki i nasze pociechy lubimy spędzać razem czas i wspólnie chodzimy na różne imprezy. I jest już tradycją, że do wspólnej zabawy zapraszamy słodycze firmy „dr Gerard”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz