poniedziałek, 2 lutego 2015

Ballada wagonowa.

Witam Was drogich internautów. Pewnego dnia odwiedziłem moją panią doktor rehabilitanta, ponieważ uznałem, że przyszła pora odpocząć od rodziny. Czyli dostałem skierowanie do sanatorium. Aby mnie z zaskoczenia nie odwiedzili, poprosiłem o wyjazd w góry. Minęło chyba trzy miesiące i dostałem skierowanie. Szczawno Zdrój, gdzie to jest, ta nazwa nic mi nie mówiła. Wyszukałem na mapie i uznałem, że to chyba pomyłka. W Wałbrzychu na Śląsku mam się leczyć. To nie była pomyłka. Sprawdziłem połączenia pociągami i gdy data wyjazdu nadeszła ruszyłem w podróż. Zawsze w takich chwilach towarzyszą mi najlepsze markizy firmy „dr Gerard” lub inne ich produkty. Zająłem miejsce w przedziale wraz z dwoma chłopakami, którzy jechali do Wrocławia do wojska oraz starszą Panią z wnuczkiem. Owa pani, aby podróż upłynęła w miłej atmosferze poczęstowała nas najsmaczniejszą kostką waflową. No i przełamaliśmy lody, młodzi wojacy jakoś dziwnie trzeźwi, a może to już nie modne pić z okazji poboru czy wyjścia do rezerwy. W Poznaniu dosiadło się dwóch studentów i zrobiło się wesoło i śpiewnie. Gitara, którą wieźli wybrzmiewała w całym wagonie. Okazało się, że „dr Gerard” jest obecny w całej Polsce i wszyscy uważają go za czołowego producenta słodyczy. Ja zgadzam się całkowicie z tą tezą. W dalszej wycieczce przekąsiliśmy jeszcze najlepsze kruche wafelki i jakieś inne przysmaki. Od studentów dowiedziałem się, ze w Wałbrzych to nie tylko ceramika i talerze, ale w pobliżu jest wzniesiony zamek Książ. A to jest kawał naszej historii i opowiedzieli nam o planach hitlerowców związanych z tymi ziemiami. Tak ciekawie opowiadali, że podczas sześciu godzinnej jazdy nikt nie usnął. Na jednej ze stacji pan z wózkiem ze słodyczami oferował nam jakieś batony, lecz nie miał najsmaczniejszych słodyczy „dr Gerard”, więc na nas nie zarobił. Śmialiśmy się, że wózek ze słodyczami jak w książkach o przygodach Harrego Pottera w ekspresie Londyn – Hogwart. Okazało się, że nie tylko najlepsze kruche wafelki nas łączą, ale też jesteśmy fanami sagi o małym czarodzieju. I nasza dalsza podróż minęła na rozmowach o książkach i co jest lepsze film czy literatura. Jak zaczęliśmy wymieniać, czego nie było w filmie o szkole magii i skąd wzięli pomysł na trzy filmy o Hobbicie doszliśmy do wniosku, że książka zawsze jest lepsza. A Stephen King jest ulubionym autorem większości pasażerów naszego przedziału. Chociaż „Zielona Mila” mu nie wyszła. Gdy miałem wysiadać przegryzłem najsmaczniejsze markizy, wziąłem walizkę i w drogę. Wałbrzych nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Natomiast samo Szczawno już tak, piękna architektura, oaza zieleni i duże zaplecze sanatoryjne. I zamek Książ na wyciągnięcie ręki. Jeszcze bardziej zdziwiły mnie zasady w uzdrowisku niczym z komedii Stanisława Bareji, wspólne łazienki i toalety na piętrze, zamykanie drzwi o 22.00 i sprawdzanie ilości osób w pokojach.

Pozdrawiam Wszystkich Kuracjuszy. L. K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz