Witam Was
drogich internautów. Pewnego dnia odwiedziłem moją panią doktor rehabilitanta,
ponieważ uznałem, że przyszła pora odpocząć od rodziny. Czyli dostałem
skierowanie do sanatorium. Aby mnie z zaskoczenia nie odwiedzili, poprosiłem o
wyjazd w góry. Minęło chyba trzy miesiące i dostałem skierowanie. Szczawno
Zdrój, gdzie to jest, ta nazwa nic mi nie mówiła. Wyszukałem na mapie i
uznałem, że to chyba pomyłka. W Wałbrzychu na Śląsku mam się leczyć. To nie
była pomyłka. Sprawdziłem połączenia pociągami i gdy data wyjazdu nadeszła
ruszyłem w podróż. Zawsze w takich chwilach towarzyszą mi najlepsze markizy
firmy „dr Gerard” lub inne ich produkty. Zająłem miejsce w przedziale wraz z
dwoma chłopakami, którzy jechali do Wrocławia do wojska oraz starszą Panią z
wnuczkiem. Owa pani, aby podróż upłynęła w miłej atmosferze poczęstowała nas
najsmaczniejszą kostką waflową. No i przełamaliśmy lody, młodzi wojacy jakoś
dziwnie trzeźwi, a może to już nie modne pić z okazji poboru czy wyjścia do
rezerwy. W Poznaniu dosiadło się dwóch studentów i zrobiło się wesoło i
śpiewnie. Gitara, którą wieźli wybrzmiewała w całym wagonie. Okazało się, że „dr
Gerard” jest obecny w całej Polsce i wszyscy uważają go za czołowego producenta
słodyczy. Ja zgadzam się całkowicie z tą tezą. W dalszej wycieczce
przekąsiliśmy jeszcze najlepsze kruche wafelki i jakieś inne przysmaki. Od studentów
dowiedziałem się, ze w Wałbrzych to nie tylko ceramika i talerze, ale w pobliżu
jest wzniesiony zamek Książ. A to jest kawał naszej historii i opowiedzieli nam
o planach hitlerowców związanych z tymi ziemiami. Tak ciekawie opowiadali, że podczas
sześciu godzinnej jazdy nikt nie usnął. Na jednej ze stacji pan z wózkiem ze
słodyczami oferował nam jakieś batony, lecz nie miał najsmaczniejszych słodyczy
„dr Gerard”, więc na nas nie zarobił. Śmialiśmy się, że wózek ze słodyczami jak
w książkach o przygodach Harrego Pottera w ekspresie Londyn – Hogwart. Okazało się,
że nie tylko najlepsze kruche wafelki nas łączą, ale też jesteśmy fanami sagi o
małym czarodzieju. I nasza dalsza podróż minęła na rozmowach o książkach i co
jest lepsze film czy literatura. Jak zaczęliśmy wymieniać, czego nie było w
filmie o szkole magii i skąd wzięli pomysł na trzy filmy o Hobbicie doszliśmy
do wniosku, że książka zawsze jest lepsza. A Stephen King jest ulubionym
autorem większości pasażerów naszego przedziału. Chociaż „Zielona Mila” mu nie
wyszła. Gdy miałem wysiadać przegryzłem najsmaczniejsze markizy, wziąłem
walizkę i w drogę. Wałbrzych nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Natomiast samo
Szczawno już tak, piękna architektura, oaza zieleni i duże zaplecze
sanatoryjne. I zamek Książ na wyciągnięcie ręki. Jeszcze bardziej zdziwiły mnie
zasady w uzdrowisku niczym z komedii Stanisława Bareji, wspólne łazienki i
toalety na piętrze, zamykanie drzwi o 22.00 i sprawdzanie ilości osób w
pokojach.
Pozdrawiam Wszystkich
Kuracjuszy. L. K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz