poniedziałek, 16 lutego 2015

Ferie.

Ratunku pomocy. Po tygodniu z chorymi dziećmi w domu przyszedł czas na dwutygodniowe ferie zimowe. Czyli kolejne czternaście dni walki wręcz i przepychanek słownych między moimi dziećmi. A zimy i śniegu nie ma widoku. Przez to, że były chore i na antybiotyku nie mogą chodzić ani na basen, ani na lodowisko ani na treningi. Tylko zabawy w domu i spacerki oraz przysmaki firny „dr Gerard”. Już nawet babcia, gdy ją odwiedzamy częstuje nas tymi słodyczami. Więc drodzy internauci przyślijcie pomysły jak mam zagospodarować czas wolny moim pociechom. Nie muszę dodawać, że zapas ciastek takich jak najsmaczniejsza kostka waflowa, jest pochłaniany przez nas w minutę i muszę ograniczyć słodkości albo wykupić abonament u dentysty. Przez to, że syn nie może grać w piłkę to najlepszą atrakcją jest telewizja i konsola do gier. Plus tej sytuacji jest taki, że zaczął oglądać Animal Planet i inne programy przyrodniczo – naukowe. Jednak, gdy spotka się z kolegami to w głowach tylko Minecraft lub inne gry. Zapominają o świecie tylko czasem przegryzą najlepsze rurki waflowe. Zapominają nawet o jedzeniu, piciu i aby iść do toalety. Córka najchętniej bawi się w mamę lub w przedszkole. Więc czasem jestem tatą, czasem wujkiem lub synkiem a czasem bywam Panią Gosią. Czego się nie robi dla zabawy z dzieckiem. I gdy już jesteśmy przedszkolankami to karmimy dzieci najsmaczniejszymi biszkopcikami. A córcia dopytuje „cy te ciastecka to od „dr Gerard”? Ma cztery lata i już wie, co dobre. A bywa tak, że przyjdzie kuzyn lub kuzynka i w tedy jest kłótnia, kto, z kim ma się bawić. Bo córcia chce się bawić z Filipem a synuś uważa, że to jego gość i ma się z nim bawić. I odwrotnie, z kolegami i koleżankami to samo. Najlepiej, gdy wszyscy przyjdą razem. Tak było w piątek do córci na imieniny przyszły kuzynki a do syna kuzyn i kolega i sąsiadki z zaległymi lekcjami. My zorganizowaliśmy najsmaczniejsze rurki waflowe i najlepszą kostkę waflową i napoje i dzieciaki miały zabawę po pachy. Starsze grały na kompie a młodsze miały imprezę taneczną. Zaczęło się, gdy włączyłem fragment mojego koncertu w Internecie, dziewczyny zaciągnęły do tańca mamy i się działo. Następnie poszła w ruch płyta z muzyką dla dzieci Mini Mini. I ja również zostałem wchłonięty przez tancerzy. A ja chciałem zjeść najsmaczniejsze biszkopciki, więc zaaranżowałem zabawę w muzyczne krzesła. Ustawiłem krzesła tak by brakowało jednego i gdy ucichła muzyka dzieci i mamy musiały usiąść na nich. I kto nie miał siedzenia ten odpadał. To był dobry pomysł, ja rządziłem pilotem i robiłem pauzy i jednocześnie zajadałem najlepsze przysmaki firmy „dr Gerard”. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz