WALENTYNKI
Na sobotę byliśmy umówieni z Filipem w porze obiadowej, potem mieliśmy iść na krótki spacer. Walentynkowy wieczór miał się rozpocząć romantyczną kolacją w maleńkiej, uroczej restauracji. Niestety, tylko tyle szczegółów mój facet mi zdradził i to tylko dlatego, abym nie szykowała niczego w domu. Udało mi się kupić dla Filipa jedwabny krawat w kolorze jego oczu. Prezentował się fantastycznie, był delikatny w dotyku, zupełnie gładki, wykończony u dołu subtelnym wzorem w tonie ciemniejszym, niż całość. Prezent był zapakowany w ładne, gustowne pudełko. Bardzo cieszył mnie ten zakup i miałam szczerą nadzieję, że zrobi wrażenie na Filipie. Ukochany pojawił się w moim mieszkaniu punktualnie o dwunastej. Trzymał przed sobą piękny kosz pełen róż. Widok był niesamowity, róże były ogromne, wokół bukietu unosił się intensywny, słodki zapach. Do uchwytu kosza czerwoną kokardą w złote prążki przywiązana była okolicznościowa kartka. Po otwarciu kartki odczytałam dedykację od Filipa: ”Miłość to jedyna rzecz, którą się mnoży, gdy się ją dzieli”. Dodatkowo w koszu ukryte były najlepsze czekoladki z firmy Dr Gerard i andruty. Wszystko zostało sprytnie wpasowane w bukiet i prezentowało się uroczo. Widok Filipa z koszem pełnym róż wzruszył mnie do głębi. Kurczę, ten facet ma klasę, wie, jak podejść kobietę. Podarowałam mu krawat, ucieszył się bardzo i stwierdził, że trafiłam w jego gust doskonale. Byłam przeszczęśliwa, w cudownym nastroju zjedliśmy obiad, a potem szliśmy trzymając się za ręce alejkami w parku. Zapytałam go, skąd pomysł, aby do bukietu dołączyć słodycze? Filip z tym swoim szelmowskim uśmiechem odpowiedział, że przecież cały czas słyszy o tym, że te czekoladki z Dr Gerard są najsmaczniejsze, że od razu poprawiają nastrój, a andruty mogłabyś pałaszować, jak mała dziewczynka, hihihi. Poczułam się lekko urażona i skwitowałam to obawą, że teraz pani z kwiaciarni pewnie pomyśli o mnie, jak o łasuchu. Filip śmiał się w głos, a ja ze spuszczoną głową szłam dalej. W odpowiedzi usłyszałam słowa, na które czekałam od dawna. Filip odpowiedział bowiem, że kocha tego łasucha. Poczułam się wyjątkowo, szeroki uśmiech zagościł na mojej twarzy. No i jak tu się gniewać na takiego faceta? Nieśmiało wyszeptałam mu do ucha podobne wyznanie i ruszyliśmy dalej. Dobry humor nas nie opuszczał. Po powrocie do domu przebrałam się w wizytową sukienkę i poszliśmy do restauracji na kolację. Nastrój był wyjątkowy, jedzenie smaczne, kelnerzy wręcz niewidoczni, dekoracje na stołach w dobrym guście. Romantyczna kolacja była najpiękniejszą w moim życiu. Po pysznym posiłku trudno było wstać od stołu. Wieczór zakończyliśmy lampką wina. Wspomnienia tego wieczoru będą mi towarzyszyć już zawsze. Walentynki to w gruncie rzeczy bardzo miłe święto, hihi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz