TŁUSTY CZWARTEK
Wróciłam do siebie troszeczkę zmęczona tym wydłużonym czasem dojazdu do pracy, zakupami dla dwóch domów i psem opieszale wykonującym polecenia. Mama czuje się już dobrze i faktycznie stosuje się do zaleceń lekarza. Swoją drogą, jak to jest, że gdy człowiek zachoruje, to jest wstanie zmienić wiele nawyków żywieniowych i ruchowych po to, aby ochronić siebie przed kolejnym bólem. Słowa lekarza traktuje jak wyrocznię. Mam nadzieję, że wytrwa w tych postanowieniach, czego jej z całego serca życzę. Ja mogę spokojnie wyspać się w swoim łóżku i wypoczęta z nową energią wziąć się do pracy. Nawet nie wiem, kiedy minął ten tydzień, już za chwilę tak zwany tłusty czwartek. Dziewczyny w pracy o niczym innym nie mówią, chcą, żebym urządziła małą prywatkę z tej okazji. Pewnie ulegnę namowom, ale pod warunkiem, że wszyscy uczestnicy imprezy będą dzielić ze mną obowiązki w przygotowaniu uczty. Trzeba spokojnie pomyśleć, ile osób zmieści się bez tłoku w moim mieszkaniu i jak rozdzielić sprawiedliwie obowiązki wśród uczestników. Danusia zobowiązała się, że upiecze pączki, aby tradycji stało się zadość. Panowie oczywiście zażyczyli sobie kanapeczek na najlepszych krakersach z firmy Dr Gerard. Tym razem nie wymigam się od przygotowania tych wspaniałości. Któraś z dziewczyn obiecała zrobić super sałatkę, Ewka zrobi śmietankowiec na najsmaczniejszych herbatnikach Dr Gerard. Ja zajmę się przygotowaniem smacznego dania na ciepło, najlepiej jednogarnkowego, abym za dużo czasu nie musiała spędzić w kuchni. Panowie zadbają o trunki i napoje, a Filip dodatkowo jeszcze o muzykę. Obiecał także pomoc podczas sprzątania. Musimy przygotować listę zakupów i podjechać samochodem do któregoś z marketów. No to machina ruszyła. Sklepowy wózek szybko wypełnił się potrzebnymi produktami z listy i tymi mniej potrzebnymi, które mogą się przydać przy okazji. Filip dołożył do zakupionych produktów duży pojemnik z lodami i dwa opakowania rurek waflowych o dwóch różnych smakach z dobrze znanej nam firmy. Kiedy zapytałam, po co nam aż tyle, stwierdził z tym swoim szelmowskim uśmiechem na twarzy, że jedne rurki zjemy jeszcze dzisiaj, a drugie będą do dekoracji lodów w pucharkach. Wzruszyłam ramionami i zaakceptowałam pomysł. Ja dorzuciłam jeszcze mleczną czekoladę, której smak wprawia mnie w wyśmienity nastrój. Wieczór zapowiadał się ciekawie. Muszę zadbać jeszcze o swój wygląd. Mam nadzieję, że uda mi się umówić na wizytę u fryzjera i u kosmetyczki. Pozostał jeszcze odwieczny problem kobiet w takiej sytuacji , a mianowicie: co na siebie włożyć? Faceci to mają dobrze, nie martwią się którą koszulę, czy może t-shirt założyć. I zawsze dobrze wyglądają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz