Witam wszystkich. Ostatnio pisałam o pechowym piątku trzynastego. Mąż , obiecał mi , że kolejny dzień będzie o wiele lepszy. I dotrzymał słowa. W sobotę, nie miałam ochoty wstawać z łóżka, po poprzednim dniu miałam serdecznie wszystkiego dosyć. Najchętniej uciekłabym na bezludną wyspę. Chyba byłam przemęczona. W pracy ostatnio miałam bardzo dużo pracy. Wszystko miało być zrobione na wczoraj, ale tak jest na początku roku. Otworzyłam oczy, za oknem świeciło słońce, luty a tak ciepło, pomyślałam. Słyszałam ,jak po kuchni krzątają się dzieciaczki z mężem. Do sypialni, dolatywały mnie bardzo smaczne zapachy. Zrobiłam się głodna. Nagle otworzyły się drzwi, zobaczyłam w nich męża ubranego w fartuszek, pytał mnie czy już wstaję ?, a właściwie brzmiało to jak rozkaz. Ok., wstałam. Mąż zaprowadził mnie do łazienki. Zaniemówiłam. W wannie była nalana już woda, dużo pachnącej piany. Wokoło stały świece, a na stoliczku zachęcająco pachniały świeże truskawki. I to wszystko dla mnie. Byłam szczęśliwa. Marzyłam o czymś takim. Nie sądziłam, że mój mąż jest taki romantyczny. Kąpiel zrelaksowała mnie, zapomniałam już o niepowodzeniach poprzedniego dnia. Po godzinie wyszłam z wanny, byłam coraz bardziej głodna . Kiedy weszłam do kuchni, oczom moim ukazał się pięknie udekorowany stół. Róże w wazonie, talerze, świece. Dzieci uśmiechnięte od ucha do ucha, poprzebierane za kelnerów. Usiadłam z mężem, a dzieci obsługiwały nas. Przypomniałam sobie, że przecież czternastego lutego to nie tylko dzień zakochanych, ale to też dzień ,kiedy mój mąż oświadczył mi się. Miałam przygotowane prezenty dla dzieci i męża. Wcześniej kupiłam już najsmaczniejsze czekoladki dla dzieci , oraz najlepsze rurki waflowe i kostkę waflową, którą uwielbiał mój mąż . Wszystkie te produkty są produkowane przez ,, Dr Gerard’’. Śniadanie było przepyszne, żartowaliśmy , wspominaliśmy nasze pierwsze spotkanie, a potem oświadczyny. Dzieci zadawały dużo pytań. Po obfitym posiłku, postanowiliśmy ,ze razem pójdziemy do kina. Wybraliśmy komedię. Po kinie, zaprosiłam całą rodzinę do restauracji na obiad. Nie zdarza nam się to często, więc, takie wyjście to atrakcja i wielka przyjemność dla wszystkich. Szaleliśmy dziś ze wszystkim, raz się żyje. Po obiedzie udaliśmy się do domu, by się przebrać. Wspólnie z rodziną postanowiliśmy pójść na basen. Po remoncie, na basenie było wiele atrakcji dla dzieci jak i dla dorosłych. Było naprawdę cudownie i śmiesznie. Wieczór spędziliśmy przed telewizorem, wspólnie graliśmy w zabawne gry. Potem kolacja, przygotowana przez męża, lampka wina. Mąż poczęstowałam nas, najlepszymi wafelkami,, Dr Gerarda’’. Dzieci pomęczone szybko pozasypiały, a my z mężem jeszcze długo wspominaliśmy nasze wspólne chwile. Postanowiliśmy, że będziemy częściej w taki sposób spędzać wolny czas. Czy to się uda? To pokaże przyszłość. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz