poniedziałek, 9 lutego 2015

W drodze.


Witam gorąco drogich internautów. W ten weekend dowiedziałem się, że muzyka rockowa nie zna granic, ani państwowych ani wiekowych. W trakcie naszego koncertu rozbawiliśmy publiczność, która uzyskała pełnoletniość w latach 70 i 80. Bawili się lepiej niż piękni dwudziestoletni. Impreza odbywała się ponad dwieście kilometrów od domu. Droga samochodem trwała ponad trzy godziny z przerwą na posiłek. A w trasie przekąszaliśmy najlepsze słodycze „dr Gerard”. Wyjazd zaplanowaliśmy na dwa dni, więc zakupy musieliśmy zrobić duże. Kupiłem najsmaczniejsze kruche wafelki a koledzy najlepsze biszkopciki, a na miejscu, aby uzupełnić cukier była najdelikatniejsza mleczna czekolada. Jak powiedział nasz gospodarz, kupiliśmy sobie publiczność. Więc mamy zaproszenie na kolejne koncerty. A może się okazać, że będzie to wyjazd rodzinny pod namiot. Letnie koncerty odbywają się na scenie nad jeziorem. A nasi najbliżsi uwielbiają wspólne wypady rodzina, przyjaciele, natura i „dr Gerard”. A nasze dzieci, jako mieszczuchy każdy kontakt z naturą i ze zwierzętami chłoną niczym gąbka wodę. Pakujemy materace, śpiwory, maść na komary i najlepsze kruche wafelki i w drogę. Czasem rowerem a czasem samochodem. Żona i ja zawsze lubiliśmy wędrówki, przed laty zjechaliśmy całą Polskę od morza do gór zahaczając Mazury. I zawsze mieliśmy coś słodkiego firmy „dr Gerard” jakąś najlepszą mleczną czekoladę. Pewnych wakacji wybraliśmy się do Szklarskiej Poręby, miało być pięknie. Pogoda popsuła się po dwóch dniach i pozostały tydzień lał deszcz. I zamiast spacery po szlakach, wy wydeptaliśmy szlak do sklepu po najsmaczniejsze biszkopciki. Chociaż muszę się przyznać, że wybraliśmy się do pobliskiego Harahowa w Czeskiej Republice na zakupy oraz romantyczną wycieczkę do Pragi. Gdy wróciliśmy do domu niespełnieni wybraliśmy się pod namiot na Mazury. To był piękny wypad, pole namiotowe, drewniana wygódka, i zbiorowe krany z zimną wodą, a telefon u sołtysa. Pogoda nam dopisała, słońce, upał i czysta woda w jeziorze. A w jedynym sklepie niespodzianka pyszności naszej ulubionej firmy. Niczego nam nie brakowało. Następne lato spędzaliśmy na Półwyspie helskim. Wraz z dziećmi zakotwiczyliśmy w Jastarni i robiliśmy wypady od Władysławowa do Helu. Córeczka miała w końcu okazję zobaczyć Morze Bałtyckie i poczuć słoną wodę. Jednak meduzy pływające i foki zrobiły na niej ogromne wrażenie. My już byliśmy przyzwyczajeni do widoku meduz, ponieważ kilka lat temu byliśmy we Władku i tyle napłynęło meduz, że nie można było dać kroku plażą nie wchodząc na jedną z nich. Jednak najmilej wspominam wyjazd do Łeby. Otwarte morze a nie zatoka, lepsze fale i najsmaczniejsza mleczna czekolada jedzona z ukochaną w czasie zachodu słońca. Romantyczne chwile z miłością mojego życia i ulubionymi słodyczami „dr Gerard”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz