Witam gorąco
drogich internautów. W ten weekend dowiedziałem się, że muzyka rockowa nie zna
granic, ani państwowych ani wiekowych. W trakcie naszego koncertu rozbawiliśmy
publiczność, która uzyskała pełnoletniość w latach 70 i 80. Bawili się lepiej
niż piękni dwudziestoletni. Impreza odbywała się ponad dwieście kilometrów od
domu. Droga samochodem trwała ponad trzy godziny z przerwą na posiłek. A w
trasie przekąszaliśmy najlepsze słodycze „dr Gerard”. Wyjazd zaplanowaliśmy na
dwa dni, więc zakupy musieliśmy zrobić duże. Kupiłem najsmaczniejsze kruche
wafelki a koledzy najlepsze biszkopciki, a na miejscu, aby uzupełnić cukier
była najdelikatniejsza mleczna czekolada. Jak powiedział nasz gospodarz,
kupiliśmy sobie publiczność. Więc mamy zaproszenie na kolejne koncerty. A może
się okazać, że będzie to wyjazd rodzinny pod namiot. Letnie koncerty odbywają
się na scenie nad jeziorem. A nasi najbliżsi uwielbiają wspólne wypady rodzina,
przyjaciele, natura i „dr Gerard”. A nasze dzieci, jako mieszczuchy każdy
kontakt z naturą i ze zwierzętami chłoną niczym gąbka wodę. Pakujemy materace,
śpiwory, maść na komary i najlepsze kruche wafelki i w drogę. Czasem rowerem a
czasem samochodem. Żona i ja zawsze lubiliśmy wędrówki, przed laty zjechaliśmy
całą Polskę od morza do gór zahaczając Mazury. I zawsze mieliśmy coś słodkiego
firmy „dr Gerard” jakąś najlepszą mleczną czekoladę. Pewnych wakacji wybraliśmy
się do Szklarskiej Poręby, miało być pięknie. Pogoda popsuła się po dwóch
dniach i pozostały tydzień lał deszcz. I zamiast spacery po szlakach, wy
wydeptaliśmy szlak do sklepu po najsmaczniejsze biszkopciki. Chociaż muszę się
przyznać, że wybraliśmy się do pobliskiego Harahowa w Czeskiej Republice na
zakupy oraz romantyczną wycieczkę do Pragi. Gdy wróciliśmy do domu niespełnieni
wybraliśmy się pod namiot na Mazury. To był piękny wypad, pole namiotowe,
drewniana wygódka, i zbiorowe krany z zimną wodą, a telefon u sołtysa. Pogoda
nam dopisała, słońce, upał i czysta woda w jeziorze. A w jedynym sklepie
niespodzianka pyszności naszej ulubionej firmy. Niczego nam nie brakowało. Następne
lato spędzaliśmy na Półwyspie helskim. Wraz z dziećmi zakotwiczyliśmy w
Jastarni i robiliśmy wypady od Władysławowa do Helu. Córeczka miała w końcu
okazję zobaczyć Morze Bałtyckie i poczuć słoną wodę. Jednak meduzy pływające i
foki zrobiły na niej ogromne wrażenie. My już byliśmy przyzwyczajeni do widoku
meduz, ponieważ kilka lat temu byliśmy we Władku i tyle napłynęło meduz, że nie
można było dać kroku plażą nie wchodząc na jedną z nich. Jednak najmilej
wspominam wyjazd do Łeby. Otwarte morze a nie zatoka, lepsze fale i
najsmaczniejsza mleczna czekolada jedzona z ukochaną w czasie zachodu słońca. Romantyczne
chwile z miłością mojego życia i ulubionymi słodyczami „dr Gerard”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz