czwartek, 26 lutego 2015

Dylematy kibica.

Witam gorąco, mimo smutku w sercu. Dzisiaj wraz z synem i „dr Gerard” miałem wieczór kibica. I dobrze, że mieliśmy te najsmaczniejsze biszkopciki, ponieważ Legia Warszawa przegrała mecz. Tylko one mogły nas pocieszyć i były nam na osłodę. Kibicowanie piłkarzom w mojej rodzinie jest kwestią genów. Mój ojciec zabierał mnie na mecze miejscowych drużyn, wtedy było jeszcze bezpiecznie na stadionach nawet w pierwszej lidze. I zawsze miał najlepsze krakersy na przekąskę. Ja również zaraziłem tą pasją moje dziecko. Do tego stopnia, że sam gra w jednym z klubów. I największym wydarzeniem w naszym mieście był mecz eliminacji do mistrzostw europy Polska – Andora. Wraz kilkoma kolegami z drużyny i ich ojcami wybraliśmy się na stadion miejski. Każdy z nas miał słodycze ja oczywiście wziąłem najsmaczniejsze wafelki „dr Gerard”. Wracając do wieczoru kibica, zawsze, gdy są ciekawe mecze w telewizji a obowiązkowo, gdy gra reprezentacja Polski lub nasz klub to synek i ja kibicujemy. Czasem przybieramy barwy narodowe, szaliki, malujemy twarze i wywieszamy flagę biało – czerwoną na balkonie. Dzisiaj również, gdy nadszedł czas pierwszego gwizdka w meczu Legia Warszawa kontra Ajax Amsterdam, zajęliśmy miejsca przed telewizorem z miseczkami najlepszych krakersów i czekaliśmy na bramki naszych. Minęło dziewięćdziesiąt a nawet sto osiemdziesiąt minut licząc dwumecz i nie doczekaliśmy się. Co gorsza rywale strzelili ich cztery. Teraz nie wiem czy się cieszyć czy się smucić, ponieważ trzy bramki z czterech strzelił reprezentant Polski, Arkadiusz Milik, grający w barwach Ajaxu. Więc Polacy potrafią strzelać gole, szkoda, że dla klubów zagranicznych. A nasza liga niestety jest nudna i słaba i skorumpowana. I aby nie obgryzać paznokci wszystkie krakersy zjedliśmy w ciągu trzydziestu minut pierwszej połowy. W przerwie szybki wypad do sklepu i kupiłem najsmaczniejsze biszkopciki. Oj przydały się, a dietetyczka nie kazała jeść po godzinie osiemnastej. Co robić? Może zmienić hobby na modelarstwo, eeeee nie piłka nożna to sport narodowy. Pocieszające jest to, że nasi reprezentanci potrafią grać na wysokim poziomie i na dodatek w najlepszych ligach europejskich i w czołowych klubach nie jakichś spadkowiczach. Nawet w lidze hiszpańskiej Przemysław Tytoń zbiera pochlebne opinie fachowej prasy, w lidze angielskiej i szkockiej stało się tradycją, że nasi bramkarze wychodzą w pierwszych składach między innymi: Jerzy Dudek w Liverpoolu potem w drużynie Królewskich, czyli Realu Madryt. Artur Boruc w Celtiku a teraz w A.F.C. Bournemouth, Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański w Arsenalu czy Tomasz Kuszczak w Manchester United. Ale nie tylko bramkarzy mamy dobrych trudno nie napisać o graczach Bundesligii czyli Robercie Lewandowskim, Łukaszu Piszczku czy Kubie Błaszczykowskim a to nie wszyscy jeszcze Peszko, Olkowski, Przybyła, Sobiech. Można się pytać, dlaczego tylu Polaków odnosi sukcesy za granicami Kraju a nie w naszej lidze. Jedno jest pewne wyroby firmy „dr Gerard” to pierwsza liga światowa lub jak się mówi na królewskich „GALACTICOS”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz