poniedziałek, 9 lutego 2015
Przygoda na stoku
Witam. Dziś coś mnie napadło na porządkowanie zdjęć. Leżą sterty w szufladach. Zrobiłam sobie zieloną herbatę i na talerzyk wyłożyłam moje najsmaczniejsze czekoladki ,,Dr Gerarda’’. Oglądam zdjęcia, układałam na kupki, które dotyczą odpowiedniego wyjazdu lub spotkania. Moją uwagę przykuły zdjęcia z gór. Ośnieżone stoki i ja na nartach. O rany, jak sobie przypomnę tamte czasy. Na początku byłam zafascynowana szaleństwem na stoku. Ale jak zjechałam kilka razy i kilka razy musiałam iść pod górę z nartami na ramionach i w tych buciorach, ode chciało mi się. Chyba nie miałam. aż takiego bakcyla na nie. Sięgnęłam po kolejną czekoladkę i wypiłam łyk herbaty. Pamiętam jak pojechałam z przyjaciółmi, kolejny raz na narty. Wcześniej miałam skręconą nogę, ale myślałam, że dam radę. Niestety kontuzja odezwała się. Ale ja ,,twardzielka’’ poszłam wypożyczyć sprzęt. Poprosiłam o buty w moim numerze. Okazało się ,że noga mnie boli i nie włożę butów. Więc poprosiłam jeszcze raz, ale tym razem o większy numer. Nic z tego, bolało i nie wchodziła stopa. Poprosiłam jeszcze raz, ale o jeszcze jeden numer większe obuwie. Niestety. Moja kostka nie weszła nawet w numer dużego chłopa. Znajomi śmiali się do łez. Nic, pozostało mi tylko wypożyczenie sanek. Oni na nartach a ja na sankach. Myślałam, że będę mogła zjeżdżać razem z nimi na tym samym stroku, lecz myliłam się. Pan skierował mnie na jakiś inny. Kiedy tam dotarłam z myślą, że zjadę chociaż raz, zobaczyłam że na tym stoku na saneczkach zjeżdżają tylko same dzieci. No ładne kwiatki… Ja taka stara baba i na saneczkach z dziećmi. Ode chciało mi się. Wróciłam do wypożyczalni i oddałam sanki. Pan się śmiał, znajomi także. A ja z miną męczennicy, poszłam do karczmy na gorącą herbatę. Nie muszę mówić z czym ona była. Wyjęłam z plecaka najlepsze herbatniki ,,Dr Gerarda’’, siedząc i popijając czekałam, aż moi koledzy wrócą ze stoku. Mam kochanych przyjaciół, nie dali mi długo na siebie czekać, dołączyli do mnie i spędziliśmy cudowny dzień na stoku. Od tamtej pory nie próbuję już swoich sił na nartach. Patrzyłam na zdjęcia i uśmiechałam się. Pamiątkę mam, świadectwo moich prób w śnieżnych sportach też mam. Układanie zdjęć zajęło mi kilka godzin. Ale w końcu mam porządek. Muszę przyznać, że wolę zdjęcia, niż płytkę ze zdjęciami. Mam zamiar kupić sobie jakiś aparat i znów zacząć robić prawdziwe zdjęcia, potem je wywołać i układać, układać. Muszę zakupić jeszcze kilka albumów. I koniecznie muszę kupić ciasteczka z mojej ulubionej firmy ,, Dr Gerarda’’, bo z nimi dobrze mi się pracuje. Pozdrawiam
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz