poniedziałek, 2 lutego 2015

Bal karnawałowy córeczki

Był styczeń. Wielkimi krokami zbliżał się karnawał.  Ja , jako mama byłam w radzie rodziców. W szkole bal karnawałowy miał odbyć się już za tydzień i dlatego wszyscy uczniowie klas I- III z zapałem przygotowywali sobie najróżniejsze, kolorowe stroje. Tylko moja córcia Julcia nie miała jaszcze stroju. Na jej pierwszy bal w szkole chciałaby się ubrać jakoś wyjątkowo. Niestety, nic nie przychodziło jej do głowy, a ja nie chciałam narzucać swojego pomysłu. Z tego powodu była bardzo smutna. Jednak w ostatnią sobotę przed balem wpadła na pomysł, by poprosić o pomoc swoją najlepszą koleżankę Paulinkę. Nic nie mówiłam, czekałam cierpliwie na efekty. Ubrała się ciepło i za  naszą zgodą , udała się raźnym krokiem do domu koleżanki. Paulinka mieszkała niedaleko, dlatego mogły często się odwiedzać. Jej dom dwupiętrowy z małym, ale zadbanym ogródkiem mieścił się po drugiej stronie wąskiej i nieruchliwej ulicy osiedlowej. Śnieg sypał mocno zasypując domy, bloki, ogródki i ulice osiedla, na którym mieszkała dziewczynka. Kiedy do niej szła, moja córcia, zrobiła jeszcze orła na śniegu i porzucała się śnieżkami z chłopcem z sąsiedztwa Piotrusiem i gdy dotarła do domu koleżanki była mocno zziębnięta i przemoczona. Otworzyła jej mama Paulinki i widząc jej stan, nie pytając zaprosiła do środka i podała gorącej herbaty oraz poczęstowała ją najlepszymi  markizami   ,,Dr Gerarda’’. Na pytanie Juli, w co ubierze się na bal, Paulinka założyła swój strój i zaprezentowała się koleżance. Rozczarowana Jula stwierdziła, że strój ten należy do księżniczki. Musiała jednak przyznać, że Paulinka ze swoimi złotymi lokami w różowej sukni i diademem na głowie wyglądała rzeczywiście jak prawdziwa, bajkowa postać księżniczki . Gdy Julia poprosiła Paulinkę, żeby poradziła jej, w co ma się ubrać na bal, ta zaproponowała, aby przymierzyła jej strój. W przebraniu księżniczki Julia nie wyglądała jednak tak pięknie jak Paulinka. Podziękowała Julcia za radę i postanowiła wrócić do domu. Szła powoli zrezygnowana utraciwszy wszelką nadzieję. Gdy była już pod naszym blokiem zauważyła, że jej sąsiadka pani Jadzia, z trudem dźwiga ciężkie siatki z zakupami. Julia zaproponowała pomoc i wniosła siatki  pod same drzwi. Pani Jadzia zaprosiła ją na herbatę i ciastka.  Po chwili na stole znalazły się smakołyki ,,Dr Gerarda’’, różnego rodzaju ciasteczka tj.  najlepsza kostka waflowa, biszkopciki, kruche wafelki oraz  najsmaczniejsze rakersy. Dziewczynka z chęcią przyjęła zaproszenie. Usiadła sobie wygodnie w fotelu i z uśmiechem na twarzy zaczęła głaskać czarnego kota pani Jadzi , który wskoczył na jej kolana i zaczął głośno mruczeć. Zosia lubiła koty. W zamyśleniu głaskała miękką sierść i doznała olśnienia. Już wiedziała, za kogo przebierze się na bal! Za kota! To będzie idealne przebranie. Zadowolona z odkrycia wróciła do domu i wszystko mi opowiedziała. Byłam bardzo dumna z mojej małej córeczki.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz