Był styczeń. Wielkimi
krokami zbliżał się karnawał. Ja , jako
mama byłam w radzie rodziców. W szkole bal karnawałowy miał odbyć się już za
tydzień i dlatego wszyscy uczniowie klas I- III z zapałem przygotowywali sobie
najróżniejsze, kolorowe stroje. Tylko moja córcia Julcia nie miała jaszcze
stroju. Na jej pierwszy bal w szkole chciałaby się ubrać jakoś wyjątkowo.
Niestety, nic nie przychodziło jej do głowy, a ja nie chciałam narzucać swojego
pomysłu. Z tego powodu była bardzo smutna. Jednak w ostatnią sobotę przed balem
wpadła na pomysł, by poprosić o pomoc swoją najlepszą koleżankę Paulinkę. Nic
nie mówiłam, czekałam cierpliwie na efekty. Ubrała się ciepło i za naszą zgodą , udała się raźnym krokiem do
domu koleżanki. Paulinka mieszkała niedaleko, dlatego mogły często się
odwiedzać. Jej dom dwupiętrowy z małym, ale zadbanym ogródkiem mieścił się po
drugiej stronie wąskiej i nieruchliwej ulicy osiedlowej. Śnieg sypał mocno
zasypując domy, bloki, ogródki i ulice osiedla, na którym mieszkała
dziewczynka. Kiedy do niej szła, moja córcia, zrobiła jeszcze orła na śniegu i
porzucała się śnieżkami z chłopcem z sąsiedztwa Piotrusiem i gdy dotarła do
domu koleżanki była mocno zziębnięta i przemoczona. Otworzyła jej mama Paulinki
i widząc jej stan, nie pytając zaprosiła do środka i podała gorącej herbaty
oraz poczęstowała ją najlepszymi
markizami ,,Dr Gerarda’’. Na
pytanie Juli, w co ubierze się na bal, Paulinka założyła swój strój i
zaprezentowała się koleżance. Rozczarowana Jula stwierdziła, że strój ten
należy do księżniczki. Musiała jednak przyznać, że Paulinka ze swoimi złotymi
lokami w różowej sukni i diademem na głowie wyglądała rzeczywiście jak
prawdziwa, bajkowa postać księżniczki . Gdy Julia poprosiła Paulinkę, żeby
poradziła jej, w co ma się ubrać na bal, ta zaproponowała, aby przymierzyła jej
strój. W przebraniu księżniczki Julia nie wyglądała jednak tak pięknie jak
Paulinka. Podziękowała Julcia za radę i postanowiła wrócić do domu. Szła powoli
zrezygnowana utraciwszy wszelką nadzieję. Gdy była już pod naszym blokiem
zauważyła, że jej sąsiadka pani Jadzia, z trudem dźwiga ciężkie siatki z
zakupami. Julia zaproponowała pomoc i wniosła siatki pod same drzwi. Pani Jadzia zaprosiła ją na
herbatę i ciastka. Po chwili na stole
znalazły się smakołyki ,,Dr Gerarda’’, różnego rodzaju ciasteczka tj. najlepsza kostka waflowa, biszkopciki, kruche
wafelki oraz najsmaczniejsze rakersy.
Dziewczynka z chęcią przyjęła zaproszenie. Usiadła sobie wygodnie w fotelu i z
uśmiechem na twarzy zaczęła głaskać czarnego kota pani Jadzi , który wskoczył
na jej kolana i zaczął głośno mruczeć. Zosia lubiła koty. W zamyśleniu głaskała
miękką sierść i doznała olśnienia. Już wiedziała, za kogo przebierze się na
bal! Za kota! To będzie idealne przebranie. Zadowolona z odkrycia wróciła do
domu i wszystko mi opowiedziała. Byłam bardzo dumna z mojej małej córeczki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz