piątek, 20 lutego 2015

Dziadek to skarb.

Witam drogich internautów. Kolejny wpis i kolejna wizyta u lekarza i kolejny antybiotyk i zapalenie oskrzeli u córeczki. Co mam robić trzeci tydzień szpital w domu? Dzieci coraz bardziej znudzone a my zniechęceni. Jedyna przyjemność to słodycze „dr Gerard”. Jak podchodzę do córki to ucieka, bo myśli, że niosę jakiś medykament. Musze tłumaczyć, że to najsmaczniejsze andruty albo najlepsza mleczna czekolada. A syn cały w pretensjach, że nie zajmuję się nim i nie gram z nim w piłkę tylko zajmuję się chorą Zosią. Co począć, sam mam czasami wrażenie, że mam areszt domowy. Nawet na zakupy nie mogę wyjść, bo nie mam, z kim dziecka zostawić. Totalna lipa. Czasami mam ochotę wyjechać, zostawić wszystkie zmartwienia żonie na głowie i pojechać na przykład w góry albo do sanatorium. I odizolować się od codzienności. Zapakować walizkę, wziąć trochę kasy i przepyszne kruche wafelki „dr Gerard” i w drogę. Tylko, że jak jedno czy drugie dziecko podejdzie i przytuli tatę, to wszystkie złe myśli i głupie pomysły pękają jak bańki mydlane. I w takiej chwili biorę książkę lub grę planszową coś słodkiego typu najsmaczniejsza mleczna czekolada i zaczynamy się bawić. Czasem biorę jednocześnie na podwórko i piłkę by grać z synem i wiaderko i foremki dla córki. I jednocześnie zajmuję się dwójką dzieci, jednego razu grałem w piłkę i woziłem Zosię na sankach. To musiał być kapitalny widok, niczym koń na cyrkowej arenie kręciłem się wokół placu za blokiem z sankami jednocześnie strzelałem na bramkę, której bronił Tomek. W takich chwilach niezastąpiony jest dziadek, który przyszedł z pomocą i nie dość, że ciągnął sanki z wnusią to jeszcze przyniósł najlepsze kruche wafelki na przekąskę. Muszę dodać, że na dziadka zawszę mogę liczyć. Gdy przeszedł na emeryturę to bardzo chętnie pomaga przy dzieciach. Więc jak mamy ochotę iść z pociechami na koncert do parku czy do innej dzielnicy to wsiadamy na rowery, każdy bierze na bagażnik latorośl i jedziemy. A dziadek na miejscu zawsze ma parę groszy na drobny poczęstunek. Czasem jest to grochówka wojskowa albo kiełbaska z grilla albo najlepsza słodycz firmy „dr Gerard”. Dzieci bardzo lubią nasze wycieczki z dziadkiem. Tradycją się stało, że gdy jest święto jednostki wojskowej i można wejść na teren lotniska i zwiedzać i podziwiać sprzęt wojskowy od pistoletów, przez karabiny, wykrywacze metalu aż do czołgów, helikopterów czy amfibii. To zawsze, mimo, że jest to prawie 10 kilometrów od domu, jedziemy z dziadkiem i świetnie się bawimy. Oczywiście w plecaku mamy prowiant, picie, kanapki i najsmaczniejsze andruty. A jeszcze muszę dodać, że dziadek jest złotą rączką i uwielbia majsterkować i naprawiać rowery, więc jak coś się zepsuje to dzieci każą mi dzwonić po dziadka i dziwią się, ze tata sam naprawia. Ale zawsze mogę liczyć na fachową poradę lub fizyczną pomoc. Taki dziadek to prawdziwy skarb.

Pozdrawiam wszystkich dziadków L. K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz