wtorek, 3 lutego 2015

Domowe ZOO

Dzień dobry, mimo grypy postanowiłem napisać kilka słów. Siedzę w domu z gorączką i wspominam jak to było za dzieciaka, gdy byliśmy chorzy to był wypas cały dzień telewizor, zero nauki. A teraz swojemu synowi na chorobowym każę chodzić do koleżanki po lekcje. Wracając pamięcią do lat wczesnoszkolnych zawsze wspominam nasze kanarki. Mieliśmy trzy kanarki, ponieważ jeden uciekł przez okno, drugi najadł się kwiatów i zasnął na wieki a trzeci złamał nogę, gdy zaplątał się w firanie. Moja mama usztywniała zapałkami nóżkę ptaka i jeszcze kilka lat z nami żył. Pamiętam również najlepsze biszkopty, które piekła babcia dla naszych skrzydlatych braci. Kiedyś się zdenerwowałem i poprosiłem, aby dla nas upiekła jakieś ciasto może z biszkoptami. I nie zawiodła mnie upiekła biszkoptowe misie.
Składniki:
  • 3 jajka
  • ½ szklanki mąki
  • ½ szklanki cukru pudru
  • 1 łyżeczkę kakao
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 cukier waniliowy
Przygotowanie:
           Białka ubić i stopniowo dodawać cukier z cukrem waniliowym, następnie dodawać po jednym żółtku dalej ubijając, odkładamy mikser i wsypujemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i delikatnie mieszkamy łyżką aż się wszystko połączy, troszkę ciasta odkładam do osobnej miseczki i tam dodaję kakao i mieszam. Przygotowuję formę o kształcie misiów. Najpierw do formy nakładam ciasto z kakao tam gdzie misie mają uszka i nóżki, a następnie wypełniam resztą ciasta jasnego. Pieczemy około 20 minut w temperaturze 180 stopni.

           Były to najsmaczniejsze biszkopty miśki, jakie jadłem. Wracając do zwierząt w domu to chyba wszystkie dzieci o nich mażą. Mój syn pragnął chomika, więc dostał. Okazało się, że jest uczulony na jego sierść i musieliśmy go wydać. Na pocieszenie kupiliśmy najsmaczniejsze czekoladki, ale tęsknota pozostała. Próbowaliśmy ciastkami firmy „dr Gerard”, bo są najlepsze, pomogło. Jednak córcia chciała rybki, Zawsze podobały mi się rybki i lubiłem patrzeć godzinami jak pływają. Na gwiazdkę dzieci dostały Gurami. Teraz tata ma więcej obowiązków, karmienie, wymiana wody, mycie akwarium i kamieni. I codziennie po śniadaniu sięgam karmę dla rybek z szafki w kuchni i podjadam najsmaczniejsze andruty, które też tam trzymam. Jednak to nie wystarczyło mój syn zapragnął psa. Z góry powiedziałem, że się nie zgadzam. Żona wzięła mnie na bok poczęstowała przysmakiem „dr Gerard” i powiedziała, że to załatwi sposobem. Okazało się, że zgodziła się na psa, pod warunkiem, że nasze dziecko przejdzie test. Kupili smycz i synuś miał, co dwie godziny wychodzić z nią na spacer. Trwało to dwa może trzy dni i Krzyś uznał, że pies to ogromny obowiązek. No i mam spokój z psem. Ciekawy jestem, co będzie następne, kot, papuga, pająk a może wąż. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz