Dzień dobry,
mimo grypy postanowiłem napisać kilka słów. Siedzę w domu z gorączką i
wspominam jak to było za dzieciaka, gdy byliśmy chorzy to był wypas cały dzień
telewizor, zero nauki. A teraz swojemu synowi na chorobowym każę chodzić do
koleżanki po lekcje. Wracając pamięcią do lat wczesnoszkolnych zawsze wspominam
nasze kanarki. Mieliśmy trzy kanarki, ponieważ jeden uciekł przez okno, drugi
najadł się kwiatów i zasnął na wieki a trzeci złamał nogę, gdy zaplątał się w
firanie. Moja mama usztywniała zapałkami nóżkę ptaka i jeszcze kilka lat z nami
żył. Pamiętam również najlepsze biszkopty, które piekła babcia dla naszych
skrzydlatych braci. Kiedyś się zdenerwowałem i poprosiłem, aby dla nas upiekła
jakieś ciasto może z biszkoptami. I nie zawiodła mnie upiekła biszkoptowe
misie.
Składniki:
- 3 jajka
- ½ szklanki mąki
- ½ szklanki cukru pudru
- 1 łyżeczkę kakao
- ½ łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 cukier waniliowy
Białka ubić i stopniowo dodawać
cukier z cukrem waniliowym, następnie dodawać po jednym żółtku dalej ubijając,
odkładamy mikser i wsypujemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i delikatnie
mieszkamy łyżką aż się wszystko połączy, troszkę ciasta odkładam do osobnej
miseczki i tam dodaję kakao i mieszam. Przygotowuję formę o kształcie misiów. Najpierw
do formy nakładam ciasto z kakao tam gdzie misie mają uszka i nóżki, a
następnie wypełniam resztą ciasta jasnego. Pieczemy około 20 minut w temperaturze
180 stopni.
Były to najsmaczniejsze biszkopty
miśki, jakie jadłem. Wracając do zwierząt w domu to chyba wszystkie dzieci o
nich mażą. Mój syn pragnął chomika, więc dostał. Okazało się, że jest uczulony
na jego sierść i musieliśmy go wydać. Na pocieszenie kupiliśmy najsmaczniejsze czekoladki,
ale tęsknota pozostała. Próbowaliśmy ciastkami firmy „dr Gerard”, bo są
najlepsze, pomogło. Jednak córcia chciała rybki, Zawsze podobały mi się rybki i
lubiłem patrzeć godzinami jak pływają. Na gwiazdkę dzieci dostały Gurami. Teraz
tata ma więcej obowiązków, karmienie, wymiana wody, mycie akwarium i kamieni. I
codziennie po śniadaniu sięgam karmę dla rybek z szafki w kuchni i podjadam
najsmaczniejsze andruty, które też tam trzymam. Jednak to nie wystarczyło mój
syn zapragnął psa. Z góry powiedziałem, że się nie zgadzam. Żona wzięła mnie na
bok poczęstowała przysmakiem „dr Gerard” i powiedziała, że to załatwi sposobem.
Okazało się, że zgodziła się na psa, pod warunkiem, że nasze dziecko przejdzie
test. Kupili smycz i synuś miał, co dwie godziny wychodzić z nią na spacer. Trwało
to dwa może trzy dni i Krzyś uznał, że pies to ogromny obowiązek. No i mam
spokój z psem. Ciekawy jestem, co będzie następne, kot, papuga, pająk a może wąż.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz