środa, 25 lutego 2015

ANIA MA ZMARTWIENIE

ANIA MA ZMARTWIENIE
Dni w pracy toczą się swoim codziennym trybem, nic szczególnego się w tym tygodniu nie wydarzyło. Filip długo się nie odzywa. Martwię się z tego powodu. Wiem, że nie zawsze może zadzwonić, ale tak długie milczenie bardzo mnie niepokoi. Dzwoniłam do Nowickich, pytałam o Filipa, ale także nic nie wiedzą, oprócz tego, że wyjechał służbowo gdzieś na Bliski Wschód i już długo nie kontaktował się z rodziną. Z powodu ciągłego stresu nie umiem skupić się na codziennych czynnościach. Moje myśli wciąż krążą wokół Filipa, a wyobraźnia podpowiada różne scenariusze. Jak na kobietę przystało, dominują wśród nich te najgorsze. Dobrze, że choć na chwilę czekoladki z firmy Dr Gerard łagodzą mój niepokój. Wczoraj podczas wieczornego spaceru Frodo  szalał jak zwykle, aż tu nagle rozległ się skowyt bólu. Okazało się, że pies nadepnął na szkło z rozbitej butelki. Głęboko, boleśnie rozciął sobie poduszkę prawej łapy, trzeba było korzystać z pomocy weterynarza. Wezwałam taksówkę i udaliśmy się do przychodni. Lekarz stwierdził, że nie obejdzie się bez szycia. Wprawną ręką założył niezbędne szwy i mogliśmy wracać do domu. Teraz biedny pies z opatrunkiem na łapie mocno  kuleje. Jest problem, bo opatrunek bardzo mu się nie podoba i koniecznie chce go zdjąć. Obawiam się, że jeśli mu się to uda - porozrywa szwy. Właśnie dlatego zawiozłam go do rodziców, tam zawsze ktoś jest w domu i łatwiej będzie go upilnować. Mi również przyjemniej będzie płynął czas w rodzinnym domu. Matczyna kuchnia pachnie zawsze czystością i smacznym jedzeniem, miło jest zasiąść przy kuchennym stole. Mama już dopilnuje, abym za dużo nie myślała o milczeniu Filipa. Tutaj życie płynie swoim starym trybem. Sąsiadka rodziców przyszła w odwiedziny i przyniosła z sobą najsmaczniejszą  kostkę waflową i biszkopty z firmy Dr Gerard, mama za to miała przygotowany sernik na zimno na herbatnikach  z naszej ulubionej firmy. Zajadałyśmy się słodkościami i prowadziłyśmy przyjemne rozmowy. Plotki o starych znajomych, wspomnienia z przeszłości tak nami zawładnęły, że mama wyjęła nawet stary, rodzinny album. Po wyjściu sąsiadki wzięłam długą kąpiel i zrelaksowana weszłam pod kołdrę. Tak miło spędzony wieczór pozwolił mi na chwilę zapomnieć o gnębiącej mnie trosce o swojego faceta.  Niech już się w końcu odezwie, bo zwariuję. To czekanie, zastanawianie się nad przyczyną ciszy z jego strony jest ponad moje siły. Nie zdawałam sobie sprawy, że Filip jest  tak niesamowicie ważną osobą w moim życiu. Mam nadzieję, że nic złego mu się nie stało i tylko problem z zasięgiem jest przyczyną całej tej nieprzyjemnej sytuacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz