Nadszedł ranek Dnia Świętego Walentego i Bartek wprost nie posiadał się z podniecenia. Starannie ułożył kartki, zapakował je do torby i wybiegł z domu. Matka postanowiła, że upiecze jego ulubione ciasteczka,kupiła też markizy, andruty i kostkę waflową Dr. Gerard.które poda mu na lunch ze szklanką mleka. Dobrze wiedziała, że jej synowi będzie przykro, więc może ciasteczka nieco złagodzą smutek. Myśl o tym, iż Bartek na pewno nie dostanie wielu walentynek, a może nawet wróci bez żadnej, sprawiała jej ogromny ból.
Po południu postawiła na stole ciasteczka i szklankę mleka. Usłyszawszy gwar dziecięcych głosów, wyjrzała przez okno. Jak zwykle dzieci zbliżały się całą gromadą, śmiejąc się i bawiąc w najlepsze. Za nimi jak zawsze maszerował Bartek. Tego dnia szedł nieco szybciej niż zazwyczaj. Była pewna, że jej synek wybuchnie płaczem jak tylko wejdzie do domu. Zauważyła, że Bartekma puste ręce, więc kiedy otworzyły się drzwi, pospiesznie przełknęła łzy.
- Przygotowałam dla ciebie ciasteczka i mleko - powiedziała.
Bartek jednak zdawał się nie słyszeć jej słów. Maszerował dziarsko z twarzą rozjaśnioną uśmiechem i powtarzał tylko:
- Ani jednej. Ani jednej...
Serce matki ścisnął ból.
A potem jej syn dodał:
- Nie zapomniałem zrobić ani jednej. Ani jednej! Po tych opowieścich znajoma też bardzo była zadowolona z syna no i porozmawialiśmy jeszcze trochę i musiałem zakończyć wizytę i się pożegnać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz