piątek, 6 lutego 2015

Dzisiaj piątek.


Witam serdecznie, jest piątek, mieszkanie wysprzątane. Dzieci niestety chore. Rano wstały z temperaturą i zostały w domu. Tata przy tej okazji mógł spędzić cały dzień z dziećmi i ulubionymi przysmakami „dr Gerard”. Tak by było gdyby to nie był piątek, bo to dzień sprzątania. Harmonogram dnia zapięty na ostatni guzik a opiekę nad dziećmi musiałem zlecić babci. Rano żona obdzwoniła rodzicieli z pytaniem, kto by wpadł na parę godzin do chorych wnuków. Teściowa była tak łaskawa i podjęła rzuconą rękawicę. Niestety mogła ok. jedenastej do tego czasu była już kłótnia, szarpanie i poklepywanie. Kochające rodzeństwo bardzo chętnie ze sobą się bawi. A tata niczym lokaj Bartłomiej z Księżniczki Zosi, usługiwał. Tata daj najlepsze kruche wafelki na to córka nie ja chcę najsmaczniejsze krakersy. Za dwie minuty tata przynieś te najlepsze markizy i tak dalej. A ja wahadło kuchnia – pokój – kuchnia. Zacząłem się martwić, że produktów firmy „dr Gerard” zabraknie w sklepie pod blokiem. Bo nie tylko my kupujemy te najlepsze słodycze, ale nasi sąsiedzi z bloku również. Badanie rynku zrobiłem kiedyś w piaskownicy, dzieci się bawiły a mamy podsuwały swoim pociechom najsmaczniejsze kruche wafelki i najlepsze markizy. A ja nie byłbym sobą gdybym nie pogadał z kobietkami. Więc dzieci i przekąski to świetny pierwszy temat rozmowy a potem można gadać o wszystkim. Okazało się, że dzieci i dorośli uwielbiają najlepsze słodycze od firmy „dr Gerard”. Nie tylko za smak, ale też za wygląd, pomysłowość producenta, i za to, że są ciekawe opakowania takie kolorowe i zachęcające do kupienia. Zawsze mi pasowało to, że miałem pracę albo w domu albo w elastycznych godzinach i mogłem spędzać z dziećmi dużo czasu. W domu i na placu zabaw. Poznałem dzięki temu kilku kumpli i mnóstwo mamusiek. Tylko w sobotę na spacerki ruszali ojcowie, bo mamy sprzątały domy. I kto by nie przyszedł z dzieckiem to zawsze pod wózkiem mamy słodycze „dr Gerard”. A dzieci już wiedzą, która ciocia lub wujek poczęstuje najlepszymi krakersami czy markizami. Ale wracając do piątku, jak pisałem to dzień sprzątania, więc od rana szykuję się do roboty, zaczynam od zaparzenia kawy, następnie zamiatam podłogę w przedpokoju przegryzając coś słodkiego. A potem pronto do ręki i ściereczka w ruch. Gdy kurze już starte w ruch idzie miotła i szufelka a potem to, co lubi moja córeczka, czyli woda, wiadro i mop. Czasami dziwię się zapałowi, jaki towarzyszy mojej księżniczce przy myciu podłóg. I czekam, kiedy jej odechce się sprzątać. I kiedy wpadam w trans sprzątania to każde wołanie tata daj, czy tata chcę, albo tata zobacz podnosi mi ciśnienie od dwieście na sto. W takiej chwili najlepsze kruche wafelki zawsze mnie uspokoją. I dla tego proszę babcie o pomoc i jej przekazuję opiekę nad chorymi dziećmi.
                                                                           Pozdrawiam L. K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz