Witam serdecznie,
jest piątek, mieszkanie wysprzątane. Dzieci niestety chore. Rano wstały z
temperaturą i zostały w domu. Tata przy tej okazji mógł spędzić cały dzień z
dziećmi i ulubionymi przysmakami „dr Gerard”. Tak by było gdyby to nie był
piątek, bo to dzień sprzątania. Harmonogram dnia zapięty na ostatni guzik a
opiekę nad dziećmi musiałem zlecić babci. Rano żona obdzwoniła rodzicieli z pytaniem,
kto by wpadł na parę godzin do chorych wnuków. Teściowa była tak łaskawa i
podjęła rzuconą rękawicę. Niestety mogła ok. jedenastej do tego czasu była już kłótnia,
szarpanie i poklepywanie. Kochające rodzeństwo bardzo chętnie ze sobą się bawi.
A tata niczym lokaj Bartłomiej z Księżniczki Zosi, usługiwał. Tata daj
najlepsze kruche wafelki na to córka nie ja chcę najsmaczniejsze krakersy. Za dwie
minuty tata przynieś te najlepsze markizy i tak dalej. A ja wahadło kuchnia – pokój
– kuchnia. Zacząłem się martwić, że produktów firmy „dr Gerard” zabraknie w
sklepie pod blokiem. Bo nie tylko my kupujemy te najlepsze słodycze, ale nasi
sąsiedzi z bloku również. Badanie rynku zrobiłem kiedyś w piaskownicy, dzieci
się bawiły a mamy podsuwały swoim pociechom najsmaczniejsze kruche wafelki i
najlepsze markizy. A ja nie byłbym sobą gdybym nie pogadał z kobietkami. Więc dzieci
i przekąski to świetny pierwszy temat rozmowy a potem można gadać o wszystkim. Okazało
się, że dzieci i dorośli uwielbiają najlepsze słodycze od firmy „dr Gerard”. Nie
tylko za smak, ale też za wygląd, pomysłowość producenta, i za to, że są
ciekawe opakowania takie kolorowe i zachęcające do kupienia. Zawsze mi pasowało
to, że miałem pracę albo w domu albo w elastycznych godzinach i mogłem spędzać
z dziećmi dużo czasu. W domu i na placu zabaw. Poznałem dzięki temu kilku
kumpli i mnóstwo mamusiek. Tylko w sobotę na spacerki ruszali ojcowie, bo mamy
sprzątały domy. I kto by nie przyszedł z dzieckiem to zawsze pod wózkiem mamy
słodycze „dr Gerard”. A dzieci już wiedzą, która ciocia lub wujek poczęstuje
najlepszymi krakersami czy markizami. Ale wracając do piątku, jak pisałem to
dzień sprzątania, więc od rana szykuję się do roboty, zaczynam od zaparzenia
kawy, następnie zamiatam podłogę w przedpokoju przegryzając coś słodkiego. A potem
pronto do ręki i ściereczka w ruch. Gdy kurze już starte w ruch idzie miotła i
szufelka a potem to, co lubi moja córeczka, czyli woda, wiadro i mop. Czasami dziwię
się zapałowi, jaki towarzyszy mojej księżniczce przy myciu podłóg. I czekam,
kiedy jej odechce się sprzątać. I kiedy wpadam w trans sprzątania to każde
wołanie tata daj, czy tata chcę, albo tata zobacz podnosi mi ciśnienie od
dwieście na sto. W takiej chwili najlepsze kruche wafelki zawsze mnie uspokoją.
I dla tego proszę babcie o pomoc i jej przekazuję opiekę nad chorymi dziećmi.
Pozdrawiam L. K.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz