Witam
serdecznie wszystkich internautów. Dzisiaj pierwszy dzień kalendarzowej wiosny.
Po uczniowsku dzień wagarowicza. I co, dzieci w sobotę do szkoły nie chodzą i
co po takim święcie. Ja osobiście poszedłbym na wagary tak jak przed laty,
tylko że do szkoły nie uczęszczam a z obowiązków domowych i z opieki nad
dziećmi to raczej się nie urwę. Więc przy sprzątaniu podjadałem ciastka „Pasja
advocat” od „dr Gerard”, aby poprawić sobie samopoczucie. Gdy byłem w wieku
szkolnym to były piękne czasy w pierwszy dzień wiosny zamiast na lekcje jechało
się z kumplami do Torunia albo Bydgoszczy, w poszukiwaniu wiosny. Albo wszyscy
chłopaki z klasy wyszliśmy na podryw do parku. Strach był czy nie wyniknie
jakaś bójka z uczniami innych szkół. W tamtych latach nie znano jeszcze
najlepszych słodyczy „dr Gerard” i nie było zbyt dużego wyboru w słodyczach. A teraz
są te przysmaki, i inne różne ciekawostki tylko, że dzieci nie wiedzą, co to
dzień wagarowicza. A jako ojciec ośmioletniego syna raczej wolę, aby
uczestniczył w lekcjach i był na bieżąco z materiałem. Jak to się człowiek
zmienia! Kiedyś nawoływałem do blałki a teraz, odpowiedzialny ze mnie człek. Tylko
apetyt na słodycze się nie zmienił, więc kupiłem „Patysie śmietankowe” i
zabieram dzieci na spacer do parku. Ciekawy jestem, kiedy moje dzieci odkryją
możliwość wagarowania. Zastanawiam się, jak by wyglądała nowoczesna marzanna. Myślę,
że nie byłaby zrobiona ze starych ubrań mamy i słomy tylko przypominałaby
postacie z Minecrafta albo Marvela albo jakąś Dodę lub Violettę. I jak
wcześniej pisałem wybraliśmy się na rodzinny spacerek, nad stawkiem gdzie zawsze
karmimy kaczki i ryby, przysiedliśmy na chwilkę, aby zjeść „Pasję” i
zobaczyliśmy grupę młodych ludzi. Okazało się, że to uczniowie ze szkoły
zaocznej i właśnie zerwali się z wykładów, aby w godny sposób uczcić dzień
wagarowicza. Byli bardzo towarzyscy i przyjacielscy więc poczęstowaliśmy ich
ciastkami „Patysie śmietankowe” a oni zrewanżowali się, tanim winem z marketu. Jako
odpowiedzialny ojciec i mąż podziękowałem za ten szlachetny trunek i
pożegnaliśmy się, aby iść z dziećmi na plac zabaw. Po powrocie do domu, przy
kawce i słodyczach „dr Gerard” wraz z małżonka powspominaliśmy nasze czasy
szkolne. A dzieci znudzone naszymi historiami odpaliły komputer i przeniosły
się w cyfrowy świat gier.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz