środa, 4 marca 2015

U alergologa.

Dobry wieczór. Dzisiaj jest jeden z tych dni, których strasznie nie lubię. Czyli wyjazd do Bydgoszczy z dziećmi do alergologa. Niby to tylko pięćdziesiąt kilometrów, ale z dwójką dzieci taki wyjazd do poważne wyzwanie. Czasowo na komunikację publiczną nie można liczyć. Aby z domu dotrzeć do lekarza w jedną stronę trwało by to trzy godziny i koszt biletów MPK i PKP i MZK jest porównywalny z kosztem przejazdu samochodem. Więc proszę kuzyna jednego czy drugiego o to by z nami pojechał. Jednak tym razem było inaczej, ponieważ wizytę mieliśmy dopiero o godzinie czternastej. Więc dzieci odprowadziłem do szkoły i poszedłem po zakupy na drogę. Żona dała instrukcję: bułki szpinakowe, picie dla dzieci, picie dla nas, i przysmak „dr Gerard” z dopiskiem, bo są najlepsze. Nie mogę kłócić się z małżonką kupiłem, więc ciastka „Pasja advocat” dla nas i „Rogalik pudrowany” dla pociech. Moje dzieci jak tylko wyczują odrobinę alkoholu od razu mówią, że tam on jest i że te ciastka są niedobre. Chwali im się to. No to jak zrobiłem zakupy, żona w pracy, dzieci na zajęciach a ja do rodziców na kawkę poranną. Mama przygotowała się do mojej wizyty i kupiła najsmaczniejsze wafelki firmy „dr Gerard”. Jednak nie mogłem zbyt długo posiedzieć u dziadków, bo w domu musiałem zrobić łóżka, pozamiatać i umyć WC oraz spakować jadło na drogę. A gdy wyrobiłem się z obowiązkami był już czas by odebrać dzieci i ruszać do lekarza. Wtrącę tylko, że przy sprzątaniu towarzyszyły mi „Mafijne Black”, lubię tego typu przekładane ciastka. W przychodni byliśmy już po czterdziestu pięciu minutach, obyło się bez stania w korkach. Pierwsze, co nas tam czekało to były testy alergologiczne po 30 każde z dzieci. Córeczka niestety nie była spokojna i płakała. Musiałem obiecać, że dostanie „Rogalik pudrowany” w nagrodę. Syn był bohaterski i wziął to na klatę niczym Asterix i Obelix brali Rzymian. Potem wizyta u pani doktor na zmianę żona z dzieckiem w gabinecie a ja z drugim na odczytaniu testów albo w toalecie. Po ponad godzinie, czyli bardzo szybko poszło. Mogliśmy wracać do domu. Jeszcze przegryźliśmy po ciastku „Pasja advocat” i do domu. Po kolejnej godzinie byliśmy już w domku i piliśmy kawkę i jedliśmy smakołyki „dr Gerard”. I tak dzisiejszym dniem byłem zmęczony, że zasnąłem na tapczanie. Dzieci mnie obudziły oznajmiając, że idziemy w gości do ulubionych kuzynek i cioci i wujka. No to zabraliśmy ze sobą „Mafijne Black” i poszliśmy w miłym towarzystwie spędzić wieczór. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz