Dobry wieczór.
Dzisiaj jest jeden z tych dni, których strasznie nie lubię. Czyli wyjazd do
Bydgoszczy z dziećmi do alergologa. Niby to tylko pięćdziesiąt kilometrów, ale
z dwójką dzieci taki wyjazd do poważne wyzwanie. Czasowo na komunikację
publiczną nie można liczyć. Aby z domu dotrzeć do lekarza w jedną stronę trwało
by to trzy godziny i koszt biletów MPK i PKP i MZK jest porównywalny z kosztem
przejazdu samochodem. Więc proszę kuzyna jednego czy drugiego o to by z nami
pojechał. Jednak tym razem było inaczej, ponieważ wizytę mieliśmy dopiero o
godzinie czternastej. Więc dzieci odprowadziłem do szkoły i poszedłem po zakupy
na drogę. Żona dała instrukcję: bułki szpinakowe, picie dla dzieci, picie dla
nas, i przysmak „dr Gerard” z dopiskiem, bo są najlepsze. Nie mogę kłócić się z
małżonką kupiłem, więc ciastka „Pasja advocat” dla nas i „Rogalik pudrowany”
dla pociech. Moje dzieci jak tylko wyczują odrobinę alkoholu od razu mówią, że
tam on jest i że te ciastka są niedobre. Chwali im się to. No to jak zrobiłem
zakupy, żona w pracy, dzieci na zajęciach a ja do rodziców na kawkę poranną. Mama
przygotowała się do mojej wizyty i kupiła najsmaczniejsze wafelki firmy „dr
Gerard”. Jednak nie mogłem zbyt długo posiedzieć u dziadków, bo w domu musiałem
zrobić łóżka, pozamiatać i umyć WC oraz spakować jadło na drogę. A gdy
wyrobiłem się z obowiązkami był już czas by odebrać dzieci i ruszać do lekarza.
Wtrącę tylko, że przy sprzątaniu towarzyszyły mi „Mafijne Black”, lubię tego
typu przekładane ciastka. W przychodni byliśmy już po czterdziestu pięciu
minutach, obyło się bez stania w korkach. Pierwsze, co nas tam czekało to były
testy alergologiczne po 30 każde z dzieci. Córeczka niestety nie była spokojna
i płakała. Musiałem obiecać, że dostanie „Rogalik pudrowany” w nagrodę. Syn był
bohaterski i wziął to na klatę niczym Asterix i Obelix brali Rzymian. Potem wizyta
u pani doktor na zmianę żona z dzieckiem w gabinecie a ja z drugim na
odczytaniu testów albo w toalecie. Po ponad godzinie, czyli bardzo szybko
poszło. Mogliśmy wracać do domu. Jeszcze przegryźliśmy po ciastku „Pasja
advocat” i do domu. Po kolejnej godzinie byliśmy już w domku i piliśmy kawkę i
jedliśmy smakołyki „dr Gerard”. I tak dzisiejszym dniem byłem zmęczony, że
zasnąłem na tapczanie. Dzieci mnie obudziły oznajmiając, że idziemy w gości do
ulubionych kuzynek i cioci i wujka. No to zabraliśmy ze sobą „Mafijne Black” i
poszliśmy w miłym towarzystwie spędzić wieczór.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz