środa, 4 marca 2015

WYPADEK

WYPADEK
Telefon obudził mnie godzinę przed budzikiem, za oknem było jeszcze szaro. Zerwałam się ze snu wystraszona, nie wiedziałam, co się dzieje. W słuchawce usłyszałam Tomka, dzwonił z informacją, że Filip miał wypadek podczas pełnienia obowiązków służbowych. Jęknęłam z przerażeniem, zdołałam wydusić z siebie tylko najważniejsze pytanie, czy żyje?  Tak, usłyszałam w odpowiedzi. Tomek nie znał innych szczegółów, nie wiedział, gdzie i kiedy dokładnie miało miejsce to zdarzenie. Po raz kolejny dotarło do mnie, że wciąż nie wiem, gdzie Filip pracuje, nikt nic nie chce mi powiedzieć, wszystko objęte jest jakąś dziwną  tajemnicą. Wiem tylko tyle, że około południa czasu polskiego ma być przewieziony do wojskowego szpitala w stolicy. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, stan jest poważny, ale  stabilny i może wrócić do Polski. Teraz przynajmniej znam przyczynę tak długiego milczenia. Oby tylko już więcej nic złego go nie spotkało. O ponownym położeniu się do łóżka nie było mowy. Poszłam do kuchni przygotować sobie śniadanie. Pogrążona w myślach nawet nie wiem, kiedy zaparzyłam kawę i bezwiednie zjadłam zostawiony wczoraj na talerzyku rogalik pudrowany z firmy Dr Gerard. Dopiero, kiedy bezmyślnie oblizałam palce po tak smacznym ciasteczku dotarło do mnie, że stoję na środku kuchni w nocnej koszuli i boso. Frodo dopominał się śniadania i spaceru. Wzięłam szybki prysznic, dopiłam kawę i wyszłam z psem do pobliskiego parku. W drodze powrotnej w małym osiedlowym sklepiku kupiłam świeże pieczywo i mafijne choco jako świetne uzupełnienie mojego drugiego śniadania, które zjem już oczywiście w pracy. Nie wiem, jak ja dzisiaj wysiedzę na miejscu. Mam jeszcze obawy co do tego, czy lekarze pozwolą mi go zobaczyć. Przecież z punktu prawnego  jestem dla Filipa obcą osobą, nie wiem czy w ogóle  jakiekolwiek odwiedziny wchodzą w grę. Oczywiście, pojadę z Nowickimi do szpitala licząc na cud. W pracy dziewczyny od razu zauważyły zmiany w moim wyglądzie, opowiedziałam im o porannym  telefonie od Tomka. Wszyscy mnie wspierali, to bardzo miłe i ważne, kiedy inni cię rozumieją. Nawet koleżanki zadbały o poprawienie mi nastroju najlepszymi smakołykami z naszej ulubionej firmy Dr Gerard. Z nieco lepszym humorem, przepełniona nadzieją, czekałam na wiadomości od rodziny mojego ukochanego.             
                              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz