czwartek, 5 marca 2015

ODWIEDZINY

ODWIEDZINY
Tak, jak przewidywałam, nie zostałam wpuszczona do Filipa. Mogli wejść tylko rodzice i to na kilka minut. Powiedziano nam, że sytuacja jest opanowana  i trzeba czekać, czas będzie działał korzystnie na powrót do zdrowia chorego. Łatwo się mówi lekarzom, kiedy to nie ich najbliżsi są zagrożeni. Cała spięta chodziłam w tą i z powrotem po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Niespodziewanie zadzwonił dzwonek domofonu.  Przyszła moja serdeczna przyjaciółka. Ucieszyłam się z tego powodu, dawno się nie widziałyśmy. Potrzebowałam rozmowy, zrozumienia bez tłumaczenia wszystkiego. Jolkę poznałam jeszcze w liceum, razem dzieliłyśmy pokój w internacie. To były dawne, ale dobre czasy. Przyjaźń przetrwała i miło było ją znowu zobaczyć . Zrobiłam kawę, a Jola z łobuzerskim uśmiechem  poprosiła mnie o zamknięcie oczu. Ona tymczasem wyjmowała coś z torebki. Pamiętam wiele godzin podobnych zgadywanek, kiedy mieszkałyśmy razem w malutkim pokoju. Posłusznie usiadłam i wyciągnęłam rękę, Jola śmiejąc się  zawołała, że nic z tego i kazała mi otworzyć buzię, hihihi. Na chwilę przeniosłam się myślami do internatu, kiedy bawiłyśmy się w odgadywanie smakołyków położonych na język. Wiem, że to dziecinada, ale właśnie to teraz było mi najbardziej potrzebne. Usłyszałam szelest rozrywanego opakowania, skupiłam uwagę i do mojej buzi trafił listek deserowy- kruche ciasteczko posypane kryształkami cukru. Roześmiałam się, Jola dobrze wiedziała, jakim jestem łasuchem i jak bardzo lubię słodycze z firmy Dr Gerard. Wstałam i z promiennym uśmiechem zaproponowałam zamianę ról. Kiedy Jola siedziała na kuchennym stołku, ja wyjęłam z barku opakowanie kolejnych przysmaków z firmy Dr Gerard. Podeszłam do niej i tym razem ja włożyłam jej do ust małą czekoladkę na kruchym ciasteczku. Smakowała ją przez chwilę i robiąc urażoną minę stwierdziła, że przecież to było zupełnie łatwe. Pasja adwokat ma tak charakterystyczny smak, że nie pomyliłaby tych adwokatek z innymi ciasteczkami. Nikt nie robi ich tak pysznych, jak nasza ulubiona firma. Zaczęłyśmy wymieniać się nazwami ulubionych ciastek, jak zwykle okazało się, że i w tej kwestii wiele nas łączy. Jak tak dalej pójdzie, na siłownię też będziemy musiały pójść razem, hihi. W radosnych nastrojach przeszłyśmy do pokoju zabierając ze sobą ulubione słodycze.      

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz