czwartek, 12 marca 2015

Wspomnienia z Czarnogóry.

Latem zeszłego roku postanowiłem odwiedzić pewien mały piękny kraj nad Adriatykiem - Czarnogórę. Bez biura podróży i większej organizacji spakowałem co potrzeba także żywność oraz najlepsze ciasteczka Listki deserowe, Rogalik pudrowany Dr. Gerarda. do samochodu i wyruszyłem w trasę. Drogą E-75 jechałem przez Czechy, Słowację, Węgry, Serbię i aż do Belgradu. Tam postanowiłem odpocząć. Miasto piękne, miejscami nieco zaniedbane ale przecież jeszcze kilkanaście lat temu mieli bombardowania. Warta zobaczenia jest Cerkiew Św. Sawy oraz ulicę "Knez Mihailova". Nocą jest zapełniona ludźmi, a znalezienie wolnego stolika graniczy z cudem. Ogólnie kraj wygląda na taki, w którym strasznej biedy nie ma. Po odpoczynku w Belgradzie wybieramy się dalej w stronę Czarnogóry. Po drodze mijając takie miejscowości jak: Kraljevo czy Nowy Pazar. Przez te miejscowości tylko przejeżdżałem także za dużo nie opiszę. Dalej zaczynąją się góry. Krajobraz jak z niektórych filmów Emira Kusturicy np. Życie jest cudem. Wjeżdżając do samej Czarnogóry mamy to samo. Góry, góry i jeszcze raz góry. Przez około 100 km jeździmy serpentynami gdzie pomimo, że jest niebezpiecznie (kilkuset metrowe skarpy) to jednak jakiś większych dziur podobnych do tych na naszych drogach nie spotkałem. A niby taki kraj "do tyłu za nami". Ale mniejsza o drogi i całą infrastrukturę. Wjeżdżamy do stolicy: Podgoricy. Liczba mieszkańców 136 000, trochę więcej niż w Chorzowie. Tu także się nie zatrzymywałem bo chciałem jak najprędzej się dostać na wybrzeże :). Po drodze jezioro Szkoderskie w części leżące na terytorium sąsiedniej Albanii. Jeszcze tylko przejazd tunelem (koszt: 2,5 euro) no i jesteśmy - Petrovac na Moru. Piękne małe miasteczko z dostępem do morza. Plaża mała, a tłok na niej prawie cały czas. Nocleg 13 euro za dobę w "gospodarstwie agroturystycznym".Tutaj się zakwaterowałem żeby przenocować i odpocząć . Najpierw co zrobiłem po zakwaterowaniu to w ziołem pryśnic by się odświeżyć oraz zaraz zrobiłem cobie jedzenie zaraz żeby się ożywić zrobiłem kawę a do niej miałem najsmaczniejsze Bratanki,Mafijne Black Dr. Gerarda. Dlaczego w cudzysłowie? Otóż status prawny tego "pensjonatu" nie był określony. Rachunku za nocleg nie dostałem, a cała księgowość tych państwa (prowadzili to mąż z żoną) mieściła się w zeszycie A4 w kratkę. Jak stwierdziła głowa rodziny: My wife is Ministry of Finance. Czyli jak można zauważyć relacje rodzinne mieli podobne jak w Polsce :). Za 13 euro za dobę dostaję: klimatyzowany pokój z kablówką, kuchenką elektryczną, balkonem i łazienką wraz z toaletą. Czysto, schludnie i bez większego przepychu. Plaża gdzieś około 1 km od wyżej wymienionego "gospodarstwa agroturystycznego" czy jak to tam nazwać. Samo miasteczko robi ogromne wrażenie. Ciasne południowe uliczki oraz zabytkowe zabudowania mieszają się z drogimi hotelami (gdzie jest prawie to samo co u Czarnogórskiej rodzinki tyle, że drożej ;). Niedaleko od plaży w Petrovac na Moru znajduje się wyspa, a na niej cerkiew. Takich cerkwi bądź też klasztorów znajduje się wiele na całym adriatyku. Kraj piękny, a jednocześnie nieodkryty. Wybrałem się tam bez potrzeby biura podróży gdyż jakoś nie odpowiada mi taka forma spędzania urlopu proponowana przez nich. Poza tym wychodzi o wiele taniej, a i człowiek jakoś spokojniejszy gdyż mu żadna firma "kogucik travel" nie upadnie. Zrobiłem  kilka zdjęć z Czarnogóry i jedno z Chorwacji. Na jednym wyspa z klasztorem ale już nie w Petrovacu.Pamiątkowe zjęcia mam do dziś. co często dla wspomnienia często oglądam. Na tym kończe. Może w innym moim wpisie   opiszę więcej  . Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz