Witam. Otóż któregoś dnia,
obudziłam się z pomysłem pomalowania mojego pokoju. Planowałam to już od
dłuższego czasu, ale jakoś się nie składało. Albo miałam dużo pracy, albo jakiś
wyjazd lub po prostu nie miałam na to ochoty. Wstałam , wypiłam kawkę i sięgnęłam
po najsmaczniejsze herbatniki ,, Dr Gerarda’’. Niestety na talerzu zostały już tylko trzy. Po śniadaniu, udałam się do sklepu
na zakupy. Wybrałam kolor farby i jakieś inne rzeczy potrzebne do malowania,
oczywiście sama nie byłabym taka mądra. W ustaleniu listy rzeczy potrzebnych do
zamierzonego malowania, pomógł mi kolega. W drodze powrotnej wstąpiłam do
sklepu i zakupiłam jeszcze coś słodkiego. Sięgnęłam na półkę z ciasteczkami
,,Dr Gerarda’’, i kupiłam najlepsze Listki deserowe i Mafijne Black. Przydadzą
się na poprawienie humoru, kiedy zaczną mi opadać ze zmęczenia ręce . Po powrocie
do domu przygotowałam pokój do malowania, powynosiłam co się dało, poprzykrywałam
folią. Niestety, na odsuwanie mebli nie miałam aż tyle sił. Poszłam do kolegi, prosząc o
pomoc. Mieszkał po sąsiedzku. Zgodził się z wielką ochotą. Meble na środku, czas na
malowanie, oczywiście kolega zaproponował mi swoją pomoc. Czemu nie. Ale
najpierw poprosił o mocną kawę. Wypiliśmy i za braliśmy się do pracy. Nawet
nieźle szło, ale po godzinie w miejscach już pomalowanych zaczęło coś odstawać.
No świetnie- pomyślałam. Niestety, trzeba było wszystko skrobać szpachelką.
Miało to być malowanie szybkie i przyjemne. Niestety Jak się coś zaczyna robić,
to dochodzą kolejne problemy. Tam odchodzi, a gdzie indziej przebija stara
farba. Ja się na tym nie znam, ale zaczynało brakować mi już cierpliwości.
Kolega się śmiał, żartował, - dobrze, że
mam dziś wolne bo inaczej zawału serca byś dostała. Miał rację. Zbliżało się późne
popołudnie . Zostawiłam jego z pędzlami i wałkami a sama poszłam przygotować coś
do zjedzenia. Zrobiłam szybką sałatkę , jajecznicę i do tego gorącą herbatę. Zawołałam Janka. Ze smakiem
zajadaliśmy. Kiedy skończyliśmy jedzenie, kolega zapytał się ,czy nie mam coś
słodkiego, bo mu ,,glukoza opadła’’ ,zaśmiałam się i wyciągnęłam z szafki
Kubanki kokosowe i Patysie zdobione ,,Dr Gerard’’. Janek tylko mlasnął ze
smakiem. No to pojedliśmy popiliśmy, czas kończyć ten pokój- powiedział ,i
ruszyliśmy do pracy. Teraz jakoś nam szybciej to szło. Pokój nabierał koloru.
Wieczorem był skończony. Poprzesuwaliśmy meble. A na mnie czekało, ale to
dopiero kolejnego dnia sprzątanie i układanie, ale to już drobnostka. W duchu
pomyślałam, że już na jakiś czas będę miała dość remontów w domu. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz