środa, 18 marca 2015

Mały remoncik

Witam. Otóż któregoś dnia, obudziłam się z pomysłem pomalowania mojego pokoju. Planowałam to już od dłuższego czasu, ale jakoś się nie składało. Albo miałam dużo pracy, albo jakiś wyjazd lub po prostu nie miałam na to ochoty. Wstałam , wypiłam kawkę i sięgnęłam po najsmaczniejsze herbatniki ,, Dr Gerarda’’. Niestety  na talerzu zostały już  tylko trzy. Po śniadaniu, udałam się do sklepu na zakupy. Wybrałam kolor farby i jakieś inne rzeczy potrzebne do malowania, oczywiście sama nie byłabym taka mądra. W ustaleniu listy rzeczy potrzebnych do zamierzonego malowania, pomógł mi kolega. W drodze powrotnej wstąpiłam do sklepu i zakupiłam jeszcze coś słodkiego. Sięgnęłam na półkę z ciasteczkami ,,Dr Gerarda’’, i kupiłam najlepsze Listki deserowe i Mafijne Black. Przydadzą się na poprawienie humoru, kiedy zaczną mi opadać ze zmęczenia ręce . Po powrocie do domu przygotowałam pokój do malowania, powynosiłam co się dało, poprzykrywałam folią. Niestety, na odsuwanie mebli nie miałam  aż tyle sił. Poszłam do kolegi, prosząc o pomoc. Mieszkał po sąsiedzku. Zgodził się  z wielką ochotą. Meble na środku, czas na malowanie, oczywiście kolega zaproponował mi swoją pomoc. Czemu nie. Ale najpierw poprosił o mocną kawę. Wypiliśmy i za braliśmy się do pracy. Nawet nieźle szło, ale po godzinie w miejscach już pomalowanych zaczęło coś odstawać. No świetnie- pomyślałam. Niestety, trzeba było wszystko skrobać szpachelką. Miało to być malowanie szybkie i przyjemne. Niestety Jak się coś zaczyna robić, to dochodzą kolejne problemy. Tam odchodzi, a gdzie indziej przebija stara farba. Ja się na tym nie znam, ale zaczynało brakować mi już cierpliwości. Kolega się śmiał,  żartował, - dobrze, że mam dziś wolne bo inaczej zawału serca byś dostała. Miał rację. Zbliżało się późne popołudnie . Zostawiłam jego z pędzlami i wałkami a sama poszłam przygotować coś do zjedzenia. Zrobiłam szybką sałatkę , jajecznicę i do tego  gorącą herbatę. Zawołałam Janka. Ze smakiem zajadaliśmy. Kiedy skończyliśmy jedzenie, kolega zapytał się ,czy nie mam coś słodkiego, bo mu ,,glukoza opadła’’ ,zaśmiałam się i wyciągnęłam z szafki Kubanki kokosowe i Patysie zdobione ,,Dr Gerard’’. Janek tylko mlasnął ze smakiem. No to pojedliśmy popiliśmy, czas kończyć ten pokój- powiedział ,i ruszyliśmy do pracy. Teraz jakoś nam szybciej to szło. Pokój nabierał koloru. Wieczorem był skończony. Poprzesuwaliśmy meble. A na mnie czekało, ale to dopiero kolejnego dnia sprzątanie i układanie, ale to już drobnostka. W duchu pomyślałam, że już na jakiś czas będę miała dość remontów w domu. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz