poniedziałek, 16 marca 2015

Wizytacja babci

Witam. Ostatnio nie miałam czasu na nic. Moja kawalerka wyglądała jak po huraganie. Wszystko porozrzucane, w kuchni stos nieumytych garów. A ja w porozciąganym dresie. Byłam tak zajęta pracą, że nie miałam czasu na sprzątanie. Rano wstałam jak zwykle zrobiłam sobie kawę i sięgnęłam po kawałek czerstwej bułki. Pomyślałam, że muszę zrobić zakupy. Bułka nie nadawała się do zjedzenia. Sięgnęłam do barku w meblach pokojowych i wyciągnęłam  najsmaczniejsze  Listki deserowe oraz Bratanki ,,Dr Gerarda’’. Jeszcze po jednej paczce uchowały mi się. Po takim ,,zdrowym,, śniadaniu, siadłam do komputera. Nawet nie wiem kiedy minęły mi cztery godziny. Kręgosłup bolał, nogi zdrętwiały. Wstałam, poruszałam się chwilę. Postanowiłam wyskoczyć na szybkie zakupy do pobliskiego sklepu. Kupiłam tam najpotrzebniejsze rzeczy, nie zapomniałam również o najlepszych Psotkach i Markizach Negro firmy ,,Dr Gerard”’. Już nie raz te smakołyki uratowały mnie od głodu. Dobrze , że zawsze byłam szczupła , bo na takim jedzeniu nie zmieściłabym się w drzwiach swojego mieszkania. Z zakupami wróciłam do domu. Zrobiłam sobie jedzenie i kubeł herbaty, kupiłam go specjalnie dla siebie, chyba ma ponad litr pojemności. Jak ja to mówię raz a dobrze. Po szybkim posiłku, zasiadłam znów do swojej pracy. Musiałam napisać kilka artykułów na ,,wczoraj,,. Kiedy byłam pogrążona w swoich myślach i wstukiwaniem kolejnych wyrazów, usłyszałam dźwięk dzwonka. Byłam zdziwiona, przecież nikogo się nie spodziewałam. Postanowiłam zignorować natręta. Dzwonek nie dawał za wygraną. Wstałam i otworzyłam z cierpkim grymasem na twarzy. - No ile można czekać!? -usłyszałam głos babci. Byłam zaskoczona. Zapytałam co ona tutaj robi. Babcia powiadomiła mnie, że umówiona jest tutaj u jakiegoś lekarza. Z energią i pełnymi siatami weszła do kuchni. Nie muszę pisać jaka reakcja była na to co zobaczyła. Nie będę też pisała, co usłyszałam, wiedziałam jedno , że nastąpił  koniec mojej pracy w tym domu. Nie myliłam się babcia, zaczęła wyciągać smakołyki z toreb. Mówiła, układała, układała i mówiła. Chodziła oglądała. W końcu popatrzyła na zegarek, i powiedziała, -no masz szczęście, lekarz jutro przyjmuje, więc zabieram się do pracy. Nie było mowy o tłumaczeniu babci ,że nie trzeba. Nie było mowy babcia zaczęła działać. Niestety ja musiałam coś wymyśleć, żeby stąd uciec. Powiedziałam, że muszę iść do pracy . Moja kochana babcia, powiedziała mi tylko – pa!. Pracę kończyłam w biurze.  Zgłodniałam sięgnęłam do torebki, znalazłam tam najsmaczniejsze Patysie śmietankowe ,,Dr Gerarda’’. Jadłam i pisałam dalej. Kiedy skończyłam dochodziła godzina 22. Wróciłam do domu, nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Było czyściutko, pachniało jedzeniem. Babcia w fotelu drzemała, otworzyła oczy i z uśmiechem powiedziała - nie myśl, że tak będzie zawsze !. Ucałowałam ją i poszłyśmy spać. Ta wizytacja była miła. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz