ODWIEDZINY W SZPITALU
Nareszcie pozwolono nam na odwiedziny przy łóżku Filipa. Chory może rozmawiać, co prawda goście mają ograniczenia czasowe takich wizyt, aby nie męczyć chorego, ale to już coś. Kiedy stanęłam przy jego łóżku i mogłam uścisnąć jego rękę spoczywającą na posłaniu, odetchnęłam z ulgą. Filip delikatnie uśmiechnął się do mnie i cichutko wyszeptał dobrze, że jesteś kwiatuszku. Oczy mi natychmiast zwilgotniały, a serce waliło jak szalone. Tomek, brat Filipa ostrzegawczo leciutko kopnął mnie w kostkę, inaczej pewnie bym się rozkleiła. Filip wyglądał mizernie, był koszmarnie blady z widocznymi siniakami i otarciami na twarzy, szyi i dłoniach. Jego głowę prawie w całości spowijał dziwny czepek, spod którego było widać fragment opatrunku. Najważniejsze jednak, że był wśród nas, żył i to się liczy. Na razie nie wolno mu wstawać, nie może również jeść nic innego, niż posiłki przygotowywane specjalnie dla niego w szpitalu. Jedyne, co można mu zostawić, to przyniesioną wodę mineralną, niegazowaną. Posiedziałam przy łóżku mojego mężczyzny tylko przez piętnaście minut, ponieważ tylko na tyle pozwalał czas zgodny z zaleceniem lekarza. Przyniesione przeze mnie ciasteczka z firmy Dr Gerard postanowiłam zostawić w dyżurce pielęgniarek. Zdaję sobie sprawę, że te wszystkie Patysie śmietankowe i Mini rogaliki zdobione będą smaczną niespodzianką podczas pełnienia nocnego dyżuru na oddziale pełnym poważnie chorych ludzi. Obawiałam się poczęstować ciasteczkami pozostałych pacjentów na tym oddziale, oczywiście mając na względzie ich potencjalną dietę. Tomek odwiózł mnie do domu, milczeliśmy całą drogę jadąc samochodem. Przyjął jednak zaproszenie na kawę. Mi bardzo brakowało kofeiny i tych pysznych Markiz Negro, dwukolorowych ciasteczek z kremem waniliowym. Czekałam cierpliwie na jakieś wyjaśnienia ze strony Tomka. On jako brat miał dostęp do niego zaraz pierwszego dnia przybycia Filipa do szpitala. Nie spuszczając z niego wzroku popijałam kawę i rozkoszowałam się smakiem markiz z firmy Dr Gerard. W końcu Tomek przerwał milczenie i powiedział, że Filip brał udział w jakiejś akcji na Ukrainie, tam wraz z kilkoma towarzyszącymi mu osobami został napadnięty i dotkliwie poturbowany. Wraz z nim wpadli w zasadzkę, nic więcej nie wiem i nie muszę wiedzieć, ważne że Filip z tego wyjdzie. Lekarze mówią, że miał dużo szczęścia i ja chcę w to wierzyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz