Wesele.
Witajcie.
Już za nami ten wielki, wyczekiwany dzień. Przygotowania trwały
ponad rok. Szycie sukienki dla pani młodej, wybór sali weselnej no
i garnitur dla pana młodego. Potem szukanie orkiestry, fotografa i
kamerzysty. Dzisiaj na rynku jest ogromna konkurencja w wyborze firm
zajmujących się oprawą weselną. Niesamowity wybór zaproszeń,
winietek czy kwiaciarni. Jak ja ślubowałam nie było aż tak
dobrze. Przejdźmy do samego wesela. Panna młoda wraz z przyszłym
małżonkiem podjechali piękną czarną limuzyną pod USC. Raptem
cała uroczystość trwała dziesięć minut. Podpisali klauzuę
bycia razem na dobre i na złe. Potem sznur gości, jedni z kwiatkami
inni z bombonierką ustawili się do życzeń. Fajnym pomysłem było
to, że każdego z gości częstowano z pięknie przyozdobionego
kosza kwiatowego czekoladkami. Coś innego. My również zamiast
kwiatów, które szybko zwiędną, przygotowałam kolorowe pudełko
ze słodyczami dr Gerarda między innymi włożyłam: markizy Gold,
Wilczy Apetyt, Pasje kokos, Bratanki i Patysie zdobione i do tego
włożyłam butelkę czerwonego wina. Myślę że to przynajmniej
wykorzystają. Potem pojechaliśmy na salę balową. Przepiękna,
przestronna sala. Ustrojona w biel, różowo kremowe tulipany na
stołach. Stoły były owalne, siedziało przy nich po osiem
dwanaście osób. Jedzenie przepyszne, jak to na weselu. Różnorodność
sałatek, przystawek, kilka rodzajów mięsa. Teraz od razu mi ślinka
leci na te smakołyki. Osobny stół był na rozmaite alkohole z
których barman wyczarowywał piknę jak marzenie drinki. Dla dzieci
robił bez alkoholowe ale też bajecznie kolorowe. Dla najmłodszych
choć nie t6ylko jak widziałam zresztą sama jestem łasuchem
czekolady, byłam przygotowana fontanna z której wypływała
czekolada. Wykałaczki owoce lub pianki i lać można było do woli.
Orkiestra
przygrywała skocznie troch szybkiej dy6namicznej trochę wolnej
muz6yki. Dla wszystkich coś do tańca. Oczywiście zaraz na początku
zabawy jak to ja musiałam zaliczyć pirueta, ale but wysoki, ślizgi
parkiet no i poleciałam jak długa. Zabawa się rozkręciła
tańcowałam do białego rana i o dziwo nawet nie miałam aż tyle
pęcherzy na stopach. Było świetne wesele. Rano trochę głowa mnie
bolała ale uprałam się z tym szybko. Wypiłam mocną kawę i do
tego podgryzałam sobie Listki Deserowe Dr Gerarda. Czekam na kolejną
zabawę weselną, która już w czerwcu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz