piątek, 27 marca 2015

Wielkanoc - radość i smutek.

Witam gorąco w kolejny wiosenny, choć deszczowy i zimny dzień. Zbliżają się święta. Chyba każdy wie, że Wielkanoc jest najważniejszym świętem dla Katolików. Nie licząc dzieci. One wolą gwiazdkę, bo dostaje się lepsze prezenty a na zająca tylko słodycze. Moje skarby cieszą się, że poznaliśmy produkty „dr Gerard”, a one zawsze są pyszne, słodkie a ich kształty zabawne. Pewnego razu w moim domu czas ten był najsmutniejszy, ponieważ jako dziecko spędzałem Wielkanoc w klinice czekając na poważną operację. I nic nie cieszyło rodziny ani jedzenie, ani prezenty, po prostu nic. Co gorsza to był czas, gdy telefony były tylko stacjonarne a komputery przenośne widywano w filmach fantastycznych. Pisząc te słowa robi mi się jakoś smutno, chyba przegryzę „Markizy Negro” to poprawi mi się nastrój. Niestety wyżej opisany pobyt w szpitalu nie był jedyny w moim dzieciństwie. Już, jako pięciolatek poznawałem uroki sześciotygodniowego turnusu w sanatoriach a potem jeden szpital, drugi i kolejne sanatorium. W tamtych czasach nie był możliwy pobyt dziecka z rodzicem, więc widywało się kogoś z rodziny raz na dwa tygodnie. I znowu posmutniałem. Zjem „Patysie zdobione” i oderwę się od tych nieprzyjemnych wspomnień. Cieszę się, że moje dzieci nie znają takiego życia między domem, szpitalem a sanatorium. Syn ma szczęście i poza złamanym palcem od nogi nie miał kontaktu ze szpitalem. Córka niestety miała pecha i już, jako tygodniowe dziecko trafiła z zapaleniem płuc na oddział dziecięcy a potem w drugim roku życia z zaostrzeniem astmy. I teraz jest na stałych lekach dla astmatyków. Jedna i to pozytywna różnica jest taka, że z naszymi dziećmi zawsze było jedno z rodziców. Gdy jedno szło do domu albo na zakupy to drugie przebywało z dzieckiem. W oczekiwaniu na przyjście rodzica można było przekąsić ciastko firmy „dr Gerard”, które cała nasza rodzina wręcz uwielbia. Mimo wszystko okres pobytu córki w szpitalu, należy do trudnych i dość nerwowych, wiąże się z pogorszeniem stanu jej serca. Pamiętam jak rosła tęsknota syna za siostrą i mamą. Mam nadzieję, że moje pociechy będą rzadkimi gośćmi ośrodków zdrowia. Chciałbym sobie i Wam wszystkim życzyć zdrowia, radości, uśmiechu, na co dzień i aby słodycze takie jak „Markizy Negro” czy „Patysie zdobione” zawsze wprawiały nas w dobry nastój. 
Ale wyszło smutno, przepraszam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz